• Wpisów:230
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis:38 dni temu
  • Licznik odwiedzin:13 875 / 3234 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Jeszcze trochę będzie mnie brakować… – powiedziałam, gdy już z powrotem wygodnie mogłam usiąść. – Nie mogę jeszcze wrócić do pracy na pełnych obrotach.
- Oczywiście. Wrócisz, kiedy będziesz chciała.
- Kiedy będę mogła. – poprawiłam go od razu.
- A kiedy będziesz mogła? Nie pytam w sensie zawodowym. Pytam prywatnie. Czy powiesz mi jak się czujesz, jak przebiega rehabilitacja i czy wracasz do zdrowia? To ważne dla mnie, naprawdę.
Zapowietrzyłam się lekko. Normalnie te pytania uznałabym za bezczelne, ale tym razem… W jego głosie była szczera troska. Naprawdę się martwił. Mówił spokojnym, niskim głosem. Jeśli udawał, to powinien dostać Oscara za rolę życia… Ale irytacja jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła. Chyba uwierzyłam w te jego szczere intencje.
- Maja, uwierz mi, to żadna gra z mojej strony. Dosyć tego. Zbyt wiele złego się stało. Niepotrzebne to wszystko było. Ja naprawdę to przeżywam i bardzo się o ciebie martwię.
O rany, rany. Tyle wyznań na raz, tyle szczerości. Czy byłam w stanie to wszystko na raz udźwignąć?
Chyba nie miałam wyjścia, chyba musiałam.
- Zmieniłam fizjoterapeutę i w końcu jest duża poprawa. Odstawiłam też środki przeciwbólowe.
- Już nie boli?
- Boli. Ale jestem w stanie to znieść bez wspomagaczy.
- Dobrze to słyszeć.
- Ale jeszcze długa droga przede mną. Pewnie niektóre skutki zostaną już ze mną na zawsze.
- Jak to? – wyraźnie się zaniepokoił.
- Będę odczuwać w kościach każdą zmianę pogody. – zaśmiałam się, a przynajmniej próbowałam, żeby tak to zabrzmiało.
- Rozumiem… Maja, chciałem cię przeprosić za to wszystko.
- Nie trzeba, już przepraszałeś.
- Trzeba. Maja, trzeba. Do końca życia będę to robił.
Wstałam lekko poirytowana, chwyciłam stosik dokumentów, żeby odłożyć je na biurko. Przede wszystkim chciałam zmienić miejsce, odwrócić się od Adama, wyjść z zasięgu jego wzroku, żeby nie stracić równowagi, którą tak długo w sobie budowałam.

cdn...
 

 
- Jeszcze chwilę, dobrze?
- Jasne, nie przeszkadzaj sobie, mamy czas. – Zaczęłam mu się przyglądać. Siedział rozluźniony, a wręcz „rozwalony” na kanapie i spokojnie czytał analizę prawną własnej spółki. Gdyby nie garnitur to pewnie usiadłby „po turecku”. Zero nerwów, zero napięcia czy irytacji. Naprawdę było aż tak dobrze? Czy może to kolejna sztuczka z jego strony, mająca na celu uśpić moją czujność? Ale przecież nie musiał już kombinować, wszystko było ustalone, wystarczyło przyklepać.
Adam wyprostował się, gdy skończył czytać, uśmiechnął się lekko.
- A więc jak? Mamy nową umowę? Podpisujemy?
Co się z nim stało? Co za wielka zmiana w nim zaszła? I dlaczego? To był zupełnie inny człowiek, a przynajmniej tak to wtedy wyglądało. Ale to było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Nie mogłam dać się zwieść. Adam tak łatwo by się nie zmienił. Nie całkowicie. I nie w tak krótkim czasie. Może po prostu miał dobry dzień…
- Myślę, że tak. Co prawda nie zamierzam korzystać ze wszystkich przywilejów, które tak hojnie mi przyznałeś, ale…
- … ale przecież to ty o tym decydujesz. – uśmiech numer dziewiętnaście…
- Dokładnie tak. Dlatego możemy podpisać to porozumienie.
Złożyliśmy podpisy na wszystkich egzemplarzach, dokończyliśmy protokół posiedzenia i też go podpisaliśmy. Jeszcze tylko Daniel musiał wszystko podpisać i nowa umowa wchodziła w życie.
- Witam z powrotem, wspólniczko. – wyciągnął w moją stronę swoją dłoń. Uścisnęłam ją krótko, ale on przytrzymał moją nieco dłużej. – Brakowało nam tu ciebie, bardzo.

cdn...
 

 
Chwilę później dołączył do nas Daniel. Postanowiliśmy zrobić posiedzenie w gabinecie Adama na kanapach, żeby było nam wygodniej. Po oficjalnej części podałam Adamowi wyniki analizy do zapoznania się. Nie było tego za wiele więc zaczął czytać od razu. Chwilę ciszy przerwała Monika.
- Co się dzieje? – Adam uprzejmie zapytał, co było niespodziewane, bo Adam wręcz nienawidził przerywania posiedzenia zarządu i zawsze się irytował. Monika również wyglądała na zaskoczoną.
- Yyyy… Przepraszam, że przeszkadzam, ale jeden z klientów nie zgadza się na przesunięcie spotkania. Przyjechał specjalnie dzisiaj zza granicy, po południu wyjeżdża i upiera się, aby spotkanie się odbyło.
- Czy to ważny klient?
- Jeden z najważniejszych.
- Może po prostu przerwijmy? – zaproponowałam.
- Nie trzeba. Daniel, czy byłbyś w stanie się tym zająć?
Daniel się zawahał, spojrzał na mnie pytająco, bo w końcu miał być tu ze mną od początku do końca.
- Maja? – zapytał w końcu.
- Jedź Daniel. Poradzimy sobie tutaj sami. Zresztą nie będzie już żadnych nowych ustaleń, a protokół z posiedzenia możesz podpisać po powrocie.
- Jesteś tego pewna?
- Tak, nie martw się. Gdyby w trakcie wyszły jakieś zmiany to przerwiemy spotkanie i poczekamy na ciebie, prawda Adam? – spojrzałam na niego, spodziewając się jakiejś negatywnej reakcji.
- Oczywiście, że tak. Moniko, proszę zapytaj klienta czy zgadza się spotkać z Danielem w zastępstwie.
Po chwili Monika wróciła z potwierdzeniem spotkania, więc Daniel musiał się zbierać, żeby zapoznać się wcześniej ze sprawą.
- Gdyby się działo cokolwiek, to dzwoń od razu do mnie, mała. Jasne? – cmoknął mnie w polik i wyszedł. Adam nie zareagował.

cdn...
 

 
Nazajutrz pojawiliśmy się w biurze godzinę przed czasem. Adama jeszcze nie było.
- Ale przyjedzie na dwunastą? – zapytałam Moniki.
- Oczywiście, że tak. Jest na spotkaniu. Ostatnim dzisiaj, bo całą resztę kazał odwołać. Kolejna narada wojenna?
- Na to wygląda, skoro zmienił swoje plany na resztę dnia. Zaczekam w gabinecie.
Poszłam do naszego gabinetu, nic się tam nie zmieniło. Moje biurko pozostało nietknięte od czasu tego nieszczęsnego dnia. Adam niczego nie ruszył, nie przestawił, nie zmienił. Zupełnie jakby to było wczoraj… Czekając na jego powrót zajęłam się porządkowaniem swojego biurka, przeglądaniem dokumentów. Musiałam się czymś zająć, żeby nie zacząć się stresować. I żeby czas płynął szybciej. Chciałam mieć tą rozmowę już za sobą.
Nie mogłam sobie przypomnieć, co tamtego dnia tutaj robiłam, nad czym wtedy pracowałam. W każdym razie teraz musiałam zorientować się, jak sobie radzi nowa asystentka, na jakim etapie szkolenia przez Monikę jest teraz. Zaczęłam rozpisywać sobie zadania w punktach. Dopiero po dłuższym czasie poczułam, że ktoś mi się przygląda. Aż podskoczyłam. To Adam stał oparty o futrynę drzwi.
- Witaj. – powiedział spokojnym głosem, uśmiechając się miło.
- Cześć. Wystraszyłeś mnie.
- Nie chciałem, przepraszam. Widzę, że wróciłaś już do pracy? – nadal się uśmiechał. Nie dopatrzyłam się w tym żadnej złośliwości, triumfu czy podstępu. Dziwne.
- To pracoholizm chyba…
- Jeśli tak, to znaczy, że czujesz się już dużo lepiej. Bardzo mnie to cieszy.
- Właśnie widzę. – chciałam, żeby zabrzmiało to choć odrobinę złośliwie, tak dla równowagi, ale chyba mi nie wyszło. Być może była to kolejna sztuczka, a więc musiałam być czujna.

cdn...
 

 
- Dzień dobry Maju. – Adam odebrał po pierwszym sygnale. Zupełnie jakby czekał na telefon ode mnie.
- Hej. Wybacz, że dzwonię o tak późnej porze. Dostałam już wszystkie analizy i chciałam dokończyć naszą rozmowę i wszystko dokładnie omówić.
- Kiedy tylko zechcesz. Choćby i zaraz.
- Może jednak jutro, dzisiaj jest już za późno.
- Jak sobie życzysz. Gdzie chcesz się spotkać?
- Przyjadę jutro do biura. Może być w południe?
- Oczywiście, będę czekał.
- Dzięki, w takim razie do jutra.
- Do zobaczenia.
Daniel patrzył na mnie jakbym urwała się z choinki.
- Już bardziej oficjalna być nie mogłaś? – zadrwił sobie.
- Przyzwyczajaj się, od teraz tak właśnie będzie.
- No oby… A więc jutro zarząd – runda druga.
Zaskoczyło mnie to, że nie mogłam doczekać się tego zebrania. Nie czułam stresu ani strachu. Zupełny luz. Odkąd miałam pewność (potwierdzoną przez prawników), że Adam miał uczciwe zamiary, moje podejście do całej sprawy i do niego uległo zmianie. Wiedziałam, że nic mi nie grozi. A przynajmniej taką miałam nadzieję.

cdn...
 

 
Polecona przez Marka kancelaria wykonała dla mnie analizę w ekspresowym tempie i pod koniec tygodnia miałam ją już u siebie. Rzeczywiście dokumenty przedstawione przez Adama były „czyste” i wolne od pułapek. Wyjątkiem był jednak przyznany mi budżet. Lepiej byłoby, gdybym go nie przekraczała i nie nadużywała samodzielności w rozporządzaniu nim. W statucie firmy był zapis regulujący dokładnie wszelkie negatywne wpływy udziałowców na płynność finansową spółki, a takie rozporządzanie przyznanym mi funduszem mogło co nieco namieszać. Mogło, ale nie musiało. Budżet był na tyle niski, że nawet gdybym wydała go w jeden dzień na waciki, finanse firmy nawet by tego nie zauważyły. Jednak różne rzeczy mogły się zdarzyć w międzyczasie: załamanie rynku, kryzys finansowy, krach na giełdzie itp., a wtedy wszelkie rezerwy finansowe się przydają. I tu wracamy do zapisu statutu spółki, który okazałby się w takiej sytuacji dużym haczykiem. Zatem nie zamierzałam korzystać z przywileju samodzielnych decyzji finansowych. Nie mogłam ufać Adamowi. Jeśli by mu coś nagle odbiło, byłam pewna, że załatwiłby kryzys finansowy całego świata, żeby tylko wygrać…

cdn...
 

 
Daniel nie odezwał się słowem przez całą drogę do domu. Odzyskał mowę dopiero późnym wieczorem, gdy przyjechał do nas mój prawnik Marek.
- I co o tym myślisz?- zapytał Daniel po dość dokładnym streszczeniu mojej sytuacji.
- Uważam, że Majka bardzo dobrze postąpiła…
- Ha! To samo powiedziałem. Człowieku, ona go tam dosłownie zmiażdżyła!
- Owszem, zakończenie zebrania dało jej bardzo dużą przewagę, ale niestety, muszę przyznać rację również Majce. Adam osiągnął swój cel. I teraz masz dwa wyjścia.
- Jakie? – ucieszyłam się, że aż dwa, oznaczało to, że sytuacja nie była aż tak beznadziejna, jak myślałam.
- Oba zależą od tego, czego chcesz. Jeśli chcesz odejść z firmy to właśnie teraz masz idealną sytuację. Zgodnie z dokumentami, które już otrzymałaś możesz po prostu się rozmyślić i odejść bez konsekwencji. Ale skoro Adam dał ci taką możliwość to znaczy, że doskonale wie, że z niej nie skorzystasz. Więc jeśli zostaniesz, musisz uważać na wszystkie dokumenty, jakie będziesz od niego dostawać do podpisu, wszystkie dokładnie czytaj, konsultuj ze mną lub innym prawnikiem.
- I to wszystko?
- Tak, to wszystko. Możesz się cieszyć pełną swobodą. Szczerze mówiąc dostałaś idealne warunki do pracy i grzechem byłoby tego nie wykorzystać do rozwoju. On osiągnął swój cel, ale i ty masz z tego same korzyści.
- A więc Adam tym razem mówił prawdę, że te dokumenty są w pełni uczciwe?
- Czyżbyś była rozczarowana??
- Raczej zaskoczona nagła zmianą…
- Hmm, no cóż… Może to rzeczywiście zwrot ku jasnej stronie, że się tak wyrażę. Może wyrzuty sumienia. A może kolejny plan… W każdym razie pomysł analizy prawnej dokumentów w pełni popieram i zrób to jak najszybciej. Na wszelki wypadek.
- Możesz to dla mnie zrobić?
- Niestety nie. Mogę być stronniczy, znając całą sprawę, mogę coś przeoczyć albo nadinterpretować. Najlepiej, żeby był to ktoś niezależny.
- Rozumiem. Czy możesz mi kogoś takiego polecić?
- Tak, oczywiście. – Pogrzebał chwilę w teczce. – Proszę bardzo, tu jest namiar na kancelarię, mój znajomy zajmuje się obsługą spółek, więc będzie najbardziej kompetentną osobą. Powołaj się na mnie.
- Dziękuję. Gdy już będę miała analizę, rzucisz na nią okiem?
- Jasne, jeśli będzie taka potrzeba. Maja, czy mogę cię o coś zapytać?
- Oczywiście.
- Jesteś pewna, że chcesz wrócić do firmy? Mocno walczyłaś o to, by się od niej uwolnić… Teraz masz idealną sytuację, by to zrobić bez konsekwencji.
- Walczyłam o odejście, żeby kogoś chronić. Tego kogoś już nie ma, więc nie muszę odchodzić. Teraz to już zwykły biznes… Poza tym, obowiązuje mnie pięcioletni zakaz konkurencji w przypadku odejścia. A to oznacza całkowite wypadnięcie z branży. Dla mnie to strzał w stopę, a Adam akurat tej zasady nie zmieni nigdy.

cdn...
 

 
- Niezły z ciebie gracz! Czy teraz mogę krzyknąć z radości? – zapytał Daniel, gdy drzwi od windy się zamknęły.
- Nie bardzo jest się z czego cieszyć. – odparłam posępnie.
- Zwariowałaś? Dziewczyno, zdmuchnęłaś go z powierzchni ziemi!!! Wygrałaś!
- Wcale nie, to on wygrał… niestety.
- Co ty bredzisz? Masz go w garści, w dodatku sam ci to umożliwił. Teraz ty tu rządzisz.
- Nie Daniel. Ta firma to jego dziecko. Nie oddałby jej nikomu, mnie tym bardziej. On doskonale wie, co robi. Te wszystkie przywileje, to tylko sztuczki, żebym przestała walczyć. Taki był jego cel i dzisiaj go osiągnął. Wie, że teraz tym bardziej nie opłaca mi się odchodzić z firmy, a zabrać mu jej nigdy nie chciałam. Między nami była wojna, zresztą tragiczna w skutkach. Postanowił „podarować” mi rozejm, obietnicę świętego spokoju, wyrzekł się terroru, przysiągł uległość, przyznał pozorną decyzyjność – dał od siebie tak naprawdę niewiele, może pomijając ten terror, bo w końcu to była jego ulubiona rozrywka, a co dostanie w zamian?
Teraz to Daniel miał oczy jak pięciozłotówki.
- Nie wiem…
- Mnie… Moją obecność w firmie… A o to mu chodziło, prawda? Na tym zależało mu najbardziej…

cdn...
 

 
Szach i mat, jakby to powiedział Daniel.
Triumfalny uśmiech Adama powędrował na twarz Daniela, a u Adama to miejsce zajął szok. Tak, Adam był w szoku, co w sprawach służbowych zdarza mu się… w sumie nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mu się zdarzyło. W każdym razie nie w mojej obecności. Dopiero po długiej chwili zapytał Daniela, czy ma jakieś uwagi.
- Żadnych uwag. – Czubek nie potrafił przestać się uśmiechać, hehe.
Adam zgodnie z procedurą zakończył zebranie.
- Daj proszę znać, kiedy będziesz gotowa na drugie zgromadzenie.
- Oczywiście. Dziękuję.
- Ja również.
Gdy tylko wyszedł z salki do swojego gabinetu, Daniel był bliski wydania okrzyku, ale w porę go powstrzymałam.
- Cicho, do cholery. Nie ma się z czego cieszyć.
- Jak to?
- Pogadamy o tym później. Zachowuj się.
Poszłam do Adama po kopię protokołu z dzisiejszego spotkania. Pozbył się już szoku, był rozluźniony i chyba… wesoły? O co tu chodziło?!
- Maja, ja naprawdę mam dobre intencje, dokumenty są prawdziwe, nie zamierzam cię oszukiwać ani niczego tobie utrudniać. W każdym punkcie swojej rozpiski miałaś absolutną rację.
- Dziękuję Adam, doceniam to, naprawdę.
- Czy mogę zapytać jak się czujesz i jak idzie twoja rehabilitacja?
- Możesz zapytać… idzie powoli, ale nie chcę wdawać się w szczegóły.
- Mam nadzieję, że już wkrótce wszystko wróci do normy.
- Dzięki.
- Gdybyś czegokolwiek potrzebowała…
- Nie potrzebuję, naprawdę.
- W porządku…
 

 
Po wznowieniu zgromadzenia Adam z uśmiechem zapytał, czy podjęliśmy decyzję. Pierwszy wyrwał się Daniel, ale szybko mu przerwałam.
- W sumie jeszcze nie do końca…
- Tak, podjęłam decyzję. – Daniel wpatrywał się we mnie, jakbym mówiła po chińsku. Adam wydawał się lekko zaskoczony.
- …Zatem słucham.
- Przedstawione przez ciebie dzisiaj dwa dokumenty wydają się być w porządku…
- Wydają się? – przerwał mi, choć wiedział jak tego nie znoszę.
- Tak właśnie, wydają się być w porządku. Po wstępnym zapoznaniu się, nie dostrzegłam żadnych niejasnych zapisów…
- Cieszę się. – Znowu to zrobił. Miałam ochotę go kopnąć… - Żebyś miała większą pewność, co do mojej uczciwości przygotowałem również oświadczenie, które to zapewnia oraz zapis mówiący, że w dowolnej chwili trwania naszej współpracy, przy najmniejszym zastrzeżeniu, masz prawo zerwać wszystkie ustalenia ze skutkiem natychmiastowym, bez podawania przyczyny i bez konsekwencji. – Podał nam ostatnie pismo, które przed nim leżało. Szybko się z nim zapoznałam, drobnego druczku nie zawierało, ale ponieważ Adam przykleił sobie największy triumfalny uśmiech ze swojej kolekcji, myśląc, że wygrał, postanowiłam, nieco inaczej niż planowałam, zakończyć nasze spotkanie.
- I właśnie dlatego postanowiłam skonsultować się z prawnikiem, a przedstawione dzisiaj dokumenty, wraz z moim własnym oraz statutem spółki, oddać do analizy prawnej. Dziękuję, to wszystko z mojej strony.

cdn...
 

 
Przeklinałam samą siebie za pomysł ze szpilkami. Ale głupio mi było iść do łazienki bez butów. Jakoś dotarłam. Bałam się tego, co Adam kombinuje, w co on gra i jakie tego konsekwencje uderzą we mnie. Nie byłam pewna, czy chcę się przekonać i czy bym to przetrwała. Tak jak Daniel powiedział – był remis. Cwaniak miał dużo czasu na obmyślenie strategii wyjścia z twarzą z całej tej sytuacji. Jak widać, nie mógł pogodzić się z tym, że udało mi się go zaskoczyć wręczając perfekcyjnie przygotowany dokument i postanowił zrobić mi to samo. Pff… swoją drogą mógł wymyślić coś swojego. A może zrobił to specjalnie, bo wiedział, że takie odbicie piłki zadziała. I zadziałało…
W połowie drogi z łazienki do biura musiałam się zatrzymać, ściągnąć buta i choć na sekundę wyprostować stopę. Ból biodra osiągnął niebezpieczny poziom i bałam się, że po prostu się rozsypie.
- Wszystko w porządku? Pomóc ci? – Adam niespodziewanie przytrzymał mnie za łokieć. Podskoczyłam ze strachu, takie to było niespodziewane.
- Nie dziękuję. Wszystko ok.
- Na pewno? Nie chciałem cię wystraszyć.
Uwolniłam ramię z jego uścisku. Nie chciałam, żeby mnie dotykał. Zdenerwował mnie bardziej tym, niż swoim wystąpieniem.
- Idziemy… - wsunęłam szybko stopę do buta i ruszyłam do biura nie oglądając się na Adama.

cdn...
 

 
Najgorsze było to, że oboje z Danielem praktycznie nie mieliśmy uwag do tego dokumentu. Wszystko było jasno rozpisane, żadnych podtekstów, żadnych pułapek. Wszystko pisane językiem korzyści, jak jakaś cholerna oferta sieci telefonii komórkowej. To było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. A jednak na takie wyglądało. Tak samo budżet – spora suma, w dodatku elastyczna, wymagająca jedynie krótkiej pisemnej argumentacji wraz z opisem potrzeby. Czas decyzji 15 minut, co oznaczało, że Adam musiał zapoznać się i podjąć pisemną decyzję niezależnie od odbywanego spotkania czy wykonywanej pracy. W przypadku braku jego decyzji w określonym czasie, decyzję zatwierdzającą podejmowałam ja. Podejrzane i to bardzo. Nawet jeszcze bardziej!
Za dużo było tego wszystkiego. Tej zgody, dobroci, poszerzonych uprawnień, kokardek, cukiereczków i pluszowych misiów. Niedobrze mi się od tego wszystkiego zrobiło.
- Dokąd idziesz? Dobrze się czujesz?
- Muszę iść do łazienki.
- Mam iść z tobą?
- Dzięki, poradzę sobie.
Wychodząc poprosiłam Monikę, aby powiadomiła Adama, że koniec przerwy za 10 minut.

cdn...
 

 
- Wychodzę do bufetu, jestem pod telefonem. – powiedział to do Moniki, ale na tylko głośno, żebyśmy go usłyszeli.
- No proszę, jak dba o nasz komfort. – Daniel prychnął poirytowany.
- Co o tym myślisz? – w końcu mogliśmy swobodniej porozmawiać.
- Nie wiem, po co on to robi, ale Majka, musisz cholernie uważać. Przeczytajmy to pismo i róbmy oddzielne notatki, ok? Potem porównamy nasze uwagi.
- Byłam przygotowana na najgorsze, wiesz? Ale tego się zupełnie po nim nie spodziewałam…
- Ja też nie. Dlatego musimy być ostrożni. On w coś gra, a my musimy poznać wszystkie zasady, zanim do tej gry przystąpimy…

cdn...
 

 
Wiedziałam, że to wcale nie koniec jego przemowy, miał przed sobą jeszcze jeden dokument.
- Chciałbym zarządzić przerwę na zapoznanie się z dokumentami. – Daniel przerwał w odpowiednim momencie, bo czułam, że zaczyna ogarniać mnie panika.
- Oczywiście. Dajcie znać, kiedy będziecie gotowi. Chyba, że życzycie sobie podzielić to spotkanie na dwa osobne i spotkać się w innym terminie.
- Majka? – Daniel zapytał, bo nie chciał decydować za mnie.
- Myślę, że odpowiem po zapoznaniu się z dokumentami, dobrze? – zapytałam Adama.
- Oczywiście, nie ma pośpiechu. – po czym wyszedł z salki zostawiając nas samych. Ze względu na to, że salka była dookoła oszklona, musieliśmy z Danielem nadal trzymać emocje na wodzy.
- Adam zremisował… - wyszeptał Daniel nie podnosząc oczu znad pisma, a ja w myślach przyznałam mu całkowitą rację.

cdn...
 

 
Po oficjalnym przydługim wstępie zgodnym z procedurami, Adam w końcu dotarł do sedna sprawy.
- Po bardzo dogłębnym zapoznaniu się z dokumentem, który dla mnie przygotowałaś, muszę przyznać, że rzeczywiście wszystkie propozycje były bardzo dobrze opisanie. Wyczerpałaś wszelkie możliwe argumenty oraz podałaś wszystkie alternatywy. Uwierz mi, że długo myślałem, co by można było dodać do tego zbioru, ale nic więcej po prostu dodać się nie da. Zaimponowała mi również gorliwość, z jaką przy każdym argumencie podkreślałaś dobro firmy, zupełnie nie zwracając uwagi na własne. I w sumie tylko tego mi zabrakło. Dlatego też pozwoliłem sobie uzupełnić twoje propozycje. Proszę bardzo, tutaj są szczegóły. – Podał nam po kopii kilkustronicowego dokumentu, do złudzenia przypominającego strukturą mój własny… Tyle, że ten był uzupełnieniem zawierającym moje przywileje. – Za chwilę się z nim bliżej zapoznacie, teraz jednak w wielkim skrócie powiem, że sama będziesz ustalać godziny, dni i miejsce swojej pracy oraz masz możliwość odwołania wszystkich swoich ustaleń i terminarza w dowolnym momencie ze skutkiem natychmiastowym. Co do terminarza to taka osobista moja prośba, gdybyś była uprzejma poinformować mnie o radykalnych zmianach z wyprzedzeniem… powiedzmy 5 minutowym, tak abym miał szansę znaleźć zastępstwo lub zapoznać się ze sprawą i móc zastąpić cię osobiście. Możesz oczywiście się nie zgodzić. Decyzja należy do ciebie. – Uśmiechnął się, ale tym razem bardzo neutralnie, może minimalnie uprzejmie. A ja z całych sił starałam się utrzymać kamienną twarz i udawać, że zaskoczenie wcale ale to wcale nie zwaliło mnie z nóg. Miałam tylko nadzieję, że moje oczy nie zrobiły się wielkości pięciozłotówek…
- Kolejna sprawa dotycząca propozycji rekrutacji i niektórych szkoleń poza siedzibą firmy – do czasu przeniesienia biura lub rozszerzenia o dodatkowe pomieszczenia obecnego, otrzymasz odpowiedni budżet do wykorzystania. To moja propozycja co do wielkości środków – podał nam kolejny dokument – oczywiście do renegocjacji, mogłem pominąć jakieś istotne szczegóły więc tą część będziemy musieli omówić raz jeszcze. Z mojej strony to chyba tyle.

cdn...
 

 
Jakoś dotarłam do windy, wspierając się na ramieniu Daniela. Ale z windy wyszłam już sama. Wyprostowana i pewnym krokiem weszłam do biura. A o tym, że zaciskałam zęby z bólu nie musiał nikt wiedzieć, tym bardziej, że za chwilę i tak zamierzałam usiąść.
Adam już na nas czekał.
- Witajcie. Jak się czujesz Maju?
- Dziękuję, w porządku.
Uśmiechnął się triumfalnie, a ja miałam ochotę ściągnąć szpilkę ze stopy i wbić mu w… jakieś wyjątkowo bolesne miejsce. Muszę przyznać, że udało mu się wytrącić mnie z równowagi. Drań jeden! I głupia ja, że mu na to pozwoliłam.
- Daj mi proszę znać, gdy będziesz gotowa. Nie musimy się spieszyć, mamy czas.
- Im szybciej zaczniemy, tym lepiej. – Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą, bo patrząc na ten jego uśmieszek, nie spodziewałam się niczego dobrego.
Weszliśmy do salki konferencyjnej i zajęliśmy swoje stałe miejsca. Wszystko było przygotowane perfekcyjnie. Woda, termos z kawą, filiżanki, szklanki i cała reszta, to akurat zasługa Moniki. Ale dokumenty Adam układał sam, pewnie od linijki. Kolejny zabieg rozpraszający przeciwnika, czyli mnie. Ale niedoczekanie jego, już jeden błąd popełniłam przy powitaniu, więcej nie będzie.
- Czy możemy zaczynać?
- Tak.

cdn...
 

 
Nadszedł dzień sądu ostatecznego. Oczywiście zrozumiały brak snu spożytkowałam na trening kamiennej twarzy oraz próby ukrycia stresu. Chyba mi się to udało, bo Daniel się nabrał.
- Ej mała, nie denerwujesz się?
- Jak cholera!
- W ogóle po tobie nie widać. Aż zacząłem się trochę martwić, że jedziesz tam mu tylko przytaknąć i wyjść.
- Zobaczymy…
- Majka, pamiętaj, że co by się tam nie działo – stoję po twojej stronie i masz mój głos.
- Nasze głosy się tam nie liczą, Daniel.
- W takim razie spółka siłą rzeczy przekształci się w działalność gospodarczą…
Resztę drogi do biura pokonaliśmy w milczeniu. Na parkingu Daniel otworzył drzwi auta z mojej strony i… lekko się zapowietrzył.
- Majka… co ty robisz? Wolno ci??? – był mocno zaskoczony widząc, że zakładam szpilki.
- Nie bardzo, ale dam radę. W końcu to oficjalne zgromadzenie, więc nie mogę tam wejść w trampkach, hehehe. A jak mam odejść, to w akompaniamencie stukotu obcasów.
- Wariatka! Ale podoba mi się twoje nastawienie. Tak trzymaj. Rozwalisz go już w pierwszej sekundzie samym swoim wyglądem, hahaha.
Wyszłam z auta, rozejrzałam się dookoła i skrzywiłam z bólu.
- Wszystko ok?
- Nie dało się zaparkować bliżej wejścia, do cholery?!
- Hahaha! Uwielbiam cię!

cdn...
 

 
Tak, tego właśnie było mi trzeba – dwudniowego stresu. Z drugiej jednak strony miałam trochę czasu, aby przygotować się do spotkania. Przewidzieć możliwie jak najwięcej opcji jego ruchu i posiadać kontrargumenty. Musiałam być przygotowana do walki. Z góry przegranej, biorąc pod uwagę procentowe udziały w spółce. Na dobrą sprawę to całe zebranie zarządu nie miało sensu, bo o sprawach strukturalnych spółki decydował i tak Adam. Daniel miał rację – to była psychologiczna zagrywka. Jedyne, na co miałam wpływ, to moja reakcja na jego decyzję – nie mogłam pozwolić na to, żeby miał z tego satysfakcję. Za wszelką cenę to ja musiałam go zaskoczyć, pozbawiając go tym samym poczucia absolutnej władzy służbowej nade mną. Musiałam się też przygotować na swoje ostateczne odejście…

cdn...
 

 
Po kilku dniach nowej rehabilitacji i spokojnej pracy w zaciszu domowym, dostałam oficjalnego maila od Adama. Daniel również. Adam zwołał posiedzenie zarządu. W wiadomej sprawie…
- Oficjalny mail, oficjalny ton, oficjalne zgromadzenie. W co on, do cholery, gra?! – jak zwykle w ostatnim czasie, Daniel nerwowo zareagował na tą wiadomość. Zaczynałam się martwić, że od tej pory już wszystko, co miało związek z naszą firmą, będzie go doprowadzać do furii. Nie dobrze...
- Myślisz, że to gra?
- No a jak?! Jakieś psychologiczne straszonko, nic więcej.
- Ale po co miałby mnie straszyć? Zwołał zarząd, bo podjął decyzję, chyba tyle.
- Majka błagam cię! Zarząd to tylko nasza trójka. Czy oprócz tych obowiązkowych widziałaś w naszej firmie jakiekolwiek inne oficjalne posiedzenie zarządu? Bo ja sobie nie przypominam. Przecież mógł po prostu powiedzieć „zgadzam się” albo „bujaj się” i tyle!
- Hmm, przecież ciągle cos omawialiśmy we trójkę…
- Tak, ale to są zawsze luźne spotkania, a nie oficjalne posiedzenia. Uraziłaś jego dumę i teraz próbuje odzyskać twarz.
- Ja uraziłam? Niby czym?
- No jak to czym? Rzuciłaś pismo bez ostrzeżenia, a on nie lubi być zaskakiwany. Zyskałaś przewagę, a tego nie lubi jeszcze bardziej. Więc teraz to on będzie górą.
- Czyli, że co, powie „nie”? Udupi mnie?
- … w ten lub inny sposób…
- Daniel, czy ty coś wiesz? Domyślasz się czegoś?
- Wiem tylko tyle, że pojutrze musisz być przygotowana na wszystko.

cdn...
 

 
Te kilka dni w ulubionym miejscu dużo mi dały. Głównie psychicznie – naładowałam akumulatory, odprężyłam się. Przede wszystkim starałam się wypocząć po ostatnich wydarzeniach. Fizycznie już było niestety gorzej. To całe pływanie wydawało mi się totalną porażką. Strasznie szybko się męczyłam, ból nie ustępował. Przede wszystkim był dużo większy niż podczas chodzenia i bardzo mnie to niepokoiło. Bo chyba nie tak to powinno było wyglądać. Po powrocie zamierzałam skonsultować się jeszcze raz z lekarzem.
W końcu też mogłam wrócić do swojego mieszkania, pomimo protestów Daniela, który nie chciał się na to zgodzić twierdząc, że jeszcze nie powinnam sama mieszkać. Koniec końców, tym razem to on przeniósł się do mnie. Naprawdę wolałam, żeby wałęsał mi się po mieszkaniu niż nękał co pięć minut telefonami.
Jak się okazało, musiałam również poszukać fizjoterapeuty, który miał czuwać nad moim powrotem do zdrowia. Ból był zbyt duży, a czas było powoli żegnać się ze środkami przeciwbólowymi.

cdn...
 

 
Dojechaliśmy do hotelu, przebraliśmy się i poszliśmy pospacerować po plaży. Długo to nie trwało, bo jednak chodzenie z pogruchotanym biodrem po piasku do łatwych i bezbolesnych nie należało, ale i tak zdołałam wyrzucić wszystkie złe i przykre myśli z głowy. Ładowałam baterie i odpoczywałam psychicznie. Tak. Tego od dawna było mi trzeba.
Po obiedzie poszłam popływać. Z jednej strony było to trudne i bolesne, z drugiej przynosiło ulgę. Postanowiłam wykorzystać bliską obecność basenu i cały pobyt poświęcić na rozruszanie biodra, zgodnie z zaleceniami. Starałam się też nie myśleć o pracy i o tym, jaką Adam podejmie decyzję odnośnie naszej dalszej współpracy. Daniel prawie codziennie jeździł do firmy, ale nie podpytywałam go o nic. Chciałam maksymalnie odpocząć przed powrotem. Tak – postanowiłam wrócić do pracy, do firmy, którą również tworzyłam. Już nie musiałam z niej uciekać. Mogłam zacząć na nowo, a raczej chciałam zacząć na nowo, bo czy mogłam to się miało dopiero okazać. Nie ja o tym decydowałam. A w razie pozytywnej decyzji, musiałam nabrać dużo nowych sił na to, aby wprowadzić nowe zasady i być w stanie się ich trzymać. I nie wrócić do starych…

cdn...
 

 
Bałam się. Bałam się, że gdy wsiądę za kierownicę to wszystkie obrazy do mnie wrócą i nie dam rady. Właśnie dlatego chciałam, żeby Daniel był przy mnie, bo stchórzyć przy nim byłoby mi głupio. Był on, patrzył, czekał – nie mogłam zawieść i musiałam dać radę.
Gdy wsiadłam za kierownicę cały strach zniknął. Poczułam wielki spokój i już wiedziałam, że byłam tam gdzie trzeba. Odpaliłam silnik i spokojnie wyjechałam z parkingu.
- Gdybyś chciała się zamienić to od razu powiedz, dobrze? – powiedział cicho Daniel.
Ale ja nie chciałam się zamieniać. Chciałam jechać przed siebie i delektować się tym uczuciem. Czułam się szczęśliwa, spokojna i całkowicie wolna. I tak wtedy właśnie było.

cdn...
 

 
Widać było, że Adam nie wiedział jak się zachować. Daniel był wściekły jak byk na corridzie i szczerze mówiąc sama nie byłam pewna, co się może za chwilę stać. Ale nie miałam zamiaru czekać, chciałam szybko stamtąd wyjść.
- Do widzenia Adam. – powiedziałam jednocześnie chwytając Daniela za rękaw i praktycznie ciągnąc go za sobą, jak zbuntowanego przedszkolaka.
- Cześć… - odpowiedział cicho Adam, w dalszym ciągu spodziewając się jakiegoś ciosu ze strony Daniela. Chciałam jak najszybciej wyjść z biura, znaleźć się na plaży i słyszeć tylko i wyłącznie szum morza. Ale do tego było daleko.
Daniel kipiał z wściekłości. Cieszyłam się, że grzecznie wsiadł ze mną do windy.
- Daniel, co się z tobą dzieje?!
- Wściekłem się!!!
- Widzę… tylko po co?
- On nie ma prawa cię dotykać! Stać koło ciebie nawet nie powinien!
- Nie przesadzaj, do cholery! Rozumiem, że chcesz mnie bronić i chronić, ale zaczynasz przeginać.
- Majka, gdy zobaczyłem, że znowu cię szarpie…
- On mnie nie szarpał.
- Tak to wyglądało!
- Daniel, zaczynasz popadać w paranoję, opanuj się.
- To co to było?!
- Nic, po prostu chciał mnie zatrzymać jeszcze chwilę, by coś powiedzieć.
- No właśnie! Ty nie chciałaś go słuchać, a on znowu chciał cię zmusić siłą!!!
- Yhhhh, nawet nie zdążyłam poczuć…
- Bo pojawiłem się w porę!!! No co za gość, kurwa!!!
Cały się trząsł, a ja zaczynałam się bać, że za chwilę wybuchnie.
- Jeszcze raz to zrobi, a go zabiję!!!
- Nikogo nie zabijesz!... Ja prowadzę. – wyciągnęłam rękę w jego kierunku.
- No chyba żartujesz! – aż się zachłysnął, gdy to usłyszał.
- Nie żartuję, nikogo dzisiaj nie zabijesz, a już na pewno nie mnie. Daj mi kluczyki. – cały czas trzymałam wyciągniętą rękę i nie zamierzałam odpuścić. Jeszcze chwilę stał bez ruchu, ale wściekłość zaczynała z niego uchodzić.
- Maja, jesteś tego pewna? Nie za wcześnie?
- Tak, jestem pewna. A ty mi w tym pomożesz.
Chciałam, żeby się uspokoił, przestał myśleć o Adamie i skupił na czymś innym. I koniecznie chciałam wrócić za kierownicę. Chciałam pokonać swój lęk. Po dłuższej chwili w końcu dał mi kluczyki.

cdn...
 

 
Był w szoku. Chyba po raz pierwszy nie wiedział, co powiedzieć. Musiałam odwrócić wzrok, nie chciałam okazać słabości i się rozpłakać. Nie teraz i nie przy nim.
- Przepraszam Maju… - wyszeptał po długiej chwili.
- Nie przepraszaj, to już nic nie zmieni.
- Maja… ja…
- Wracaj do pracy Adam, nie będę ci dłużej przeszkadzać. Mam to, po co przyjechałam i zaraz mnie tu nie będzie.
- Majka proszę, porozmawiaj ze mną…
- To wszystko Adam, porozmawiamy, gdy już postanowisz co dalej z naszą współpracą.
Usłyszeliśmy, że Daniel wszedł do biura. Ruszyłam w stronę drzwi. Wtedy Adam chwycił lekko mój nadgarstek, żeby mnie zatrzymać.
- Maja proszę!
W tej samej sekundzie Daniel wpadł do gabinetu. Widział, co zrobił Adam i wściekł się.
- Co ty robisz? Zostaw ją!
Myślałam, że Daniel go uderzy. Zrobiłam duży krok do tyłu, a Adam puścił moją rękę. Daniel stanął między nami.
- Wszystko w porządku? – a kiedy skinęłam głową, odwrócił się do Adama:
- Nigdy więcej jej nie dotykaj, jasne?
Adam uniósł dłonie do góry i odsunął się na bezpieczną odległość.
- Spokojnie Daniel, nic się nie dzieje. Przepraszam.

cdn...
 

 
- Chronię siebie, Adam, nie ciebie. Naprawdę tego nie rozumiesz? – powiedziałam to patrząc mu prosto w oczy.
Chyba nie rozumiał. W jednej sekundzie zniknął jego uśmieszek, a w oczach pojawiła się niepewność.
- Krzywdę, jaką mi zafundowałeś, mam już za sobą. Pozostał ból i pewnie długo ze mną zostanie. Nie chciałam narażać samej siebie na ponowne przeżywanie tego wszystkiego. Nie chciałam o tym mówić w sądzie, obcym osobom, przypominać sobie szczegółów. Nie chciałam tego i nadal nie chcę. A najbardziej nie chciałam i nie chcę mówić o mojej stracie. Robię to tylko i wyłącznie dla siebie. Uwierz mi, że ani przez chwilę nie pomyślałam o tobie…

cdn...
 

 
Adam czekał na mnie niemal przy wejściu do budynku.
- Już do mnie dzwonili.
- I co?
- Zrobiłem jak mówiłaś, powiedziałem, że oddzwonię.
- Ok.
W sporym skrócie opowiedziałam mu całą rozmowę z policjantem. Adam również uważał, że świadek jest wymyślony tylko po to, żeby zrobić z całej sprawy większą aferę. Fakt, cały wypadek był poważny, Adam był winny. Ale przyznał się do spowodowania wypadku, poniósł konsekwencje prawne i finansowe. Sprawa zakończona.
- Może próbują coś znaleźć na siłę, ze względu na dawne wybryki mojego brata? – Adam chyba nieświadomie wypowiedział swoje myśli na głos.
- Nie wiem, Adam. To nie jest moja sprawa. – nie chciałam słyszeć nic więcej. Zapadła między nami cisza. Długa i niezwykle ciężka. Wstałam i podeszłam do swojego biurka w poszukiwaniu notatek dotyczących naszych przyszłych stażystów. Po długiej chwili Adam zapytał:
- Maja, dlaczego to robisz?
- To znaczy co? – nie bardzo wiedziałam co miał na myśli.
- Dlaczego mnie chronisz?
- Nie rozumiem…
- Chodzi mi o twoje zeznania.
- Powiedziałam całą prawdę, opisałam każdy szczegół jaki pamiętałam.
- Zgadza się, ale jednak dość dużą część tej historii pominęłaś.
- Bo nie miała znaczenia.
- Miała znaczenie i miała bezpośredni wpływ na to, co się stało.
- Zrobiłam, co uznałam za słuszne. Tyle.
- Dlatego pytam, dlaczego mnie chronisz? – delikatnie się uśmiechnął, z zadowoleniem i triumfem…
Ehhh Daniel miał rację, Adam to egoista dbający tylko o siebie i widzący tylko czubek własnego nosa. Poczułam wielkie rozczarowanie i żal. On naprawdę myślał tylko o sobie…

cdn...
 

 
Następnego dnia Daniel miał spotkanie z klientem, więc postanowiłam pojechać razem z nim odbyć tą absurdalną rozmowę z policją. A rozmowa była absurdalna aż za bardzo. Powiedziałam, co myślę na temat rzekomego świadka i tego, co niby widział. Taaaak… bo działo się to wszystko przy zerowej prędkości i w dodatku w samym środku placu zabaw… Może rzeczywiście Daniel miał rację, że cała historia im śmierdzi i szukają jakiegoś haka na Adama, żeby poprawić sobie statystyki. Nie zamierzałam im w tym pomagać. Potwierdziłam swoje wcześniejsze zeznania, podtrzymałam brak chęci wniesienia oskarżenia prywatnego i wyszłam. Ustaliliśmy z Danielem, że on pojedzie na spotkanie, a ja pojadę do biura taksówką. Dzięki temu szybciej wrócimy nad morze i w końcu będę mogła odpocząć. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Czekając na taksówkę zadzwoniłam do Adama, odebrał niemal natychmiast.
- Hej Majka.
- Hej, posłuchaj Adam, właśnie wyszłam z komisariatu. Policja będzie do ciebie dzwonić, więc lepiej nie odbieraj albo powiedz, że jesteś na spotkaniu i oddzwonisz później. Mam ci coś ważnego do powiedzenia i lepiej żebyś to usłyszał przed rozmową z nimi.
- Ok, gdzie jesteś dokładnie? Przyjadę po ciebie.
- Nie musisz, właśnie wsiadam do taksówki. Niedługo będę.

cdn...
 

 
Usiadłam na łóżku wystraszona, bo ktoś wszedł do pokoju. Ale to był tylko Daniel. Od razu podszedł i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam Maju, nie chciałem cię obudzić i wystraszyć. I przepraszam za naszą kłótnię. Debil ze mnie! Masz rację, odwróciłem kota ogonem, to był szantaż! Chciałem zemsty, nadal chcę, ale nie twoim kosztem. Nigdy! Wybacz mi proszę, przepraszam!
Byłam zaskoczona jego wybuchem.
- Daniel, proszę nie kłóćmy się przez niego więcej. Nie chcę cię stracić. Nie dam sobie rady bez ciebie.
- Obiecuję.
Miałam nadzieję, że dotrzyma obietnicy. Że oboje będziemy się tego trzymać.

cdn...
 

 
Po krótkiej chwili Daniel wrócił do pokoju, ale wziął tylko telefon i kurtkę i wyszedł bez słowa. Po chwili otrzymałam od niego smsa o treści: /Niedługo będę./. Byłam wykończona. Położyłam się, żeby odciążyć kręgosłup i biodro. Nie chciałam, żeby nasza przyjaźń się skończyła. Nie w tym momencie i nie w taki sposób. Adamowi udało się nas poróżnić, chyba znowu dopiął swego. Ehhh, nie miałam już na to wszystko sił. Po krótkiej chwili zasnęłam.

cdn...
 

 
Udało mi się nie rozpłakać, mimo, że kilka łez wymknęło się spod kontroli. Daniel jeszcze chwilę mnie przytulał, a gdy uznał, że się uspokoiłam, powiedział:
- Maja, chcę żebyś wiedziała, że jeśli policja ponownie mnie wezwie, nie będę ukrywał tego, co wiem.
- Słucham?!
- Nie rozumiem tego, co robisz, ale muszę to zaakceptować. Ale nie mam zamiaru robić tego samego. Jeżeli policja zacznie węszyć, powiem im wszystko, co wiem na ten temat.
Odsunęłam się od niego i patrzyłam z niedowierzaniem.
- Jak możesz…?!
- Jak mogę co, Maja?
- Pogrążysz mnie?
- Pogrążę jego.
- Oskarżą mnie o składanie fałszywych zeznań.
- Nie, bo takich nie składałaś. Poza tym o całej sprawie wcale nie musiałem dowiedzieć się od ciebie.
- Czyli to ty będziesz kłamał.
- Nie. Powiem co wiem: że się pokłóciliście, że wyszłaś z firmy, a on za tobą, że chciał rozmawiać, a ty nie chciałaś, że jechał za tobą, a ty się wystraszyłaś i dzwoniłaś do mnie, żebym jechał za wami. I tyle. Cała reszta będzie dla policji jasna.
- Nie wierzę w to, co słyszę…
- Majka, nie pozwolę cię znowu skrzywdzić, to wszystko.
- Nie Daniel… Ty mnie szantażujesz!
- Że co?!
- To jest szantaż! Chcesz się odegrać na Adamie moim kosztem. Chcesz wykorzystać mój wypadek do tego, żeby utrzeć mu nosa! Nie wierzę, że jesteś do tego zdolny… po prostu nie wierzę!
- Majka! Nie odwracaj kota ogonem!
- Odwracam, bo ty odwróciłeś pierwszy!
- Nonsens! – otworzył z impetem drzwi i wyszedł na balkon. Nie było sensu dalej prowadzić tej kłótni. Ja zbyt mocno chciałam bronić Adama, a on zbyt mocno chciał go ukarać. Złotego środka nie było. A tak naprawdę to Daniel był między młotem a kowadłem. Mógł sobie mówić, że wygrywam, ale tak naprawdę to z Adamem przyjaźnił się od dzieciństwa, byli dla siebie jak bracia. A ja stanęłam między nimi… Nie dobrze.

cdn...
 

 
No i po urlopie… Musiałam jechać na komisariat potwierdzić swoje zeznania, bo podobno zgłosił się świadek, który widział, co się wtedy stało. Dziwne.
- Może rzeczywiście kogoś sumienie ruszyło?
- Daniel, po kilku tygodniach?
- Może spać po nocach nie może…
- No błagam, nie rób sobie jaj… A poza tym… z tego co pamiętam, to w miejscu nie staliśmy, więc co taki świadek mógł zobaczyć? Co najwyżej jak nieudolnie zmieniamy pas ruchu… Daniel?!
- No? – spojrzał na mnie wystraszony nagłym okrzykiem.
- Czy ty przypadkiem…? Proszę powiedz, że to nie ty jesteś tym świadkiem… - wystraszyłam się, że to Daniel, tym bardziej po jego ostatnich słowach, że będzie mnie bronić przed Adamem…
- Majuś, jesteś pewna, że nie przedawkowałaś leków przeciwbólowych? Przecież ja już składałem zeznania w tej sprawie. Poza tym, nie byłem świadkiem tego wypadku. Dojechałem na miejsce już po fakcie… niestety.
- Eh, już sama nie wiem, co mam myśleć.
- Majka, policja będzie cię męczyć jeszcze jakiś czas, bo nie wniosłaś oskarżenia, a poszkodowana jesteś najbardziej. Oni wiedzą kim jesteś ty i Adam, cała sprawa im śmierdzi i pewnie myślą, że Adam cię zastraszył, albo przekupił. – Spojrzałam na niego jak na intruza. – I ja im się nie dziwię, bo tak to niestety wygląda, mała. Pomyśl o tym.
- Ale o czym? Co mnie obchodzi jak to wygląda? Jako ofiara mam prawo sama zadecydować, czy wnieść oskarżenie, czy nie? I nie ważne, kto był sprawcą: szef, mąż, kochanek, czy obca osoba. Nie chcę to nie wnoszę i tyle.
- Wiem, choć się z tym nie zgadzam. Masz piękną okazję odpłacić się Adamowi za swoje krzywdy. Dać mu nauczkę. A tak to tylko miał sprawę z urzędu. Ja bym nie popuścił.
- Daniel, ale co by mi to dało? Nic.
- Satysfakcję.
- Nie. To nie ja... Poza tym, Daniel, to jest twój przyjaciel!
- Przyjaciel, który próbował zabić moją przyjaciółkę… Wybacz, ale w rankingu przyjaźni wygrywasz…
- Ehhh, ta rozmowa nie ma sensu.
- Majka! On cię straszył, potem gonił, zabił wasze dziecko…
- Zamknij się!!! – zacisnęłam szybko oczy, żeby się nie rozpłakać, ale łzy już rozsadzały moje powieki.
Daniel szybko podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Maja, przepraszam, że to powiedziałem, przepraszam. – Chciałam się uwolnić, ale nie pozwolił mi na to. – Nie mogę znieść tego, że ciągle go bronisz. Nie rozumiem, nie po tym wszystkim, co się stało…

cdn...
 

 
Na szczęście nie musieliśmy czekać na pokój do godziny czternastej. Przed trzynastą do Daniela zadzwoniła recepcjonistka, że pokój jest gotowy. Szczerze mówiąc bardzo się ucieszyłam. Miałam ochotę położyć się na małą godzinkę.
Nasze bagaże już czekały w pokoju. Miło z ich strony.
- Majka, nie jesteś zła, że mamy jeden pokój?
- No coś ty, nie żartuj! Przecież i tak będziemy głównie pracować, więc bez sensu zajmować dwa pokoje.
- Nie Majka, ja będę pracować, ty odpoczywać. I pływać. Musisz dojść do siebie i nabrać sił. Żadnej pracy.
- Najpierw pływanie, potem praca.
- Co za uparta baba z ciebie! Hehehe
- Dopiero zauważyłeś? Ale to od jutra. Teraz idę pod prysznic i muszę się położyć. Zwiedzać będziemy po południu, ok?
- Jasne, jak sobie życzysz.
Chciałam jak najszybciej się położyć, więc prysznic był ekspresowy. Gdy wyszłam z łazienki, Daniel od razu zaczął się tłumaczyć.
- Maja, odebrałem twój telefon, gdy byłaś w łazience. Dzwonił gliniarz…
- No spoko. Policja?... Ale po co?
- Nie chciał drań powiedzieć, prosił, żebyś oddzwoniła i że to dotyczy wypadku.
- Cholera… co znowu??

cdn...
 

 
Całą drogę nad morze oboje milczeliśmy. Daniel cały czas był wkurzony, więc wolałam go nie drażnić. No i pilnowałam drogi. Nie lubiłam jeździć jako pasażer, gdy kierowca był zdenerwowany. A wolałam nawet nie pytać, czy mogę sama prowadzić, bo rozpętałabym wojnę. Z drugiej strony wiedziałam, że muszę jak najprędzej wsiąść za kierownicę, żeby nie mieć jakiejś traumy. Nie chciałam, żeby lęki paraliżowały mnie na samą myśl o prowadzeniu auta. No ale dzisiaj to nie był najlepszy pomysł, żeby nawet rozpoczynać rozmowę na ten temat.
Po niecałych dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Tak, zdecydowanie tego było mi trzeba. Szum morza i piasek. Przyjechaliśmy zupełnie spontanicznie bez rezerwacji, ale nie spodziewaliśmy się żadnych trudności, w końcu było dawno po sezonie. A jednak się myliliśmy. Jedyne wolne pokoje były dostępne od dnia następnego. Tylko jeden dwuosobowy zwalniał się tego samego dnia, ale musieliśmy czekać do godziny czternastej. No cóż, zgodziliśmy się, bo nie chciało nam się jeździć po mieście i szukać innego miejsca. Zostawiliśmy bagaże w hotelu i poszliśmy na kawę. Nie chciałam odchodzić zbyt daleko, czułam się zmęczona pomimo wczesnej pory dnia. Niestety garść leków robiła swoje. No i stres. Cały czas myślałam o tym, czy Adam zgodzi się na moje warunki, czy jednak wybierze opcję dalszego umilania mi życia. Im dłużej o tym myślałam, tym mocniej zaczynałam wątpić w słuszność mojej decyzji o pozostaniu w firmie. Może jednak lepiej by było, gdybym zniknęła.

cdn...
 

 
Pożegnaliśmy się szybko i wyszliśmy z biura w milczeniu. W końcu w windzie Daniel się odezwał:
- Załatwiłaś go po mistrzowsku, ale widzę, że Adam nie traci czasu.
- Tzn.?
- Zarzuca na ciebie swoje sidła…
- Daniel, a możesz jaśniej? Co cię ugryzło?
- Nic mnie nie ugryzło. Nie podoba mi się to, co on ci robi.
- Adam nic mi nie robi…
- Nie broń go. Nie widzisz tego, bo jesteś jego ofiarą. Gdy weszliśmy był wręcz wkurwiony na nas, a po 15 minutach idzie za tobą do salki, zamyka drzwi, siada i prowokująco się do ciebie uśmiecha?! Myślałem, że szlag mnie trafi, gdy to zobaczyłem!
- Trzeba było wejść i strzelić mu w pysk! – powiedziałam ironicznie, uważałam, że Daniel mocno przesadzał.
- Uwierz mi, że ledwo się powstrzymałem…
- Daniel, nie poznaję cię. Odpuść. Nie zmienisz go na siłę. Nic nie możesz zrobić.
- Wiem, że jego nie zmienię. Ale mogę obronić ciebie. Tym razem nie będę stał pod blokiem i czekał, jak tamtego dnia…
Zabolało. Wspomnienie tamtego dnia.
Po długiej chwili cicho powiedziałam:
- Proszę, tylko nie zmieniaj się w niego… Nie chcę bać się i ciebie…
Spojrzał na mnie poważnie, ale nic nie powiedział.

cdn...
 

 
Uśmiechał się, był spokojny i miał łagodny wyraz twarzy. Mimowolnie też się uśmiechnęłam, ale szybko wróciłam do kopiowania. Dziwne to było. Ta nagła zmiana nastroju, ten uśmiech. W co on grał?
- Co to za rehabilitacja? Jakaś ciężka?
Przez chwilę zastanawiałam się czy mu odpowiadać.
- Nie. Mam dużo pływać.
- O! A więc jedziecie nad morze. – powiedział dość wesoło. – Będziesz pływać w Bałtyku?
- Tak, razem z morsami.
Roześmiał się. Za to mnie do śmiechu już nie było więc szybko przestał.
- Majka. Ja mówiłem poważnie odnośnie pokrycia wszystkich kosztów.
- Ja też mówiłam poważnie i… - i wtedy skończył się papier w kserokopiarce. Adam od razu się zerwał, przyniósł ryzę papieru. Ustąpiłam mu miejsca, bo nie miałam ochoty na przepychanki z nim. Usiadłam z dala od niego, a on uzupełnił papier i dokończył kopiowanie.
- Bardzo boli? – nie wiem jak zauważył to, że ostrożnie siadałam skoro nawet na mnie nie patrzył. Po co on w ogóle pytał? Nie odpowiedziałam mu. Po chwili skończył i podał mi kopie, przy czym musnął moje palce. Odsunęłam się, a on rzucił krótkie /przepraszam/. Otworzył mi drzwi i wyszliśmy do głównej sali. Daniel już na mnie czekał, zadowolony nie był…

cdn...
 

 
Adam miał minę zbitego psa. Wiem, że chciał dobrze, że miał dobre intencje, że naprawdę był przejęty. Ale w tym momencie nie robiło to na mnie wrażenia. Było mi to wszystko obojętne. Nie chciałam pomocy, pieniędzy, współczucia. Nie od niego. Nie zasługiwał na to, abym przyjęła od niego nawet dobre słowo.
Zamieniłam z Moniką kilka słów, potem wzięłam od niej przygotowany stosik i skierowałam się do salki konferencyjnej, żeby zrobić kopie. Monika chciała mnie w tym wyręczyć, ale chciałam to zrobić sama. W salce nie było nikogo, mogłam się tam uspokoić po całym zajściu, złapać oddech.
Po jakiś dziesięciu minutach ktoś wszedł do salki i zamknął za sobą drzwi. Po zapachu od razu wiedziałam, że to Adam. Ale nie zareagowałam ani nie panikowałam, salka była oszklona, a jej wnętrze doskonale widoczne. Adam podszedł i usiadł na stole tak, żeby widzieć mój profil i żebym ja go widziała. Chyba zaskoczył go mój brak reakcji, bo przez chwilę nic nie mówił.
- Pomóc ci?
- Mówiłam już, że…
- … nie potrzebujesz mojej pomocy, tak wiem, słyszałem.
- Więc po co znowu pytasz? – spytałam jednocześnie spoglądając na niego?

cdn...
 

 
Cisza była niezręczna i coraz trudniejsza do zniesienia.
- To wszystko z mojej strony Adam. Czekam na decyzję. – wstałam i chciałam wyjść.
- Maja…- on również wstał – …chciałbym pokryć wszystkie koszty…
- Nosz kurwa! – Danielowi się wyrwało pod nosem, a ja się zapowietrzyłam.
- Wiem, głupio to brzmi, ale to, co się stało, to tylko moja wina. Poniosę wszelkie koszty i konsekwencje.
- Tak, Adam, poniesiesz konsekwencje…
- No ba! – znowu Daniel musiał się wtrącić.
- … ale twoich pieniędzy nie potrzebuję. Twojej pomocy również. Dziękuję.
- Maja nie chciałem cię urazić. Przepraszam. Chciałem, żebyś wiedziała, że biorę wszystko na siebie. Głupio to zabrzmiało… wybacz.
Daniel znowu chciał coś wtrącić, ale nie pozwoliłam mu na to.
- Daniel uspokój się! Wytrzymaj jeszcze dziesięć minut i możemy jechać.

cdn...
 

 
Adam zamilkł i patrzył dłuższą chwilę, jakby nie rozumiał tego, co usłyszał.
- W teczce jest Majki zwolnienie oraz rozpiska mojego terminarza. Kilka dni nie będzie mnie w biurze, ale spotkań nie odwołałem, no i będziemy w ciągłym kontakcie. To chyba tyle… Dłużej nie będziemy ci przeszkadzać. – Daniel w końcu przemówił, ale Adam odpowiedział dopiero po dłuższej chwili.
- Rehabilitacja???... Jaka rehabilitacja?
- Tak… potrzebuję jej po wypadku.
- Ale jak to? – pytał, jakby nie znał znaczenia tego słowa.
- Adam, to był poważny wypadek, potrzebuję kilku sesji. – Daniel wstał i zaczął przeszukiwać segregatory, widać było, że mocno się zirytował. Za to Adam spuścił z tonu i wyraźnie się zaniepokoił.
- Maja wiem, ale… wyszłaś już ze szpitala, czyli już jest wszystko dobrze, tak? Co lekarz mówił dokładnie?
Nie zamierzałam zagłębiać się w szczegóły, bo co go to niby obchodziło? Nie miał prawa pytać, nie po tym wszystkim co mi zrobił.
- Tak wyszłam, ale nie mogę być cały czas na środkach przeciwbólowych.
- No tak… ale sądziłem, że już jest wszystko w porządku i…
Tego było za wiele, Daniel nie wytrzymał:
- Do cholery, w porządku?! Nigdy już nie będzie w porządku! Człowieku, wjechałeś w nią autem, praktycznie zgniotłeś! Pogruchotałeś wszystkie możliwe kości i zabiłeś…
- Daniel dosyć!!!! – musiałam to przerwać. – Nie chcę tego słyszeć, jasne?! – Nie chciałam tego słuchać. Nie teraz, nie przy mnie! Przeprosił i wyszedł z gabinetu. Zostawił mnie, znowu! Ale słyszałam, że wziął od Moniki pusty segregator i po chwili wrócił. Nie odezwał się już, zajął się pakowaniem potrzebnych dokumentów.

cdn...