• Wpisów:235
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:6 dni temu
  • Licznik odwiedzin:14 719 / 3357 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wystraszyłam się, gdy drzwi łazienki niespodziewanie się otworzyły i do środka wszedł Adam. Położył palec na ustach pokazując tym, żebym nic nie mówiła i szybko sprawdził czy kabiny są puste, po czym podszedł do mnie.
- To damska toaleta.
- Nieważne. Nie odpowiedziałaś mi. Chciałbym wiedzieć, czy pozwolisz mi się sobą zaopiekować? – zapytał jednocześnie obejmując mnie w talii. Był tak blisko, zbyt blisko mnie. Czułam jego ciepło, czułam jego dotyk. I czułam, że całą sobą chcę się na to zgodzić. Że tego pragnę…
- Maja, chcę być blisko ciebie. Potrzebujemy tego oboje. Po tym wszystkim, co się stało, powinniśmy być blisko siebie…
Czułam, że za chwilę mnie pocałuje. Zebrałam w sobie wszystkie siły, żeby do tego nie dopuścić.
- Nie Adam… nie pozwalam, byś się mną zaopiekował. I nie, po tym wszystkim, co się stało, nie powinniśmy być blisko siebie. Nie możesz być blisko mnie, przykro mi…
Był zaskoczony. I to bardzo. Poluzował uścisk, więc wykorzystałam to i powoli wyszłam z łazienki, zostawiając go w środku.

cdn...
 

 
Na szczęście kilka sekund później usłyszeliśmy, że Daniel wchodzi do biura i głośno wita się z Moniką. Przez chwilę objaśniał jej co ma zrobić z dokumentami, które właśnie przyniósł i na koniec zapytał, czy jeszcze obradujemy. Wykorzystałam ten czas na uwolnienie się z objęć Adama. Nie chciałam postawić nas wszystkich w niezręcznej sytuacji, nie chciałam kolejnej awantury pomiędzy Adamem i Danielem. W chwili, gdy omijałam Adama, do gabinetu wszedł Daniel. Przez chwilę wydawał się być zaskoczony.
- Cześć… wszystko ok?
- Tak, a jak twoje spotkanie? – Adam szybko zmienił temat.
- W porządku, podpisaliśmy umowę. Monika szykuje dokumenty.
- To ja idę je obejrzeć, a ty zapoznaj się i podpisz nowe porozumienie oraz protokół posiedzenia. – i szybko wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Daniel podszedł do mnie i zapytał:
- Maja, czy na pewno wszystko ok?
- Tak, podpisz to i jedźmy stąd.
- Płakałaś? Czy Adam coś ci zrobił???
- Nie Daniel. Jestem zmęczona i chce już stąd jechać. Pospiesz się proszę. A ja idę do łazienki.
Musiałam szybko wyjść, żeby się nie rozpłakać.
- Maja? – zapytał Adam, gdy go mijałam, ale tylko machnęłam ręką i szybko wyszłam z biura. Uciekłam do łazienki najszybciej jak tylko się dało. Oddychałam głęboko, żeby nie zacząć szlochać. Za dużo stresów i emocji. Czułam, że się zaraz rozsypię, a nie chciałam tego.

cdn...
 

 
Milczenie przerwał mój telefon. Dzwonił Daniel.
- Hej. Wszystko w porządku? Jak posiedzenie?
- Wszystko załatwione. Czekamy na twoje podpisy.
- Już wracam, będę za kilka minut.
- Super.
- Ale na pewno wszystko ok?
- Tak, Daniel. Wszystko ok.
Odłożyłam telefon i spojrzałam na Adama.
- Daniel będzie za chwilę, podpisze dokumenty i już nie będziemy ci przeszkadzać.
- Nie przeszkadzacie mi, Maju.
- Ok… Jak nowa asystentka? – próbowałam zmienić temat.
- W porządku, wdraża się. Będziesz ją szkolić?
- Raczej nie. Myślę, że nie zdążę tu wrócić przed odejściem Moniki.
- Jak to?
Wstałam i podeszłam do okna.
- Adam, muszę sobie to wszystko przemyśleć, od nowa poukładać. Nie wiem ile czasu mi to zajmie.
On również wstał i podszedł do mnie. Tym razem pewny siebie. Odwrócił mnie ku sobie.
- Mogę ci w tym pomóc?
- Nie, Adam.
- Proszę… pozwól mi się sobą zaopiekować. – wyszeptał i przycisnął swoje usta do mojego czoła.

cdn...
 

 
Nie wiem, jak długo tak staliśmy, ale chyba całą wieczność. W końcu i ja go objęłam. Mocno. Czułam, że był tym zaskoczony. Ale nie wypuścił mnie z objęć dopóki się nie uspokoiłam.
- Lepiej ci już chociaż trochę? – zapytał cichutko. Odsunęłam się lekko od niego.
- Tak, dziękuję… I przepraszam…
- Maja, ty nie masz za co mnie przepraszać. To moje zadanie. - Nachylił się i cmoknął mnie w czoło. Drgnęłam. To już było niepotrzebne. Uwolniłam się z jego objęć i nieco jeszcze roztrzęsiona poszłam usiąść na kanapę.
- Napijesz się czegoś? – zapytał.
- Tak, poproszę. Cokolwiek.
Wyszedł na chwilę do aneksu, a gdy wracał usłyszałam, jak mówi Monice, że posiedzenie jeszcze trochę potrwa i żeby nam nie przeszkadzać.
- Adam, nie możemy przez całe życie się przepraszać. – powiedziałam, gdy usiadł obok mnie. – Już mnie za wszystko przeprosiłeś i wystarczy. Teraz moja kolej.
- Maja, za to co ci zrobiłem, nie da się przeprosić nigdy, niestety. A ty nie masz za co mnie przepraszać.
- Owszem mam…
- Nie.
- Adam daj mi powiedzieć, proszę. Może to jest wszystko moja wina…
- Słucham? Majka! Nie ma w tym ani grama twojej winy. To ja jestem skończonym idiotą.
- Nie powiedziałam ci o dziecku… chciałam stąd uciec. Daleko. Może gdybym ci powiedziała to…
- Maju, ja się wcale tobie nie dziwię. I tak długo wytrzymałaś. A ja po prostu zwariowałem. Najpierw nasz cudowny urlop. Zakochałem się w tobie do szaleństwa, po raz kolejny. I nagle mi powiedziałaś, że wracamy do starego układu. Poczułem się zagubiony, oszukany i… wykorzystany. Nie chciałaś być ze mną, nie chciałaś mnie… Nie wiedziałem dlaczego. Pogubiłem się strasznie, tym bardziej, że jednocześnie zbliżyłaś się do Daniela.
- Ale Adam, my zawsze byliśmy blisko!
- Ja to wiem. Stanął na wysokości zadania, był przyjacielem, wspierał cię, gdy mi odbiło. Ale wtedy ja to widziałem inaczej. Przytulanie, wszystkie uściski dłoni… ja widziałem w tym wasz romans. Poczułem się podwójnie zdradzony. Nie umiałem się z tym pogodzić. Rozum przesłoniła mi zazdrość, chęć zemsty i walki o ciebie. Nie myślałem logicznie. Byłem głupcem. A potem ten straszny wypadek…
- Adam wystarczy. Nic więcej nie mów, proszę… Nie przypominaj mi tego…
- Nie mam prawa prosić cię o wybaczenie, ale mam nadzieję, że pewnego dnia mi wybaczysz.
- A ty mi wybaczysz? Gdybyś wiedział, nic by się nie stało…
- Gdybym nie był kretynem, to nie bałabyś się mi powiedzieć… Przepraszam. – położył swoją dłoń na mojej i zamknął ją w uścisku.
- Nie mówmy już o tym, proszę. – nie chciałam się znowu rozpłakać. Zbyt dużo bólu wróciło. Nie chciałam więcej.
- Dziękuję, że mnie wysłuchałaś.
Siedzieliśmy tak w milczeniu jakąś godzinę. Ja się bałam ruszyć, a on bał się zrobić coś więcej. Chociaż czułam, że chciał mnie znowu przytulić.

cdn...
 

 
Gdy usłyszałam, że Adam wstaje z kanapy, zaczęłam nerwowo układać dokumenty na biurku. Czułam, że za chwilę stracę panowanie nad sobą. Czułam, że do mnie podchodzi. Lekko dotknął mojego ramienia.
- Maja… - odwróciłam się do niego gwałtownie, gotowa do ataku, ale stał daleko ode mnie. Wyciągał tylko rękę, żeby dosięgnąć mojego ramienia i mnie nie wystraszyć, ale nie podchodził bliżej. Pomimo bezpiecznej odległości ja już czułam narastającą panikę.
- Maja, spokojnie, nie chcę ci nic zrobić.
Cholera, więc dlaczego czułam się jak zwierzę w klatce? Dlaczego się bałam? Czy bałam się Adama?
Lekko chwycił moje palce, a gdy zobaczył, że się nie wyrywam, nieco pewniej chwycił moją dłoń.
- Chodź do mnie. – powiedział bardzo cicho i spokojnie. Nie zareagowałam. Czułam się jak w potrzasku. Wyciągnął do mnie drugą dłoń.
- Chodź. Chcę cię przytulić. Mogę to zrobić? Proszę. Nic ci nie zrobię. Nie bój się…
Z moich oczu jak na zawołanie popłynęły łzy. Wtedy zrobił krok w moją stronę i bardzo powoli i niepewnie mnie objął. Może spodziewał się, że go odepchnę, uderzę albo zacznę krzyczeć. Nie byłam w stanie protestować, chyba już nie chciałam protestować. Poddałam się. Oparłam głowę o jego tors, a wtedy on, już zupełnie pewny, że nic mu nie grozi z mojej strony, bardzo mocno mnie do siebie przytulił, opierając swój policzek o moją głowę.

cdn...
 

 
- Jeszcze trochę będzie mnie brakować… – powiedziałam, gdy już z powrotem wygodnie mogłam usiąść. – Nie mogę jeszcze wrócić do pracy na pełnych obrotach.
- Oczywiście. Wrócisz, kiedy będziesz chciała.
- Kiedy będę mogła. – poprawiłam go od razu.
- A kiedy będziesz mogła? Nie pytam w sensie zawodowym. Pytam prywatnie. Czy powiesz mi jak się czujesz, jak przebiega rehabilitacja i czy wracasz do zdrowia? To ważne dla mnie, naprawdę.
Zapowietrzyłam się lekko. Normalnie te pytania uznałabym za bezczelne, ale tym razem… W jego głosie była szczera troska. Naprawdę się martwił. Mówił spokojnym, niskim głosem. Jeśli udawał, to powinien dostać Oscara za rolę życia… Ale irytacja jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła. Chyba uwierzyłam w te jego szczere intencje.
- Maja, uwierz mi, to żadna gra z mojej strony. Dosyć tego. Zbyt wiele złego się stało. Niepotrzebne to wszystko było. Ja naprawdę to przeżywam i bardzo się o ciebie martwię.
O rany, rany. Tyle wyznań na raz, tyle szczerości. Czy byłam w stanie to wszystko na raz udźwignąć?
Chyba nie miałam wyjścia, chyba musiałam.
- Zmieniłam fizjoterapeutę i w końcu jest duża poprawa. Odstawiłam też środki przeciwbólowe.
- Już nie boli?
- Boli. Ale jestem w stanie to znieść bez wspomagaczy.
- Dobrze to słyszeć.
- Ale jeszcze długa droga przede mną. Pewnie niektóre skutki zostaną już ze mną na zawsze.
- Jak to? – wyraźnie się zaniepokoił.
- Będę odczuwać w kościach każdą zmianę pogody. – zaśmiałam się, a przynajmniej próbowałam, żeby tak to zabrzmiało.
- Rozumiem… Maja, chciałem cię przeprosić za to wszystko.
- Nie trzeba, już przepraszałeś.
- Trzeba. Maja, trzeba. Do końca życia będę to robił.
Wstałam lekko poirytowana, chwyciłam stosik dokumentów, żeby odłożyć je na biurko. Przede wszystkim chciałam zmienić miejsce, odwrócić się od Adama, wyjść z zasięgu jego wzroku, żeby nie stracić równowagi, którą tak długo w sobie budowałam.

cdn...
 

 
- Jeszcze chwilę, dobrze?
- Jasne, nie przeszkadzaj sobie, mamy czas. – Zaczęłam mu się przyglądać. Siedział rozluźniony, a wręcz „rozwalony” na kanapie i spokojnie czytał analizę prawną własnej spółki. Gdyby nie garnitur to pewnie usiadłby „po turecku”. Zero nerwów, zero napięcia czy irytacji. Naprawdę było aż tak dobrze? Czy może to kolejna sztuczka z jego strony, mająca na celu uśpić moją czujność? Ale przecież nie musiał już kombinować, wszystko było ustalone, wystarczyło przyklepać.
Adam wyprostował się, gdy skończył czytać, uśmiechnął się lekko.
- A więc jak? Mamy nową umowę? Podpisujemy?
Co się z nim stało? Co za wielka zmiana w nim zaszła? I dlaczego? To był zupełnie inny człowiek, a przynajmniej tak to wtedy wyglądało. Ale to było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Nie mogłam dać się zwieść. Adam tak łatwo by się nie zmienił. Nie całkowicie. I nie w tak krótkim czasie. Może po prostu miał dobry dzień…
- Myślę, że tak. Co prawda nie zamierzam korzystać ze wszystkich przywilejów, które tak hojnie mi przyznałeś, ale…
- … ale przecież to ty o tym decydujesz. – uśmiech numer dziewiętnaście…
- Dokładnie tak. Dlatego możemy podpisać to porozumienie.
Złożyliśmy podpisy na wszystkich egzemplarzach, dokończyliśmy protokół posiedzenia i też go podpisaliśmy. Jeszcze tylko Daniel musiał wszystko podpisać i nowa umowa wchodziła w życie.
- Witam z powrotem, wspólniczko. – wyciągnął w moją stronę swoją dłoń. Uścisnęłam ją krótko, ale on przytrzymał moją nieco dłużej. – Brakowało nam tu ciebie, bardzo.

cdn...
 

 
Chwilę później dołączył do nas Daniel. Postanowiliśmy zrobić posiedzenie w gabinecie Adama na kanapach, żeby było nam wygodniej. Po oficjalnej części podałam Adamowi wyniki analizy do zapoznania się. Nie było tego za wiele więc zaczął czytać od razu. Chwilę ciszy przerwała Monika.
- Co się dzieje? – Adam uprzejmie zapytał, co było niespodziewane, bo Adam wręcz nienawidził przerywania posiedzenia zarządu i zawsze się irytował. Monika również wyglądała na zaskoczoną.
- Yyyy… Przepraszam, że przeszkadzam, ale jeden z klientów nie zgadza się na przesunięcie spotkania. Przyjechał specjalnie dzisiaj zza granicy, po południu wyjeżdża i upiera się, aby spotkanie się odbyło.
- Czy to ważny klient?
- Jeden z najważniejszych.
- Może po prostu przerwijmy? – zaproponowałam.
- Nie trzeba. Daniel, czy byłbyś w stanie się tym zająć?
Daniel się zawahał, spojrzał na mnie pytająco, bo w końcu miał być tu ze mną od początku do końca.
- Maja? – zapytał w końcu.
- Jedź Daniel. Poradzimy sobie tutaj sami. Zresztą nie będzie już żadnych nowych ustaleń, a protokół z posiedzenia możesz podpisać po powrocie.
- Jesteś tego pewna?
- Tak, nie martw się. Gdyby w trakcie wyszły jakieś zmiany to przerwiemy spotkanie i poczekamy na ciebie, prawda Adam? – spojrzałam na niego, spodziewając się jakiejś negatywnej reakcji.
- Oczywiście, że tak. Moniko, proszę zapytaj klienta czy zgadza się spotkać z Danielem w zastępstwie.
Po chwili Monika wróciła z potwierdzeniem spotkania, więc Daniel musiał się zbierać, żeby zapoznać się wcześniej ze sprawą.
- Gdyby się działo cokolwiek, to dzwoń od razu do mnie, mała. Jasne? – cmoknął mnie w polik i wyszedł. Adam nie zareagował.

cdn...
 

 
Nazajutrz pojawiliśmy się w biurze godzinę przed czasem. Adama jeszcze nie było.
- Ale przyjedzie na dwunastą? – zapytałam Moniki.
- Oczywiście, że tak. Jest na spotkaniu. Ostatnim dzisiaj, bo całą resztę kazał odwołać. Kolejna narada wojenna?
- Na to wygląda, skoro zmienił swoje plany na resztę dnia. Zaczekam w gabinecie.
Poszłam do naszego gabinetu, nic się tam nie zmieniło. Moje biurko pozostało nietknięte od czasu tego nieszczęsnego dnia. Adam niczego nie ruszył, nie przestawił, nie zmienił. Zupełnie jakby to było wczoraj… Czekając na jego powrót zajęłam się porządkowaniem swojego biurka, przeglądaniem dokumentów. Musiałam się czymś zająć, żeby nie zacząć się stresować. I żeby czas płynął szybciej. Chciałam mieć tą rozmowę już za sobą.
Nie mogłam sobie przypomnieć, co tamtego dnia tutaj robiłam, nad czym wtedy pracowałam. W każdym razie teraz musiałam zorientować się, jak sobie radzi nowa asystentka, na jakim etapie szkolenia przez Monikę jest teraz. Zaczęłam rozpisywać sobie zadania w punktach. Dopiero po dłuższym czasie poczułam, że ktoś mi się przygląda. Aż podskoczyłam. To Adam stał oparty o futrynę drzwi.
- Witaj. – powiedział spokojnym głosem, uśmiechając się miło.
- Cześć. Wystraszyłeś mnie.
- Nie chciałem, przepraszam. Widzę, że wróciłaś już do pracy? – nadal się uśmiechał. Nie dopatrzyłam się w tym żadnej złośliwości, triumfu czy podstępu. Dziwne.
- To pracoholizm chyba…
- Jeśli tak, to znaczy, że czujesz się już dużo lepiej. Bardzo mnie to cieszy.
- Właśnie widzę. – chciałam, żeby zabrzmiało to choć odrobinę złośliwie, tak dla równowagi, ale chyba mi nie wyszło. Być może była to kolejna sztuczka, a więc musiałam być czujna.

cdn...
 

 
- Dzień dobry Maju. – Adam odebrał po pierwszym sygnale. Zupełnie jakby czekał na telefon ode mnie.
- Hej. Wybacz, że dzwonię o tak późnej porze. Dostałam już wszystkie analizy i chciałam dokończyć naszą rozmowę i wszystko dokładnie omówić.
- Kiedy tylko zechcesz. Choćby i zaraz.
- Może jednak jutro, dzisiaj jest już za późno.
- Jak sobie życzysz. Gdzie chcesz się spotkać?
- Przyjadę jutro do biura. Może być w południe?
- Oczywiście, będę czekał.
- Dzięki, w takim razie do jutra.
- Do zobaczenia.
Daniel patrzył na mnie jakbym urwała się z choinki.
- Już bardziej oficjalna być nie mogłaś? – zadrwił sobie.
- Przyzwyczajaj się, od teraz tak właśnie będzie.
- No oby… A więc jutro zarząd – runda druga.
Zaskoczyło mnie to, że nie mogłam doczekać się tego zebrania. Nie czułam stresu ani strachu. Zupełny luz. Odkąd miałam pewność (potwierdzoną przez prawników), że Adam miał uczciwe zamiary, moje podejście do całej sprawy i do niego uległo zmianie. Wiedziałam, że nic mi nie grozi. A przynajmniej taką miałam nadzieję.

cdn...
 

 
Polecona przez Marka kancelaria wykonała dla mnie analizę w ekspresowym tempie i pod koniec tygodnia miałam ją już u siebie. Rzeczywiście dokumenty przedstawione przez Adama były „czyste” i wolne od pułapek. Wyjątkiem był jednak przyznany mi budżet. Lepiej byłoby, gdybym go nie przekraczała i nie nadużywała samodzielności w rozporządzaniu nim. W statucie firmy był zapis regulujący dokładnie wszelkie negatywne wpływy udziałowców na płynność finansową spółki, a takie rozporządzanie przyznanym mi funduszem mogło co nieco namieszać. Mogło, ale nie musiało. Budżet był na tyle niski, że nawet gdybym wydała go w jeden dzień na waciki, finanse firmy nawet by tego nie zauważyły. Jednak różne rzeczy mogły się zdarzyć w międzyczasie: załamanie rynku, kryzys finansowy, krach na giełdzie itp., a wtedy wszelkie rezerwy finansowe się przydają. I tu wracamy do zapisu statutu spółki, który okazałby się w takiej sytuacji dużym haczykiem. Zatem nie zamierzałam korzystać z przywileju samodzielnych decyzji finansowych. Nie mogłam ufać Adamowi. Jeśli by mu coś nagle odbiło, byłam pewna, że załatwiłby kryzys finansowy całego świata, żeby tylko wygrać…

cdn...
 

 
Daniel nie odezwał się słowem przez całą drogę do domu. Odzyskał mowę dopiero późnym wieczorem, gdy przyjechał do nas mój prawnik Marek.
- I co o tym myślisz?- zapytał Daniel po dość dokładnym streszczeniu mojej sytuacji.
- Uważam, że Majka bardzo dobrze postąpiła…
- Ha! To samo powiedziałem. Człowieku, ona go tam dosłownie zmiażdżyła!
- Owszem, zakończenie zebrania dało jej bardzo dużą przewagę, ale niestety, muszę przyznać rację również Majce. Adam osiągnął swój cel. I teraz masz dwa wyjścia.
- Jakie? – ucieszyłam się, że aż dwa, oznaczało to, że sytuacja nie była aż tak beznadziejna, jak myślałam.
- Oba zależą od tego, czego chcesz. Jeśli chcesz odejść z firmy to właśnie teraz masz idealną sytuację. Zgodnie z dokumentami, które już otrzymałaś możesz po prostu się rozmyślić i odejść bez konsekwencji. Ale skoro Adam dał ci taką możliwość to znaczy, że doskonale wie, że z niej nie skorzystasz. Więc jeśli zostaniesz, musisz uważać na wszystkie dokumenty, jakie będziesz od niego dostawać do podpisu, wszystkie dokładnie czytaj, konsultuj ze mną lub innym prawnikiem.
- I to wszystko?
- Tak, to wszystko. Możesz się cieszyć pełną swobodą. Szczerze mówiąc dostałaś idealne warunki do pracy i grzechem byłoby tego nie wykorzystać do rozwoju. On osiągnął swój cel, ale i ty masz z tego same korzyści.
- A więc Adam tym razem mówił prawdę, że te dokumenty są w pełni uczciwe?
- Czyżbyś była rozczarowana??
- Raczej zaskoczona nagła zmianą…
- Hmm, no cóż… Może to rzeczywiście zwrot ku jasnej stronie, że się tak wyrażę. Może wyrzuty sumienia. A może kolejny plan… W każdym razie pomysł analizy prawnej dokumentów w pełni popieram i zrób to jak najszybciej. Na wszelki wypadek.
- Możesz to dla mnie zrobić?
- Niestety nie. Mogę być stronniczy, znając całą sprawę, mogę coś przeoczyć albo nadinterpretować. Najlepiej, żeby był to ktoś niezależny.
- Rozumiem. Czy możesz mi kogoś takiego polecić?
- Tak, oczywiście. – Pogrzebał chwilę w teczce. – Proszę bardzo, tu jest namiar na kancelarię, mój znajomy zajmuje się obsługą spółek, więc będzie najbardziej kompetentną osobą. Powołaj się na mnie.
- Dziękuję. Gdy już będę miała analizę, rzucisz na nią okiem?
- Jasne, jeśli będzie taka potrzeba. Maja, czy mogę cię o coś zapytać?
- Oczywiście.
- Jesteś pewna, że chcesz wrócić do firmy? Mocno walczyłaś o to, by się od niej uwolnić… Teraz masz idealną sytuację, by to zrobić bez konsekwencji.
- Walczyłam o odejście, żeby kogoś chronić. Tego kogoś już nie ma, więc nie muszę odchodzić. Teraz to już zwykły biznes… Poza tym, obowiązuje mnie pięcioletni zakaz konkurencji w przypadku odejścia. A to oznacza całkowite wypadnięcie z branży. Dla mnie to strzał w stopę, a Adam akurat tej zasady nie zmieni nigdy.

cdn...
 

 
- Niezły z ciebie gracz! Czy teraz mogę krzyknąć z radości? – zapytał Daniel, gdy drzwi od windy się zamknęły.
- Nie bardzo jest się z czego cieszyć. – odparłam posępnie.
- Zwariowałaś? Dziewczyno, zdmuchnęłaś go z powierzchni ziemi!!! Wygrałaś!
- Wcale nie, to on wygrał… niestety.
- Co ty bredzisz? Masz go w garści, w dodatku sam ci to umożliwił. Teraz ty tu rządzisz.
- Nie Daniel. Ta firma to jego dziecko. Nie oddałby jej nikomu, mnie tym bardziej. On doskonale wie, co robi. Te wszystkie przywileje, to tylko sztuczki, żebym przestała walczyć. Taki był jego cel i dzisiaj go osiągnął. Wie, że teraz tym bardziej nie opłaca mi się odchodzić z firmy, a zabrać mu jej nigdy nie chciałam. Między nami była wojna, zresztą tragiczna w skutkach. Postanowił „podarować” mi rozejm, obietnicę świętego spokoju, wyrzekł się terroru, przysiągł uległość, przyznał pozorną decyzyjność – dał od siebie tak naprawdę niewiele, może pomijając ten terror, bo w końcu to była jego ulubiona rozrywka, a co dostanie w zamian?
Teraz to Daniel miał oczy jak pięciozłotówki.
- Nie wiem…
- Mnie… Moją obecność w firmie… A o to mu chodziło, prawda? Na tym zależało mu najbardziej…

cdn...
 

 
Szach i mat, jakby to powiedział Daniel.
Triumfalny uśmiech Adama powędrował na twarz Daniela, a u Adama to miejsce zajął szok. Tak, Adam był w szoku, co w sprawach służbowych zdarza mu się… w sumie nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mu się zdarzyło. W każdym razie nie w mojej obecności. Dopiero po długiej chwili zapytał Daniela, czy ma jakieś uwagi.
- Żadnych uwag. – Czubek nie potrafił przestać się uśmiechać, hehe.
Adam zgodnie z procedurą zakończył zebranie.
- Daj proszę znać, kiedy będziesz gotowa na drugie zgromadzenie.
- Oczywiście. Dziękuję.
- Ja również.
Gdy tylko wyszedł z salki do swojego gabinetu, Daniel był bliski wydania okrzyku, ale w porę go powstrzymałam.
- Cicho, do cholery. Nie ma się z czego cieszyć.
- Jak to?
- Pogadamy o tym później. Zachowuj się.
Poszłam do Adama po kopię protokołu z dzisiejszego spotkania. Pozbył się już szoku, był rozluźniony i chyba… wesoły? O co tu chodziło?!
- Maja, ja naprawdę mam dobre intencje, dokumenty są prawdziwe, nie zamierzam cię oszukiwać ani niczego tobie utrudniać. W każdym punkcie swojej rozpiski miałaś absolutną rację.
- Dziękuję Adam, doceniam to, naprawdę.
- Czy mogę zapytać jak się czujesz i jak idzie twoja rehabilitacja?
- Możesz zapytać… idzie powoli, ale nie chcę wdawać się w szczegóły.
- Mam nadzieję, że już wkrótce wszystko wróci do normy.
- Dzięki.
- Gdybyś czegokolwiek potrzebowała…
- Nie potrzebuję, naprawdę.
- W porządku…
 

 
Po wznowieniu zgromadzenia Adam z uśmiechem zapytał, czy podjęliśmy decyzję. Pierwszy wyrwał się Daniel, ale szybko mu przerwałam.
- W sumie jeszcze nie do końca…
- Tak, podjęłam decyzję. – Daniel wpatrywał się we mnie, jakbym mówiła po chińsku. Adam wydawał się lekko zaskoczony.
- …Zatem słucham.
- Przedstawione przez ciebie dzisiaj dwa dokumenty wydają się być w porządku…
- Wydają się? – przerwał mi, choć wiedział jak tego nie znoszę.
- Tak właśnie, wydają się być w porządku. Po wstępnym zapoznaniu się, nie dostrzegłam żadnych niejasnych zapisów…
- Cieszę się. – Znowu to zrobił. Miałam ochotę go kopnąć… - Żebyś miała większą pewność, co do mojej uczciwości przygotowałem również oświadczenie, które to zapewnia oraz zapis mówiący, że w dowolnej chwili trwania naszej współpracy, przy najmniejszym zastrzeżeniu, masz prawo zerwać wszystkie ustalenia ze skutkiem natychmiastowym, bez podawania przyczyny i bez konsekwencji. – Podał nam ostatnie pismo, które przed nim leżało. Szybko się z nim zapoznałam, drobnego druczku nie zawierało, ale ponieważ Adam przykleił sobie największy triumfalny uśmiech ze swojej kolekcji, myśląc, że wygrał, postanowiłam, nieco inaczej niż planowałam, zakończyć nasze spotkanie.
- I właśnie dlatego postanowiłam skonsultować się z prawnikiem, a przedstawione dzisiaj dokumenty, wraz z moim własnym oraz statutem spółki, oddać do analizy prawnej. Dziękuję, to wszystko z mojej strony.

cdn...
 

 
Przeklinałam samą siebie za pomysł ze szpilkami. Ale głupio mi było iść do łazienki bez butów. Jakoś dotarłam. Bałam się tego, co Adam kombinuje, w co on gra i jakie tego konsekwencje uderzą we mnie. Nie byłam pewna, czy chcę się przekonać i czy bym to przetrwała. Tak jak Daniel powiedział – był remis. Cwaniak miał dużo czasu na obmyślenie strategii wyjścia z twarzą z całej tej sytuacji. Jak widać, nie mógł pogodzić się z tym, że udało mi się go zaskoczyć wręczając perfekcyjnie przygotowany dokument i postanowił zrobić mi to samo. Pff… swoją drogą mógł wymyślić coś swojego. A może zrobił to specjalnie, bo wiedział, że takie odbicie piłki zadziała. I zadziałało…
W połowie drogi z łazienki do biura musiałam się zatrzymać, ściągnąć buta i choć na sekundę wyprostować stopę. Ból biodra osiągnął niebezpieczny poziom i bałam się, że po prostu się rozsypie.
- Wszystko w porządku? Pomóc ci? – Adam niespodziewanie przytrzymał mnie za łokieć. Podskoczyłam ze strachu, takie to było niespodziewane.
- Nie dziękuję. Wszystko ok.
- Na pewno? Nie chciałem cię wystraszyć.
Uwolniłam ramię z jego uścisku. Nie chciałam, żeby mnie dotykał. Zdenerwował mnie bardziej tym, niż swoim wystąpieniem.
- Idziemy… - wsunęłam szybko stopę do buta i ruszyłam do biura nie oglądając się na Adama.

cdn...
 

 
Najgorsze było to, że oboje z Danielem praktycznie nie mieliśmy uwag do tego dokumentu. Wszystko było jasno rozpisane, żadnych podtekstów, żadnych pułapek. Wszystko pisane językiem korzyści, jak jakaś cholerna oferta sieci telefonii komórkowej. To było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. A jednak na takie wyglądało. Tak samo budżet – spora suma, w dodatku elastyczna, wymagająca jedynie krótkiej pisemnej argumentacji wraz z opisem potrzeby. Czas decyzji 15 minut, co oznaczało, że Adam musiał zapoznać się i podjąć pisemną decyzję niezależnie od odbywanego spotkania czy wykonywanej pracy. W przypadku braku jego decyzji w określonym czasie, decyzję zatwierdzającą podejmowałam ja. Podejrzane i to bardzo. Nawet jeszcze bardziej!
Za dużo było tego wszystkiego. Tej zgody, dobroci, poszerzonych uprawnień, kokardek, cukiereczków i pluszowych misiów. Niedobrze mi się od tego wszystkiego zrobiło.
- Dokąd idziesz? Dobrze się czujesz?
- Muszę iść do łazienki.
- Mam iść z tobą?
- Dzięki, poradzę sobie.
Wychodząc poprosiłam Monikę, aby powiadomiła Adama, że koniec przerwy za 10 minut.

cdn...
 

 
- Wychodzę do bufetu, jestem pod telefonem. – powiedział to do Moniki, ale na tylko głośno, żebyśmy go usłyszeli.
- No proszę, jak dba o nasz komfort. – Daniel prychnął poirytowany.
- Co o tym myślisz? – w końcu mogliśmy swobodniej porozmawiać.
- Nie wiem, po co on to robi, ale Majka, musisz cholernie uważać. Przeczytajmy to pismo i róbmy oddzielne notatki, ok? Potem porównamy nasze uwagi.
- Byłam przygotowana na najgorsze, wiesz? Ale tego się zupełnie po nim nie spodziewałam…
- Ja też nie. Dlatego musimy być ostrożni. On w coś gra, a my musimy poznać wszystkie zasady, zanim do tej gry przystąpimy…

cdn...
 

 
Wiedziałam, że to wcale nie koniec jego przemowy, miał przed sobą jeszcze jeden dokument.
- Chciałbym zarządzić przerwę na zapoznanie się z dokumentami. – Daniel przerwał w odpowiednim momencie, bo czułam, że zaczyna ogarniać mnie panika.
- Oczywiście. Dajcie znać, kiedy będziecie gotowi. Chyba, że życzycie sobie podzielić to spotkanie na dwa osobne i spotkać się w innym terminie.
- Majka? – Daniel zapytał, bo nie chciał decydować za mnie.
- Myślę, że odpowiem po zapoznaniu się z dokumentami, dobrze? – zapytałam Adama.
- Oczywiście, nie ma pośpiechu. – po czym wyszedł z salki zostawiając nas samych. Ze względu na to, że salka była dookoła oszklona, musieliśmy z Danielem nadal trzymać emocje na wodzy.
- Adam zremisował… - wyszeptał Daniel nie podnosząc oczu znad pisma, a ja w myślach przyznałam mu całkowitą rację.

cdn...