• Wpisów:232
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:19 dni temu
  • Licznik odwiedzin:14 438 / 3298 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Apropo sprawdzania autentyczności. Jedna z naszych agentek wpisała w rubryce „zainteresowania” – elektrykę. (!!!) Adam, na samym końcu rozmowy wyciągnął z biurka śrubokręt i z wielkim uśmiechem na twarzy poprosił ją o naprawienie gniazdka, w którym coś iskrzyło. Myślałam, że udławię się ze śmiechu, ale oczywiście nie wolno mi było się zaśmiać. Dziewczyna z kamienną miną wstała i skierowała się do wskazanego gniazdka. Adam zlitował się, widząc że dziewczynie trzęsą się ręce i z uśmiechem powiedział, że została przyjęta. Po kilku dniach dziewczyna się zrewanżowała za „chrzest” i wymieniła wszystkie gniazdka w gabinecie Adama na wściekło czerwone, a stare wrzuciła do torby na prezenty z wielką kokardą i postawiła na środku biurka Złośliwa bestyjka Od razu ją polubiłam.


cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wtorek.
Podwiozłam Adama do biura, a sama pojechałam do domu. Szybki prysznic, szybki makijaż i już byłam w drodze powrotnej. Akurat zdążyłam na wstępne zebranie kandydatek na stanowisko Moniki. Przyglądałam się im z boku, a one jeszcze nie wiedziały, że to ze mną będą miały do czynienia.
Pięciostopniowa rekrutacja – moje dzieło i autorski pomysł – jednym słowem Rzeźnia. Nie, nie jestem sadystką, wykorzystującą swoje stanowisko do dręczenia zestresowanych kandydatów. Sama kiedyś przez to przechodziłam. Mój projekt rekrutacyjny opiera się na sprawdzeniu autentyczności każdego wpisu w CV kandydata, poprzez praktykę. Bo to umiejętności są najważniejsze – całą resztę można dorobić w trakcie. Czasem jest śmiesznie, gdy w trakcie okazuje się, jak bardzo kandydaci kłamią w swoich życiorysach.


cdn.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @Facetom Wstęp Wzbroniony: Dlatego ja zawsze sprawdzam każdy wpis. Choćby dlatego, że kłamiący pracownik to niedobry pracownik ;)
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @Słodka trucizna: Staram się jak mogę ;) tyle, że ja mam dość specyficzne poczucie humoru i nie każdy odbiera moje żarty jako żarty hyhyhy ale to na początku ;)
  • awatar Gość: Mnie kiedyś posądzili o oszustwo w CV a nawet tego nie sprawdzili ;/ Bo głupota zazdrosnych koleżanek z pracy nie zna granic;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czy to już zaczęło być niebezpieczne? Adam zbyt dobrze mnie zna. Niemal każdego dnia od ponad dziesięciu lat powtarza mi, że ciągle go zaskakuję i że nigdy nie wie, jak zareaguję w różnych sytuacjach. A jednak doskonale wie, że jestem cholernie przekorna. I doskonale wie, że potrafię postąpić wbrew sobie tylko po to, by zrobić odwrotnie niż on by tego chciał. Nie przyznaję się do tego głośno, ale przeraża mnie fakt, że on poznał moją największą słabość i wykorzystuje ją przeciwko mnie. A ja za każdym razem na początku ulegam, a potem gorączkowo kombinuję żeby jednak wyszło na moje, żebym to ja miała ostatnie słowo i triumfalny uśmiech na twarzy…
Mama zawsze mi powtarzała, że kobieta powinna robić i mówić tak, żeby mężczyzna myślał, że wszystko idzie po jego myśli i że to on jest górą. Tylko, że powoli zaczyna mnie męczyć ta ciągła walka, ta ciągła gra. Owszem, przydaje się to w biznesie, w pracy, w kontaktach codziennych i przychodzi mi to dość lekko. Ale jeśli chodzi o Adama – chyba się wypalam. Czasami sobie myślę, jakby to było gdybym całkowicie się poddała i uległa. I zgodziła się na to wszystko o czym on od bardzo dawna marzy…
Tyle, że ja nie jestem kobietą, która da sobie wcisnąć na palec obrączkę, która da się zamknąć w domu z gromadką maluchów. Nie chcę być tą, która będzie obsypywana kwiatami i prezentami i czego tylko dusza zapragnie… Chodzi o to, że nie chcę tego wszystkiego teraz. Nie „dorosłam” jeszcze, pochłania mnie praca, którą kocham i która na dzień dzisiejszy jest dla mnie wszystkim. Gdybym w tym momencie powiedziała Adamowi „tak” – on po prostu by mnie zagłaskał na śmierć. Albo ja bym go wcześniej zabiła…


cdn.
 

 
Rano spotkaliśmy się przy śniadaniu. Adam tym razem spał w salonie na kanapie. Taka ściema, że niby zasnął oglądając film. Tak, jasne, uwierzyłabym, gdybym go nie znała. Bankowo coś kombinował. Był grzeczny, żeby pozbawić mnie ewentualnych kontrargumentów.
- Dzisiaj się spóźnię do pracy. – powiedziałam do niego.
- Dlaczego?
- Podwiozę cię, a potem muszę pojechać do domu, się przebrać.
- No tak, byłoby bardzo podejrzane gdybyś…
- No właśnie.
- Byłoby prościej, gdybyś po prostu się do mnie wprowadziła.
Gdyby moje spojrzenia zabijały, Adam byłby martwy…
- Majka, posłuchaj, co do urlopu…
- Tak?
- Myślę, że Daniel miał dobry pomysł. Moglibyśmy gdzieś razem pojechać…
- Jasne. A ludziom z biura każemy spakować nasze walizki.
- Oj przestań. Nikomu nie musimy się tłumaczyć. Poza tym, nikt nie musi nic wiedzieć.
- A to ciekawe. I jak zamierzasz to załatwić? – miałam nadzieję, że nawet nie będzie próbował odpowiadać, ale on najwyraźniej całą noc spędził na myśleniu!!
- Mamy wtorek tak? W czwartek jest bankiet. Od środy mogę być na urlopie, a w firmie ogłosić, że w poniedziałek lecę do Włoch.
- Ee? A ja w piątek i w sobotę planuję rekrutację, na której powinieneś być, zresztą co z tego wszystkiego wynika? Bo nie bardzo nadążam za twoim tokiem myślenia.
- No więc dzisiaj będzie mój ostatni dzień w pracy, od jutra jestem na urlopie, w czwartek pojawię się na bankiecie, w sobotę zajrzę do firmy obejrzeć nowe dziewczyny, a w poniedziałek niby polecę do Włoch. Twój oficjalny urlop rozpocznie się w przyszły wtorek, akurat będzie tydzień po mnie, więc nikt nie nabierze podejrzeń. A tymczasem pojedziemy razem gdzie tylko będziesz chciała.
- Ale ja nie potrzebuję urlopu.
- Bzdura!
- Ok., potrzebuję, ale nie dłużej niż tydzień.
- No ok. Tydzień spędzimy razem, potem wrócisz do firmy, a ja dopiero wtedy naprawdę polecę do Włoch na tydzień. Będę miał bardzo wiarygodny trzytygodniowy urlop, hehe.
- A kto będzie zajmował się pracą? Bo chyba nie chcesz zostawić wszystkiego na głowie Moniki.
- Gdy nas nie będzie, zostanie Daniel. A gdy ty wrócisz, wtedy pojedzie on. A gdy wrócimy wszyscy, wtedy zrobimy przerwę urlopową dla pracowników, tak jak co roku. Zero podejrzeń, wszystko legalnie.
- Ty długo nad tym myślałeś?? – był bardzo zadowolony z siebie. I ten jego uśmiech. Nic więcej nie powiedziałam, bo moim zdaniem nie było sensu. Zresztą dobrze wiedział, że niepotrzebnie się trudził, bo ja nie miałam zamiaru nigdzie z nim jechać.


cdn.
 

 
No dobra, namówił mnie. Pojechaliśmy do niego, zjedliśmy kolację, w międzyczasie „odrobiliśmy pracę domową”. Gdy skończyliśmy, było już po pierwszej w nocy!
- No to pięknie!
- Wiesz? Może jednak byś już została, co? Byłbym spokojniejszy, gdybyś nie musiała wracać po nocy… Zostaniesz?
- Podstępny drań z ciebie, wiesz?
Zostałam. Zresztą nie pierwszy już raz. Zdarzało się wielokrotnie, że do późna siedzieliśmy w biurze, a potem byłam zbyt zmęczona, żeby po ciemku jechać 40km. Lub po imprezach firmowych, które kończyły się tak późno, że po prostu nie opłacało się wracać. Tak, to było bardzo wygodne. Zresztą, mam nawet w jego łazience swoją szafkę, a w niej wszystko, co potrzebuje kobieta rano. Mam też swoją-jego koszulkę, w której zawsze śpię.


cdn.
 

 
- Może coś zjemy? Głodny jestem.
- To jedź coś zjeść, a ja w tym czasie to skończę.
- Mam lepszy pomysł, pakuj te swoje kochane papierki, coś zjemy na mieście i potem skończysz.
Szczerze mówiąc to umierałam z głodu, więc zbytnio nie protestowałam.
Podjechaliśmy pod włoską restaurację, ale Adam kazał mi poczekać w aucie, a sam zniknął w środku. Poszłam mimo wszystko za nim, spytać co mu znowu strzeliło do głowy!
- Pomyślałem, że weźmiemy kolację ze sobą i zjemy u mnie. Co ty na to?
- Nie ma mowy!
- Cieszę się, że się zgadzasz. – uśmiechnął się i chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę i trafił tylko w policzek.


cdn.
 

 
- Maju, czy jestem ci jeszcze potrzebna? Bo jeśli nie to…
- Yyy, ale co się stało? – byłam tak zaskoczona, że nie rozumiałam, jakie właśnie Monika zadała mi pytanie. Adam tylko parsknął śmiechem, ale widząc mój wzrok, od razu przestał. Byłam pochłonięta czytaniem CV i listów motywacyjnych i straciłam poczucie rzeczywistości.
- Ziemia do Majki, zbliża się siedemnasta i pytam czy coś jeszcze…
- A tak tak… To już ta godzina?? Rany… Wiesz, jeśli możesz sprawdź mi jeszcze szybciutko, o której mam autobus do domu, ok.?
- Nie ma sprawy.
- Chcesz coś do picia? – spytałam Adama. Chciał, wodę. Hmmm od kiedy on pije wodę?
- Moniko, zostawię ci dzisiaj rozpiskę stażystów i instrukcje, zajmiesz się tym jutro z samego rana, dobrze?
- Jasne. A autobus masz o 22:35.
- Ok. Dziękuję, A teraz już zmykaj. W twoim stanie nie możesz pracować po godzinach.
- Dobra, dobra.
Wróciłam do gabinetu, a tam już czekał na mnie Adam, oparty o biurko, z założonymi rękami i groźną miną. Podałam mu wodę zupełnie nie zwracając uwagi na jego pozę.
- Czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego wracasz dzisiaj do domu autobusem?
- A czym mam wrócić? Widziałeś, żeby mój samochód stał dzisiaj na parkingu?
- Nie zwróciłem uwagi. Więc? Co się stało?
- Nic się nie stało. Po prostu stoi w warsztacie. Wczoraj zleciłam wymianę oleju, i gdy już ten olej spuścili to się okazało, że nie ma filtra. Zamówili filtr, który przybędzie w ciągu dwóch-trzech dni. Tyle.
- No ok., ale nie myśl sobie, że pozwolę na to, żebyś po nocy włóczyła się autobusem! Weźmiesz służbowy.
- Nie wezmę, auto jest w terenie.
- To pojedziesz moim. A jutro kupię ci auto służbowe tylko do twojej dyspozycji.
- Nie bądź niemądry! Dobrze wiesz, że choćbyś kupił ich dziesięć to i tak będę jeździć swoim.
- Ale chwilowo nie masz swojego.
- Więc chwilowo jeżdżę autobusem.
- Więc chwilowo będziesz jeździła moim. Koniec dyskusji.
- Słucham?!
- Chyba, że chcesz żebym cię odwoził do domu i po ciebie przyjeżdżał.
A to cwaniak, dobrze wiedział, że się na to nie zgodzę…
- Ok., niech stracę… - w odpowiedzi podał mi kluczyki.
- Mam tylko małą prośbę. Odwieziesz mnie dzisiaj do domu? – posłał mi swój uśmiech numer dziewiętnaście, myślał, że ze mną wygrał, hehe.
- Nie ma sprawy, tyle, że ja skończę swoją pracę za jakieś pięć godzin, poczekasz do 22? – tym razem ja posłałam mu swój triumfalny uśmieszek.
- Na ciebie mogę czekać nawet całe życie. – no dobra, punkt dla niego.


cdn.
 

 
Tak dla jasności: ja i Adam przyjaźnimy się od ponad dziesięciu lat, (jest między nami 8 lat różnicy), od kilku lat twierdzi, że mnie kocha; problem w tym, że ja nie kocham jego. Nasza przyjaźń czasami „lekko wybiega” poza swoje granice, jednak oboje wiemy, że nigdy nie będziemy razem. I chyba obojgu nam taki układ pasuje. Oboje wykorzystujemy się nawzajem, ale jak to żartobliwie określam – „legalnie”. Nie zdradzamy się, bo oboje jesteśmy wolni. Mnie nie interesują faceci ani związki z nimi, po prostu nie mam na to czasu ani energii, a jego nie interesują inne kobiety poza mną.

cdn.
 

 
Daniel zawsze był po mojej stronie, mimo iż to z Adamem dłużej się przyjaźnił. I zawsze nam kibicował. Od samego początku wiedział, co jest między mną a Adamem. Nie rozumiał tylko, dlaczego nie możemy tego wszystkiego załatwić jak cywilizowani ludzie, zamiast bawić się w jakąś wojnę podjazdową.
Gdy Adam wrócił z kawą, Daniel od razu zaczął mówić, widocznie czekał, aż oboje będziemy w gabinecie.
- Wiecie co? Dobrze, że ten huk spowodowany był segregatorami, haha, chociaż ja obstawiałem dziki sex na biurku.
- I dlatego wpadłeś tu bez pukania? – cholera, znowu byłam złośliwa. Muszę popracować nad inną strategią obrony. Ale Daniel wziął tą uwagę za dowcip słowny.
- Słuchajcie, oboje jesteście przemęczeni. Zbliża się nasza przerwa urlopowa, pakujcie się i wyjedźcie gdzieś razem.
- Że co proszę? Chyba nie mówisz poważnie? – musiałam udawać oburzoną, bo Adamowi najwyraźniej pomysł przypadł do gustu, sądząc po jego zadowolonym uśmieszku. Miałam ochotę rzucić w niego zszywaczem.
- Majka, daj spokój, chodzicie z kurwikami w oczach od jakiś dwóch tygodni. Wykorzystajcie to, koniecznie. A potem wszystko mi opowiecie! Haha! – puszczając do nas oko po prostu sobie wyszedł!!! Teraz w niego miałam ochotę czymś rzucić.
- Wiesz? To całkiem…
- Zapomnij!!!
Adam tylko wzruszył ramionami i zajął się uprzątaniem segregatorów, ale wiedziałam, że się nie podda. Drań po prostu postanowił poczekać, aż się uspokoję. Niedoczekanie!!!


cdn.
 

 
- Adam, przestań! Zaraz zleci się tu połowa biura!
- Bez pukania nikt nie wejdzie.
- Monika i Daniel owszem!
I jak na komendę do biura wpadł Daniel, a chwilę po nim Monika. Na szczęście w porę zdążyłam rzucić się do tych leżących segregatorów, Adam nie miał takiego refleksu, co od razu zauważyła Monika. Ale Daniel szybko uratował sytuację.
- No! I bardzo dobrze, że to runęło! W końcu ktoś to posprząta. Haha!
- Taaa! Tylko dlaczego to mam być ja? – rzuciłam sarkastyczną uwagę i przestałam udawać, że zbieram papierzyska.
- Wszystko w porządku? – Monika patrzyła na nas podejrzliwie. Pewnie bidulka ciągle miała w pamięci moją przygodę ze szkłem w dłoni.
- Tak, jest ok. Idę po kawę.. Chcecie? – Adam nigdy nie był dobrym aktorem
Daniel nie chciał, ja chciałam podwójną.
Wyłowiłam ze sterty aplikacje stażystów i usiadłam na swoim miejscu udając wielce zajętą. Daniel świdrował mnie wzrokiem z kanapy, oczywiście wiedział co zaszło, a ja wiedziałam, co sobie właśnie myślał.. I miał rację, takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w biurze. I nigdy na to nie pozwalałam, a już na pewno nie w godzinach pracy i z ludźmi za drzwiami. Ale tym razem Adam mnie po prostu zaskoczył. To niedopuszczalne! Później się z nim policzę!


cdn.
 

 
W wejściu niemal zderzyłam się z Adamem, który akurat wychodził.
- O! Majka, właśnie po ciebie szedłem.
- Doprawdy? A to ciekawe.
Podeszłam do biurka i uwolniłam się od ciężaru, jednocześnie słysząc za plecami, jak Adam zatrzaskuje drzwi. Swoją drogą biurko od kilku dni było zawalone stertą segregatorów i walających się pojedynczych kartek. Dobrze, że to nie było moje biurko Tylko, że to było zupełnie niepodobne do Adama…
Nie zdążyłam dokończyć myśli, na swoich biodrach poczułam silny uścisk jego rąk, które w ciągu sekundy odwróciły mnie w jego stronę. Był tak blisko… Poczułam, jak jego usta zachłannie wpijają się w moje wargi, jednocześnie przywarł do mnie swoim ciałem tak gwałtownie, że na moment straciłam równowagę. Na szczęście biurko również było blisko I na nieszczęście, bo ręką strąciłam największą i najbardziej chwiejną piramidę segregatorów, która z wielkim hukiem upadła na podłogę. Na ułamek sekundy Adam się obudził, ale po chwili znów mnie całował.


cdn.
 

 
Poleciłam Monice stworzenie oferty pracy dla asystentki, jednocześnie odebrałam od niej wszystkie aplikacje na staże, jakie wpłynęły do nas w ciągu ostatnich trzech miesięcy, a które do dzisiaj były kompletnie bezużyteczne. Może jednak znajdę wśród nich jakieś interesujące osoby…
Z całym naręczem dokumentów i segregatorów udałam się do naszego gabinetu. Naszego – bo dzieliłam go z Adamem. Zanim nasze nowe biuro będzie gotowe do przeprowadzki musimy się dzielić. Tak dzielimy się od kilku lat i szczerze mówiąc wcale mi to nie przeszkadza. I wiem, że w nowym miejscu, gdy już będę miała swój własny gabinet, będzie mi strasznie brakowało stukania ołówkiem w blat biurka w wykonaniu Adama.


cdn.
 

 
Dzisiaj nasza asystentka Monika podzieliła się z nami dobrą nowiną – jest w ciąży. Oczywiście poza ogólną radością, życzeniami zdrowia i uściskami przyszłej szczęśliwej mamy pojawia się pewien problem. Czysto zawodowy.

Monika należy do osób, których po prostu nie da się zastąpić. To nasza prawa ręka, bez której nie dawalibyśmy sobie tak świetnie rady. Ta dziewczyna jest nie do podrobienia. Kompetentna i profesjonalna do bólu, wie co ma zrobić jeszcze zanim wydamy jej polecenia, w kontaktach z klientami jest po prostu genialna, zawsze ze wszystkim wyrabia się dużo przed czasem, rzeczy niemożliwe załatwia od ręki, tylko cuda zajmują jej pięć minut więcej czasu.
I teraz musimy zaleźć osobę, która choć w jednej czwartej będzie dorównywać Monice. Co ja piszę? Jakie musimy? Ja muszę! Bo to moja „działka” w firmie. „Dwa męskie Prezesy” to siła wykonawcza, „Prezes Damski” (czyt. Ja) to siła organizacyjna.
A więc czeka mnie rekrutacja. Yhhh na samą myśl mam gęsią skórkę. Ostatnią rekrutacją zajmował się Adam, co było dla naszej firmy swego rodzaju traumą, a w szczególności jej damskiej części. Co prawda Wojtek okazał się najlepszym zawodowcem, jakiego kiedykolwiek mieliśmy na tym stanowisku, ale niestety jednocześnie był najlepszy w umilaniu życia naszym paniom. Na szczęście jego kadencja w naszej firmie już niedługo się skończy.
Co do przepływu pracowników w naszej firmie to muszę powiedzieć, że jest znikomo mały. Mamy chyba najlepiej zgrany zespół pod słońcem. Od ośmiu lat ta sama ekipa, nie licząc Młodego (Damiana) i Wojtka. Bo tylko te dwa stanowiska są w naszej firmie „ruchome”.
No i teraz Monika się wyłamie, przynajmniej na jakiś czas. Obawiam się, że na ten „czas” zapanuje u nas wielki chaos, w najgorszym wypadku będę pracować 24h na dobę…


cdn.
 

 
Źle się dzieje, oj źle…
To, że Adam od zawsze na mnie działał to powszechnie wiedzieli wszyscy, którzy się z nami przyjaźnili. A ci, którzy się nie przyjaźnili, ale długo z nami przebywali, z pewnością coś podejrzewali. Zresztą, jak to zwykł mówić Daniel: „Miętę dało się wyczuwać na kilometr”.
Miętę – ale raczej ze strony Adama. Bo ja mięty żadnej nigdy nie czułam. Ani mięty, ani lubczyku, ani chemii, ani iskrzenia – nic. Z mojej strony zawsze była tylko i wyłącznie fascynacja. To fizyczność Adama zawsze mnie pociągała, to do tej fizyczności zawsze miałam słabość.
Najtrudniej zawsze jest w biurze. Ciągle muszę się pilnować, by nie wodzić za nim oczami, by nie wzdychać zbyt głośno i zbyt znacząco, by się nie gapić… Muszę udawać całkowicie obojętną i do bólu profesjonalną. Ciężko, ale jednak się udaje. Najgorsze jest to, że Adam wcale mi tego nie ułatwia. Drań jeden! I o ile mogę zrozumieć ciągłe chodzenie w garniturze, co po prostu uwielbiam i dziękuję w duchu w każdej chwili, że takie są wymogi biura, to jednak nie wybaczę mu tych poczochranych włosów i spojrzeń spod półprzymkniętych powiek, bo zawsze gdy kogoś słucha, to lekko przekrzywia głowę. Nie wybaczę, jak się odchyla w swoim fotelu, przytykając złączone palce wskazujące do warg pogrążając się w myślach. Nie wybaczę firmowego uśmiechu, którym obdarowuje każdą osobę tuż po tym, jak podpisze jakiś dokument. Nie wybaczę pogodnego „Dzień dobry wszystkim”, gdy wchodzi do biura.
I chociaż wiem, że robi tak odruchowo, to jednak w myślach wolę go przeklinać, że jednak robi to specjalnie.
No cóż, mam do niego słabość i nic na to nie poradzę.


cdn.
 

 
Weekend zapowiadał się niezwykle leniwie. W końcu, po 10 miesiącach, mogłam się cieszyć wolnym weekendem. Aby to uczcić postanowiłam zrobić sobie piątkowy wieczorór filmowy i zupełnie nie przejmować się godziną. Obejrzałam trzy filmy pod rząd, zjadłam tonę popcornu i wypiłam cztery reds’y. Położyłam się grubo po 4 nad ranem.
Już o ósmej, po niecałych czterech godzinach snu obudził mnie telefon. Adam, prosił i błagał żebym przyjechała do niego, gdyż tonie w stosie dokumentów…
- Adam, nie przyjadę, ledwo żyję, spałam 4 godziny i mam małego kaca.
- To ja przyjadę po ciebie, dobrze? Błagam…
- No dobrze, daj mi godzinę na ogarnięcie i zjedzenie śniadania.
- Masz pół godziny, a śniadanie zjemy u mnie.
I się rozłączył. Typowe dla niego, zresztą wiedział co robi, jeszcze chwila rozmowy a z pewnością bym się rozmyśliła.
Zwlokłam się z łóżka, wzięłam szybki prysznic, naciągnęłam sportowe spodnie i bluzę z kapturem, bo w końcu nie jechaliśmy do biura.
- Gdzie ty się tak załatwiłaś?? – zapytał, gdy już się usadowiłam w jego aucie.
- Nigdzie. Tzn. u siebie w domu, oglądałam filmy i piłam reds’a – jak zawsze.
- No ale to chyba nie był tylko jeden reds? – zapytał z kpiącym uśmiechem.
- Jeden nie. Cztery.
- Cztery? Hmmm ale jak w ogóle można mieć kaca po reds’ie???
- Ano jak widzisz można… Zresztą dobrze wiesz, że mi jeden łyk wystarczy, żeby mieć całodniowego kaca.
- Wiem, wiem, hehehe
Już na miejscu dostałam wielki kubek pachnącej kawy z dużą ilością mleka – czyli dokładnie taką jak lubię.
Ilość dokumentów po prostu mnie załamała. Gdy ja pobieżnie przeglądałam tą stertę, Adam w tym czasie szykował śniadanko. Chrupiąc tosty pogrążyliśmy się w syzyfowej pracy. Im więcej spraw porządkowaliśmy, tym więcej wychodziło do uporządkowania. Siedzieliśmy na wielkim łóżku i przerzucaliśmy się papierzyskami. Hmmm…. Jak za dawnych czasów, gdy ja pisałam eseje w języku angielskim, a Adam swoją pracę magisterską. Potrafiliśmy siedzieć po turecku na łóżku i godzinami się uczyć, odpytywać, sprawdzać… Nauka najczęściej kończyła się bitwą na poduchy… To były fajne czasy…
W trakcie pracy ucięłam sobie nawet małą drzemkę, hehehe.
Było już późne popołudnie, gdy oboje poczuliśmy głód.
- Maju, może skoczymy zjeść coś na miasto?
- No jeśli masz na myśli jakiś McDrive to nie ma problemu.
- Myślałem, że może skoczymy na małą kolację do jakiejś restauracji, masz ochotę?
Spojrzałam na niego – tak, on mógł jechać do restauracji: spodnie od garnituru, koszula, wystarczyło tylko założyć krawat…
- No jeśli restauracja to najpierw musimy jechać do mnie do domu, żebym mogła się przebrać. Bo chyba nie myślisz, że pójdę w dresach i adidasach?? Może lepiej zamówmy coś do domu co?
No więc tak właśnie zrobiliśmy. I było to najlepsze rozwiązanie, bo nie musieliśmy przerywać pracy.
… A po kolacji przeżyłam wielki szok… Już wiem, dlaczego ciągnął mnie do restauracji…
W pewnym momencie Adam wyciągnął małe pudełeczko, a w środku był pierścionek z wielkim brylantem… Już po raz trzeci to zrobił!!! Znowu mi się oświadczył… Skończyło się to wielką awanturą, niepotrzebnym wywlekaniem faktów z przeszłości… Na koniec oboje płakaliśmy…
…Poprosiłam, by odwiózł mnie do domu…

Kilkudniowy urlop... a raczej separacja dobrze nam obojgu zrobi.. Po paru dniach wrócimy do dawnego układu jak gdyby nigdy nic. Działało kiedyś, zadziała i tym razem.

cdn.
 

 
Pojechaliśmy do szpitala. Założyli mi kilka szwów, jak się okazało, kawałek szkła utkwił dość głęboko w ranie, fuj. Było mi słabo od tego wszystkiego, a ja naprawdę źle znoszę widok krwi, szczególnie swojej.
- Majka, zabieram cię do siebie, nie będziesz teraz wracać do domu.
- A mój samochód?
- Zaraz to załatwię.
Zadzwonił do Damiana, jeszcze był w firmie, razem z Moniką sprzątali ten cały burdel. Poprosił go, żeby wziął moje rzeczy i odprowadził auto pod jego dom, my już tam jechaliśmy. Damian już na nas czekał. Oddał mi kluczyki, torebkę i dokumenty.
- Jak się pani czuje? Wszystko w porządku?
- Tak, jest już ok. Dziękuję.
- Przepraszam, to wszystko moja wina.
- Nie Damian, tu nie ma twojej winy. Nic się nie martw.
- Słuchaj, weź mój samochód i jedź do domu, jutro mi podstawisz pod biuro ok.? Dzięki za pomoc. – Adam już mu organizował powrót do domu.
- Nie nie, szefie. Nie trzeba, dziękuję. Pojadę autobusem, mam stąd dobre połączenie.
- Na pewno?
- Tak. Do widzenia.
- Do jutra.

- Słuchaj, może ja już pojadę do domu, co? Dam radę prowadzić, nic mi nie jest.
- Mowy nie ma, zostajesz u mnie. Straciłaś sporo krwi, nie zostawię cię teraz samej, a już na pewno nie pozwolę wsiąść za kółko.
Jak zwykle ostro przesadzał.
Zaprowadził mnie do swojego mieszkania. Szczerze mówiąc to cieszyłam się z takiego obrotu sprawy, gdyż rzeczywiście nie czułam się najlepiej. W dodatku chyba przestawało działać znieczulenie.


cdn.
 

 
Jak się okazało, Wojtek potrzebował kilku faktur, których duplikaty mógł wystawić tylko Adam, a który był nieobecny. Wymyślił więc, że Damian powinien jechać do klienta i przywieźć kserokopie tych faktur. Damian odmówił twierdząc, że to absurd i nikt mu nie wyda kserokopii własnych dokumentów, tym bardziej, że nie miał upoważnienia Prezesa do ich odbioru. Wojtek oczywiście o tym wiedział, ale najwyraźniej poczuł się urażony, że jakiś „goniec” wytknął mu błąd…

- W takim razie ty mi je wystaw!
- Dobrze wiesz, że tego zrobić nie mogę. Do faktur ma dostęp tylko Adam. Musisz na niego poczekać, zresztą ma tu być za chwilę.
- Myślałem, że masz dostęp do wszystkich dokumentów… - powiedział z kpiną w głosie.
- Dobrze wiesz, że nie.
- Hmm dziwne, dostęp do jego łóżka masz, a głupich faktur nie możesz wystawić???
Tego już było za wiele.
- Damian, porozmawiamy później, zostaw nas teraz samych.
- Dobrze, proszę pani… Ale czy…?
- Później. Sprawdź czy Adam już przyjechał, niech natychmiast tu przyjdzie.
Wstał i wyszedł grzecznie. Gdy tylko zamknął drzwi, wstałam i wycedziłam przez zęby:
- Nigdy więcej nie waż się tak do mnie mówić! Jasne?
- A co? Uderzyłem w czułą strunę? – podszedł do mnie powoli, cofnęłam się do samego barku, a on znowu stanął zbyt blisko mnie.
- Chyba masz z tym wielki problem co? Nie możesz znieść tego, że nie robią na mnie wrażenia twoje zagrywki? Ostatni raz się tak zachowałeś. I ostatni raz wrzeszczałeś w biurze.
Wyciągnął swoją dłoń i położył ją na moim biodrze.
- Kotku, uwielbiam, gdy się złościsz, wiesz?
Bez chwili zastanowienia zamachnęłam się i uderzyłam go w twarz.
Złapał mnie za rękę, chciałam ją wyrwać, ale wtedy mocniej ją ścisnął i uderzył nią w tacę, na której stały szklanki. Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła i poczułam jak jeden kawałek wbija mi się boleśnie w środek dłoni. W tym samym momencie do biura wpadł Adam, a za nim Damian z Moniką. Wojtek momentalnie mnie puścił. Z mojej ręki leciała krew tak mocno, że na sam jej widok zrobiło mi się słabo. Adam szybko owinął mi rękę chusteczkami, ale niewiele to pomogło.
- Monika, przynieś szybko ręczniki. A ty zejdź mi z oczu, rozprawię się z tobą jutro. O 10 masz być w biurze!
Wojtek próbował coś powiedzieć, ale Adam mu na to nie pozwolił. Damian stał na środku gabinetu przerażony tym, co zobaczył. Monika przybiegła z ręcznikami. Byłam trochę oszołomiona ilością krwi.
- Chodź kochanie, zawiozę cię do szpitala, pewnie bez szycia się nie obejdzie. Moniko są jakieś spotkania dzisiaj jeszcze?
- Nie, nie ma.
- W porządku kończcie na dzisiaj.


cdn.
 

 
Tak jak myślałam, Wojtek wydzierał się na Damiana tak głośno, że nawet nie mogłam zrozumieć co wykrzykuje.
- Co tu się dzieje?! – Damian spojrzał na mnie ze strachem w oczach, chyba pierwszy raz usłyszał mój krzyk. Natomiast Wojtek nie przestał nawet na chwilę.
- Domagam się natychmiastowego zwolnienia tego chłopaka!!! To nieprawdopodobne, że ktoś tak nieprofesjonalny tu pracuje!!! I to pewnie ty sama go zatrudniłaś!!!
- Jako doskonały profesjonalista może przestałbyś krzyczeć i jak cywilizowany człowiek zaczął wyjaśniać spokojnie co się stało??!!
Na chwilę jakby go zatkało. Niestety musiałam też krzyczeć, żeby przebić się przez jego wrzaski.
- Nie będziesz mi mówić co mam robić!!! Kim ty tu niby jesteś??!!!
- Twoim szefem! I owszem, mam prawo mówić ci co masz robić! Na początek przestań krzyczeć! Zapraszam panów do mojego gabinetu. – otworzyłam drzwi do pokoju.
- To nie jest twój gabinet!!
- Owszem jest! Zapraszam.
Damian potulnie wszedł, natomiast Wojtek oczywiście musiał pokazać swoją pogardę do mojej osoby, nie ruszył się od razu, musiałam sobie jakąś minutę poczekać aż się łaskawie ruszy z miejsca. Z kpiącym uśmiechem na twarzy przeszedł ostentacyjnie obok mnie, zbyt blisko mnie, żeby można to było uznać za przyzwoite…


cdn.
 

 
Jechałam przez miasto jak szalona, łamiąc po drodze wszystkie możliwe przepisy. Awantura między Wojtkiem a Damianem? Mogła wyglądać tylko w jeden sposób – to Wojtek wrzeszczał na Damiana, a ten umierał ze strachu. Bo jakoś ciężko mi sobie wyobrazić kłócącego się Damiana, a już na pewno nie krzyczącego… Rany, co tam się działo?

Zaparkowałam na chodniku łamiąc tym kolejny przepis. Gdy wysiadałam, z biura wybiegła Monika, bardzo zdenerwowana.
- Dobrze, że już jesteś. Wojtek rozpętał tam piekło.
- Ja mu zaraz pokażę piekło… - wymamrotałam pod nosem. Byłam wściekła. Ten drań za dużo sobie pozwalał…


cdn.
 

 
Wojtek – nasz doradca finansowy, zatrudniony na zlecenie, tak jakby „chwilowo”. Co z niego za typ to już chyba wszyscy w biurze wiedzą! Bezczelny, arogancki, zapatrzony w siebie macho. Podrywa wszystko, co się rusza i ma spódniczkę, w dodatku dość wulgarnie, nachalnie i z tonem nie znoszącym sprzeciwu. No i na nieszczęście upatrzył sobie mnie. I ma gdzieś to, że jestem jego szefem. I mimo, że musiałam go zatrudnić, to niestety jeszcze nie mogę go zwolnić, bo jest potrzebny firmie jeszcze przez jakiś czas. Niestety dla nas, jest najlepszym fachowcem na rynku finansowym. Jednak z utęsknieniem czekam na dzień, kiedy z hukiem go wyrzucę… I mam nadzieję, że więcej nie będziemy go potrzebować, lub znajdziemy kogoś innego, równie dobrego lub nawet lepszego. W końcu nie ma ludzi niezastąpionych.

Damian – młody chłopak, ma 19 lat, jest studentem, a u nas pracuje jako goniec-kurier. Tak sumiennego i odpowiedzialnego chłopaka w tym wieku nie poznałam nigdy. W dodatku tyle w nim kultury osobistej i pokory, ze obdarowałby 10 takich Wojtków i jeszcze by mu zostało. Jako jedyny nie mówi do mnie po imieniu, bo uważa, że nie wypada. Mimo iż wiele razy mówiłam mu, że my wszyscy w firmie mówimy sobie po imieniu. No i mam wrażenie, że się mnie boi, zupełnie nie wiem dlaczego, nigdy nie dałam mu do tego powodów, nigdy też nie podniosłam na niego głosu. No cóż pewnie taki po prostu jest.

cdn.
 

 
Chwilę relaksu z kawą przerwał mi dzwonek telefonu. Dzwoniła Monika, nasza asystentka.
- Cześć Moniko, co tam?
- Czy nie przeszkadzam? Możesz rozmawiać?
- Tak, mogę.
- Słuchaj, musisz tu jak najszybciej przyjechać. Oni się zaraz pozabijają!
- Ale kto?? Co tam się dzieje?
- Wojtek i Damian, straszna awantura w biurze, proszę cię przyjedź tu szybko.
- Dzwoniłaś po Adama?
- Tak, kazał dzwonić po ciebie, on będzie najszybciej jak się tylko da.
- Ok., w porządku już jadę. Spróbuj jakoś ich uspokoić.
- Ok., ale pospiesz się.

No i tyle z mojego relaksu…


cdn.
 

 
Może wyjaśnię pokrótce strukturę firmy, żeby nie było co do tego wątpliwości.
Prezes Adam – największe „ciacho” (jakby to powiedziała nasza asystentka) firmy. Od siebie dodam tylko, że „moje” ciacho
Wice Prezes – Ja - Majka – nałogowa pracoholiczka.
Drugi wice – Daniel – długoletni przyjaciel Adama, mój zresztą też, tyle, że nieco krócej
Zarządzamy firmą we trójkę. Trójka przyjaciół tworząca biznesowy trójkąt.
Niestety ja jestem najmłodsza, nawet wśród naszych pracowników. Dlaczego niestety? Ale o tym później..

cdn.
 

 
Piłam sobie pyszną kawę w przytulnej kawiarence, mieszczącej się na ostatnim piętrze wielkiego i głośnego centrum handlowego. Należała mi się chwila relaksu po ciężkich negocjacjach w dodatku w języku obcym. Swoją droga, dlaczego ja? Ja w tej firmie jestem od zarządzania zasobami ludzkimi, a nie od prowadzenia rozmów i negocjacji. No ale co zrobić, jeden Pan Prezes w Poznaniu, drugi w terenie pokazywał Klientowi grunty, a ja jako trzeci Prezes odwalałam czarną robotę tylko dlatego, że się terminy nałożyły…

cdn.
 

 
Jestem dwudziestoparoletnią pracoholiczką..

No i to by było na razie tyle..

Reszta wyjdzie w praniu


cdn.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @Czarna Miazga: Bardzo mi miło, zapraszam do czytania :) Ale nie widzę Cię jeszcze na liście obserwowanych ;) ale oczywiście zapraszam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›