• Wpisów:230
  • Średnio co: 13 dni
  • Ostatni wpis:38 dni temu
  • Licznik odwiedzin:13 876 / 3234 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
To był jakiś koszmar... Wymiana zamków, Daniel nie odstępujący mnie na krok, panikujący i tworzący teorie spiskowe, unikanie Adama na wszystkie możliwe sposoby... Czułam się jak więzień, byłam zastraszona... Cholera jasna! Co się stało z moim życiem?! Gdzie podziałam się ja – niezależna i silna kobieta, dla której problemy zawsze były wyzwaniem? Dlaczego się bałam, dlaczego chciałam uciekać, chować się? Przecież to nie było w moim stylu. Czy coś mi groziło ze strony Adama? Czy powinnam była się go bać? Nonsens! Adam mnie kochał, a ja nie chciałam z nim być. Dlatego troszeczkę oszalał. Z bezsilności. Bo dobrze wiedział, jak bardzo jestem uparta i nieugięta, jak niezwykle rzadko zmieniałam zdanie, szczególnie jeśli dotyczyło mojego życia. Musiałam to po prostu przetrwać, przeczekać. Czułam, że powinnam mu jakoś ułatwić nasze rozstanie.
Może wynagrodzić... ?
Nie. Po prostu musiałam wyjechać, zniknąć z zasięgu jego wzroku, przestać rozdrapywać jego ranę, przestać zadawać mu ból swoją obecnością.
Musiałam też zapewnić spokój, już nie tylko sobie.
Przynajmniej na razie...

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Niestety nie wyszedł od razu. Podał mi wodę i poczekał, aż moja twarz odzyska kolory. Dopytywał, co się stało, dlaczego poczułam się słabo. Miałam ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że jestem z nim w ciąży. Ale co by to dało? Stertę dodatkowych problemów.
- Znowu ból żołądka?
- A jak myślisz? Adam, proszę cię jedź już, chcę zostać sama. Nic mi nie będzie. Zdążyłam się przyzwyczaić.
Odczekał jeszcze chwilę, potem wstał, zabierając ostrożnie z kanapy klucze.
- Przepraszam Maju, nie chciałem cię denerwować.
- Jasne... Idź już. Do widzenia... I zostaw te cholerne klucze!
Na szczęście nie zamierzał się już ze mną kłócić i odwiesił je grzecznie przy drzwiach. Byłam jednak pewna, że dorobił sobie zapasowe. Mogłam się spodziewać kolejnej jego wizyty, gdybym tylko nie odebrała od niego telefonu. Zadzwoniłam od razu do Daniela.
- Przyjedziesz po pracy do mnie?
- Jasne, przywiozę coś dobrego, ok.?
- Przede wszystkim przywieź nowe wkładki do zamków.
- Stało się coś?!
- Tak, Adam tu był...

cdn.
 

 
Zgrzyt klucza w zamku oderwał mnie skutecznie od strony z ofertami. Po dwóch sekundach do mieszkania wszedł Adam. Cholera jasna! Zapomniałam, że miał klucze...
- Co ty tu robisz?
- Przyjechałem porozmawiać. – a ten znowu swoje. Miałam tego dość.
- Oddaj mi klucze. – powiedziałam spokojnie, podchodząc do niego z wyciągniętą ręką, ale on cofnął swoją.
- Oddaj je natychmiast! – podniosłam głos.
- Spokojnie, Maja. Porozmawiajmy...
- Nie będę z tobą rozmawiać, wszystko już ci wyjaśniłam! A teraz oddaj mi klucze i wracaj do firmy! – próbowałam chwycić za klucze, ale wystarczyło, że Adam podniósł rękę, a już były poza moim zasięgiem.
- Co cię łączy z Danielem? Nie wyjdę stąd dopóki mi nie powiesz. A uwierz mi, że chcesz mi powiedzieć. Wycisnę to z ciebie...
Znowu groźba? Tego było już za wiele...
- Nic mnie z nim nie łączy, poza przyjaźnią! Co ty sobie znowu wymyśliłeś, do cholery?! – zaczynałam podnosić głos, byłam wściekła. – Przestań mnie terroryzować! O co ci chodzi, Adam?! Chcesz mnie zastraszyć? Chcesz, żebym się ciebie bała?! – krzyczałam na niego tak, jak on na mnie. Chyba był w lekkim szoku, nie spodziewał się ataku z mojej strony. Mimowolnie opuścił rękę z kluczami, a ja wykorzystałam ten moment.
- To dopiąłeś swego!! Boję się ciebie! Boję się twojej agresji i twojej siły!! Tego chciałeś?! – i wtedy zakręciło mi się w głowie. Chwyciłam szybko oparcie kanapy, żeby nie upaść. Moje kolana zrobiły się dziwnie miękkie.
- Maja? Co ci jest? – przytrzymał mnie za ramiona i pomógł usiąść na kanapie. – Wszystko w porządku?
- Nie! I nie dotykaj mnie...
- Co się dzieje?
- Nic, wyjdź stąd. Proszę cię, idź już sobie...

cdn.
  • awatar Gość: i co dalej...? czekam z niecierpliwością~!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Do późnych godzin nocnych buszowałam w sieci w poszukiwaniu odpowiedniego miasta, do którego miałam się przenieść. Musiał to być rejon, w którym nie prowadziliśmy żadnych interesów, i na które nie zanosiło się w najbliższym czasie. A najlepiej w ciągu dwóch czy trzech lat. Potem szukałam mieszkania. Położyłam się bardzo późno, a więc i pospać miałam sobie trochę dłużej. W końcu mogłam sobie na to pozwolić.
Ale nic z tego. Rano obudził mnie dzwonek telefonu. Adam. Dzwonił i dzwonił i najwyraźniej zamierzał się dodzwonić. Doszłam do wniosku, że jeśli nie odbiorę to pewnie tu przyjedzie, a tego wolałam uniknąć.
- Halo.
- Majka, czemu nie odbierasz?!
- Bo śpię...
- Jak to? Nie będziesz dzisiaj w pracy?!
Spojrzałam na zegarek – Daniel powinien być już w biurze i powiadomić Adama o wszystkim. Najwyraźniej tego nie zrobił. Albo nie zdążył. Albo Adam mu nie uwierzył.
- Nie. Zostałam w domu i tu będę od dzisiaj pracować. I tak już niewiele mam do zrobienia w firmie, moja obecność tam nie jest konieczna. Poza tym, nie chcę cię irytować swoją osobą...
- Co ty pieprzysz, Majka?!
- Licz się ze słowami.
- Przepraszam... ale jakie irytować?!
- Sam widzisz... tak będzie lepiej. Do widzenia.
Rozłączyłam się nie czekając, aż mi odpowie. Nie miałam ochoty na dalszą rozmowę. To już nie był ten Adam, którego znałam. Zniknęła jego łagodność i dobre wychowanie. W zamian pojawiły się złość i agresja. Nie chciałam pamiętać takiego Adama...

cdn.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @sliweczka: zgadza się.
  • awatar sliweczka: nie wiem, może się nie znam, ale czasami ludzie robią i zachowują się tak, gdy już nic nie działa, jak dziecko tupiące nóżką
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Miałam zacząć się bać? Czy to było ostrzeżenie? A może już groźba? Może Daniel miał rację i nie powinnam była pojawiać się już w pracy? Może trzeba było zostać w domu? Zanim wdrapałam się na górę ułożyłam sobie plan działania. Zdecydowałam, że jutro zostanę w domu. Tam też mogłam pracować, w końcu mieliśmy telefony, Internet, gońca. W ostateczności mogłam na chwilę przyjechać do biura, gdyby była taka potrzeba, Rzeczywiście niepotrzebnie prowokowałam Adama swoją obecnością.
- Maja, co ci się stało? – Daniel był dziwnie zaniepokojony moim widokiem i przyspieszonym oddechem.
- Weszłam tylko po schodach, spokojnie, jeszcze nie umieram.
- Wariatka...
Poszłam za nim do jego gabinetu obwieścić nowinę. Bardzo się ucieszył, że w końcu zmądrzałam i postanowiłam zadbać o swój spokój. Ustaliliśmy, że Adam dowie się nazajutrz od niego, co by przypadkiem nie wybuchła kolejna awantura. Już i tak zbyt wiele stresów przeżyłam. A to nie było dobre dla mojego maluszka.

cdn.
 

 
- Majka, musimy porozmawiać. – aż podskoczyłam ze strachu. Adam pojawił się nie wiadomo skąd.
- Zwariowałeś?! Po co się tak skradasz?
- Musisz ze mną w końcu porozmawiać.
- Bo co? Zamkniesz mnie tu w sklepiku?
- W windzie przegiąłem, przepraszam. Ale nadal chcę z tobą wyjaśnić parę spraw.
- A ja nadal nie mam ci nic do powiedzenia. Adam, zostaw mnie w spokoju. Chyba, że tym sposobem chcesz mi powiedzieć, że mam się tu już nie pokazywać?
Zrobił zdziwioną minę i na chwilę jakby zapomniał, po co tu za mną przyszedł.
- O czym ty teraz mówisz?
Zabrałam swoją sałatkę i wyszłam zupełnie go ignorując. Dogonił mnie przy schodach.
- Maja? Dlaczego przestałem cię rozumieć? Wyjaśnij mi cokolwiek, proszę!
- Odchodzę z firmy. Nie chcę być z Tobą. Chcę zacząć nowe życie. Bez was. Bez ciebie. Od nowa. Chcę żebyś dał mi spokój. Pracuję do końca października, ale jeśli chcesz, to już jutro mnie tu nie będzie. Wszystko zrozumiałeś?
- Nie pozwolę ci na to. Nigdy...
- Nie masz na to wpływu, Adam...
- Jeszcze zobaczymy!

cdn.
 

 
Wolny dzień oczywiście sobie odpuściłam. Bo przecież co ja bym robiła cały dzień w domu? Oszalałabym z nudów. A w biurze zawsze było ciekawie, zawsze coś się działo. Ktoś na kogoś wrzeszczał, ktoś kogoś terroryzował, ktoś kogoś zamykał w windzie... Nie mogłam tego przegapić. Daniel był wściekły, że nie zostałam w domu. Nie odezwał się do mnie nawet słowem przez całą drogę do pracy. No może oprócz zdania, rzuconego poirytowanym głosem gdzieś w przestrzeń, na temat uroków stania w porannym korku, w drodze do pracy liczącej ponad czterdzieści kilometrów. Bo po jaką cholerę posiadać mieszkanie w innym mieście, skoro można mieszkać niemalże w biurze, prawda?
Pracy było sporo, ale na szczęście Daniel dbał o to, żebym się nie przemęczała, nie zrobił też zapowiadanej awantury Adamowi. Chociaż wiedziałam, że i tak ta rozmowa się odbędzie, tyle, że nie w mojej obecności. Chciałam w końcu mieć wszystko za sobą. Wsiąść do auta i wyjechać daleko stąd. Znaleźć spokojne i ciche miejsce, w którym mogłam czekać na pojawienie się maluszka. Miałam być tam sama. Trochę mnie to przerażało, ale decyzja zapadła. Chciałam się odciąć od dotychczasowego życia. Wiedziałam, że będzie to bardzo trudne, ale tego właśnie pragnęłam.

cdn.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @blondyna91: "umiesz liczyć - licz na siebie" - tak było odkąd pamiętam. Strach był i jest zawsze, ale jeśli nie masz innej opcji, musisz dać radę.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @sliweczka: wtedy byłam daleko od bliskich :(
  • awatar sliweczka: nic nie piszesz o kontaktach z bliskimi - dlaczego? nie miałaś wsparcia od nich?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Pukanie do drzwi łazienki, pomimo iż delikatnie, to jednak mnie wystraszyło.
- Majka, wszystko w porządku?
- Yyyy, obudziłam Cię? Sorry...
- Podejrzewam, że połowie mieszkańców w tym budynku zastąpiłaś budzik.
Chciałam coś powiedzieć, ale nie zdążyłam...
Wyszłam po jakiś pięciu minutach. Daniel nadal stał pod drzwiami.
- Jesteś zielona, wiesz? – uśmiechał się szeroko, ale wcale nie poprawiło mi to humoru.
- Bardzo chętnie się z tobą zamienię.
- Nie, dzięki. Majka, czy wszystko w porządku? To nie jest normalne...
- Daniel, masz dwoje dzieciaków... Twoja żona nigdy nie miała porannych mdłości?
- Miała. Ale w twoim przypadku trudno nazwać to mdłościami...
- Oj tam. Czepiasz się. – zawróciłam szybko do łazienki. No dobra, przyznaję. To nie było normalne. Ledwo się obudziłam, a już byłam wykończona kilkoma seriami torsji. W dodatku Daniel kolejny raz był tego świadkiem. Niedobrze. Postanowiłam sobie, że to ostatni raz. Więcej to „odpoczywanie” nie mogło się powtórzyć. Byłam wdzięczna Danielowi za to, że się mną opiekuje, ale dość tego. Zamierzałam wkrótce wyjechać i nie mogłam się przyzwyczajać do obecności drugiej osoby...
Żeby nie tęsknić...
Żeby nie cierpieć...

cdn.
 

 
Obudził mnie ból kręgosłupa. Przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem, z kim i dlaczego było ciemno. Ale po chwili świadomość wróciła. Było po północy, Daniel spał dziwnie oparty w pozycji półsiedzącej. To sobie poodpoczywaliśmy oboje... Musiałam wstać i rozprostować plecy, nie dało się tego zrobić nie budząc Daniela.
- Maja? Co się stało? Gdzie... o w mordę... przepraszam cię...
- Weź przestań. Pospaliśmy sobie, hehe.
- Yyy... nooo... daj mi chwilę, już się zbieram...
- Daj spokój Daniel, przecież możesz zostać. Zaraz przyniosę ci poduchę i koce.
- Nooo, gdyby Adam się dowiedział...
- To by sobie całą resztę dopowiedział. Cały on. Daj spokój. Idziemy spać.

cdn.
 

 
Całą drogę do mojego domu przebyliśmy w milczeniu. Daniel prowadził, a ja dochodziłam do siebie. Przez najbliższy tydzień nawet nie spojrzę na jakąkolwiek windę. Gdyby nie pewien windowy wypadek z dzieciństwa, pewnie skończyłoby się tylko na ostrej kłótni w zamkniętej puszcze, zawieszonej na którymś piętrze. Ale niestety, tym razem Adam miał przewagę i wygrał. Doskonale znał moją fobię i bez skrupułów ją wykorzystał.
- Wiesz co, mała? Byłem przeciwny, gdy się dowiedziałem, że chcesz wyjechać. Byłem. Ale teraz uważam, że to dobry pomysł. I zamierzam ci w tym pomóc.
- O... to jakaś nowość.
- Adam przegina, zupełnie oszalał. On nie jest sobą. Ja rozumiem, że wariuje z miłości do ciebie i nie może się pogodzić z tym, że nie chcesz z nim być. Ale nie może cię straszyć i terroryzować. Jesteś w ciąży i potrzebujesz spokoju!
- Tylko, że on o tym nie wie.
- To nie ma nic do rzeczy. Nie powinien się tak zachowywać. Przemówię mu jutro do rozumu.
- Daniel, ja nie chcę słyszeć waszych kłótni.
- I nie będziesz, bo zostajesz w domu.
- A biuro? Nie mogę tak z dnia na dzień odejść. Przecież wiesz, jak ważna jest dla mnie ta firma. To takie moje „dziecko”...
- Którym zajmę się ja, za nas oboje. A ty zajmiesz się teraz swoim maluchem, które masz tu. – położył swoją dłoń na moim brzuchu. W pierwszej sekundzie dziwnie się poczułam, bo jeszcze nikt go nie dotykał oprócz mnie. Ale po chwili było to całkiem przyjemne i ciepłe uczucie. Takie bliskie... Daniel będzie cudownym wujkiem. Byłam szczęśliwa, że był przy mnie i mnie wspierał. Przytuliłam się do niego i w końcu pozwoliłam sobie na odpoczynek.

cdn.
  • awatar sliweczka: Daniel coś do Ciebie ma. Ale sęk w tym, że dziewczyny podkochują się zazwyczaj w największych skurwysynach. lol
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Słyszałam całą ich rozmowę. I bałam się, że Daniel się wygada. Albo że powie coś nieodpowiedniego, że Adam się domyśli. Na szczęście nic takiego się nie stało. Daniel ostro go opieprzał.
- Adam, co ty wyprawiasz? Człowieku, opanuj się. Wykończysz ją psychicznie!
- Nie przesadzaj, nic jej nie robię. Fakt, z tą windą przesadziłem. Zapomniałem, że ma klaustrofobię.
- Ja się w ogóle dziwię, że ona jeszcze stąd nie uciekła! Albo że cię nie zabiła. Bo ja aktualnie ledwo się powstrzymuję. Ty zamykasz firmę, a ja odwiozę ją do domu...
- Oczywiście...
- Aha... i do twojej wiadomości – nie jesteśmy razem!

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Spojrzałam niepewnie na drzwi, ale one ani drgnęły.
- Adam...
- Nie wyjdziemy stąd dopóki mi nie odpowiesz.
- Adam... otwórz drzwi... – zaczynało brakować mi oddechu. Zaczynałam się bać. Czułam jak do moich oczu napływają łzy...
- Majka, powiedz mi!
- Otwieraj! – uderzyłam dłonią w te przeklęte drzwi. I byłam gotowa zacząć w nie kopać, byleby tylko wyjść z tej beztlenowej klatki. Adam zbliżył się do mnie, próbował mnie objąć, widział, że wpadam w panikę.
- Spokojnie... – wiedział, że to nie żarty i odblokował drzwi. Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść, ale przytrzymał mnie za rękę.
- Maja, poczekaj... – w tym momencie zamachnęłam się torbą. Nie wiem, czy w niego trafiłam, nie wiem, czy upadła, nic mnie to nie obchodziło. Za rogiem było nasze biuro i musiałam się uspokoić, zanim tam wejdę.
Prawie w drzwiach spotkałam wychodzącą Monikę.
- O, już jesteście. Czy mam zostać dłużej? Potrzebujecie mnie?
- Nie nie, leć do domu. Daniel jeszcze jest?
- Tak, rozmawia przez telefon.
- Ok., dzięki i do jutra. – od razu poszłam do naszego gabinetu. Adam pojawił się w nim kilka sekund później.
- Twoja torba...
- Nawet się do mnie nie zbliżaj! – przechodząc obok niego wyrwałam mu torebkę z ręki i poszłam do aneksu. Musiałam się szybko uspokoić. I napić wody. Miałam sucho w ustach i nadal ciężko mi się oddychało. Oczywiście śliska szklanka musiała wypaść mi z ręki i z wielkim hukiem rozbić się o kafle. Daniel od razu wybiegł z gabinetu.
- Co tu się dzieje i co to za krzyki?! – od razu do mnie przybiegł.
- Maja zostaw to, ja pozbieram. Co się stało?! – od razu mnie mocno przytulił. – I dlaczego się cała trzęsiesz?!
Wtuliłam się w niego mocno i próbowałam nie rozpłakać.
- No, spokojnie mała, co się stało? Adam cię wkurzył?
- Nie. Zamknął w windzie, bo myśli, że ja i ty...
- Co?! Czy on jest kurwa nienormalny?! Poczekaj tu.
- Daniel, proszę cię...
- Zaraz wracam.

cdn.
 

 
Byłam przeszczęśliwa, gdy w końcu zatrzymaliśmy się na parkingu. Wysiadłam tak szybko, że aż zakręciło mi się w głowie. Na szczęście Adam tego nie zauważył. Nie miałam zamiaru na niego czekać i od razu ruszyłam do budynku.
- Majka! Zaczekaj!
- Wal się. – warknęłam pod nosem i szłam dalej. Ale po sekundzie mnie dopędził.
- Ej, mała, no nie gniewaj się już. Przeprosiłem przecież.
- I co z tego? Zrobiłeś to specjalnie.
- Nie przesadzaj. A właśnie...- zaczął gdy czekaliśmy na windę. – Co cię łączy z Danielem?
Aż się zapowietrzyłam! Nie wierzyłam własnym uszom!
- Słucham?
- Pytam, co cię z nim łączy? Bo wygląda to na dość bliską... zażyłość.
- Przyjaźnimy się, ale przecież ty to doskonale wiesz.
- Niby tak, ale... ostatnio nie układa mu się z żoną...
- Aha. I ty uważasz, że mam ochotę jeszcze bardziej to zepsuć i jednocześnie się pocieszyć, tak?... Dzięki Adam... – wsiadłam do windy totalnie oburzona, żałując, że nie mam sił na pójście schodami.
- Nie odpowiedziałaś mi na pytanie.
- Uznam, że w ogóle nie padło...
- Chce wiedzieć! Co cię z nim łączy?! – podniósł głos, na szczęście dojechaliśmy na nasze piętro.
Ale drzwi się nie otworzyły...

cdn.
 

 
Któregoś dnia, zaraz po wejściu do biura, Adam oznajmił, że jedziemy oboje w teren, zrobić jakąś wycenę dla bardzo ważnego klienta. Niestety nie udało mi się wykręcić: Daniel miał umówione spotkania w biurze, nie było nikogo, kto mógłby mnie zastąpić. Złym samopoczuciem wolałam się nie wykręcać, choć to akurat była prawda. Nie chciałam obudzić w nim jakiejkolwiek troski czy chęci pomagania mi. Musiałam jechać.
Starałam się z nim rozmawiać spokojnie i tylko wtedy, gdy była taka potrzeba. Walczyłam sama z sobą, żeby nie wybuchnąć przy jego próbach sprowokowania mnie. Wygrałam. Ale ta walka pochłonęła całą moją energię. Czułam się jeszcze gorzej niż rano.
- Adam, skończyliśmy już, prawda? Czy możemy wracać do biura?
- Jasne. A po drodze coś zjemy.
- Nie.
- Nie jesteś głodna? Bo ja bardzo.
- To sobie zjesz w biurze. Nie mam ochoty nigdzie jeździć i niczego jeść. Jestem zmęczona i chcę wracać już do domu.
- Może cię odwiozę?
- Dziękuję, sama się odwiozę.
Chciałam szybko wracać, ale nie aż tak. Adam jechał jak wariat. Dobrze wiedział, drań jeden, że nie czułam się pewnie przy takich prędkościach, gdy to nie ja byłam kierowcą. Kolejna prowokacja. W końcu nie wytrzymałam.
- Adam, czy możesz zwolnić?
- Dlaczego? Boisz się? – zapytał patrząc na mnie, zamiast przed siebie. I dokładnie w tym samym momencie auto jadące przed nami postanowiło zmienić pas, wjeżdżając przed naszą maskę. Adam gwałtownie nacisnął hamulec, a ja odruchowo zasłoniłam ręką brzuch. Miałam nadzieję, że tego nie zauważył. Na szczęście szarpnięcie nie było duże.
- Do jasnej cholery , Adam!!!!! – wydarłam się na niego.
Cicho przeprosił i zwolnił. Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. Miałam ochotę go zabić.

cdn.
  • awatar Gość: no nie dziwię się, że chciałaś go zabić... Wesołych Świąt!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kolejny tydzień okazał się kolejnym koszmarem. A raczej jego ciągiem dalszym. Adam przechodził samego siebie. I chyba nie do końca był zdecydowany, która opcja uprzykrzania mi życia bardziej mu się podoba: bycie wrednym sukinsynem, czy łagodnym barankiem. Czasami miałam wrażenie rozdwojenia jaźni. Nie byłam tylko pewna czy swojej własnej, czy jego.
Najgorsze były dni kiedy zostawaliśmy w firmie, a Daniel był w terenie. Nie miałam swojego sojusznika, swojego wybawcy. Nie miałam też się komu poskarżyć. Chociaż akurat pod jego nieobecność, Adam grał łagodnego baranka. Nie miałam zielonego pojęcia dlaczego to robi. Przecież bez Daniela w pobliżu byłam tak jakby „bezbronna”. Właśnie wtedy powinien atakować. Nie rozumiałam jego chorej gry.

cdn.
 

dziewczynaprezesa
 
misiek007
 
4U


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Nie wysiadł. Zaczął przepraszać i wyjaśniać, że źle go zrozumiałam. Może i tak, ale miałam już powyżej dziurek w nosie ciągłych szantaży, gróźb, awantur i krzyków ze strony Adama. Chciałam stąd uciec, jak najszybciej.
Tak, byłam tchórzem, chciałam uciec i schować się do jakiejś dziury, oby głęboko. Nie chciałam walczyć. Po pierwszej porażce nie miałam ochoty wstawać i próbować kolejny raz. Chociaż raz w życiu chciałam pójść na łatwiznę, odwrócić się od problemu i odejść...
Gdy byliśmy już u mnie w domu, Daniel zapytał:
- Maja, ale dlaczego chcesz wyjechać? Bo nie bardzo rozumiem. Ok. odeszłaś od Adama, odejdziesz z firmy. Ale wyjazd? I to w tajemnicy przed wszystkimi, nie wiadomo dokąd?
- Tak postanowiłam.
- Yhhh. Czy powiesz Adamowi o dziecku?
- Nie wiem... pewnie tak, kiedyś...
- Maja..., czy ty wyjeżdżasz żeby... czy ty zamierzasz... czy chcesz...? – miał taką przerażoną minę, że aż mi się go zrobiło żal.
- Zwariowałeś?? Nawet nigdy o tym nie pomyślałam. Nie byłabym w stanie zrobić krzywdy własnemu dziecku.
- Przepraszam, tak to trochę zabrzmiało...
- Nie chcę teraz mówić Adamowi, zobacz co się dzieje, co on wyprawia. Tak szczerze mówiąc, ja się po prostu boję. Nie wiem do czego on jest zdolny. Nie chcę być jego więźniem. Ja wyjadę, on ochłonie, a gdy mu przejdzie, wtedy się z nim skontaktuję. Nie czuję się teraz bezpiecznie. Dlatego chcę wyjechać. Robię to dla mojego dziecka.
- Waszego dziecka...
- Daniel, błagam, nie utrudniaj mi tego... Przecież sam dobrze wiesz, że nic by z nas nie było. Nie pasujemy do siebie. Nie potrafimy być ze sobą w prawdziwym związku, jak normalni ludzie. Potrafimy stworzyć luźny związek, bez zobowiązań, potrafimy stworzyć zespół w pracy, ale to wszystko. Przecież próbowaliśmy to zmienić, staraliśmy się i zobacz co zostało? Tylko ból i cierpienie...
- I wasze dziecko...
Rozpłakałam się. To bolało. Bolała świadomość, że wszystko się posypało, że się nie udało, że się nawzajem skrzywdziliśmy. Zostałam sama i musiałam być silna, musiałam dać radę. Już nie tylko dla siebie...

cdn.
 

 
- Trzeba było mu od razu powiedzieć, że nie wolno mnie denerwować, bo jestem w ciąży!! Daniel, do cholery! Chcesz mnie wsypać? Jeśli Adam się o tym dowie, to w życiu nie pozwoli mi wyjechać! – czekałam ponad godzinę na to, żeby móc go opieprzyć.
- Wyjechać? Jak to wyjechać? Dokąd? I dlaczego ja nic o tym nie wiem?
- Właśnie się dowiedziałeś... Już postanowiłam. Chcę odejść z firmy i wyjechać daleko stąd, daleko od Adama.
- Ode mnie też?
- No niestety tak wyszło... Moja wojna z Adamem zbierze swoje ofiary...
- Cudownie... Nie pozwolę ci na to, Maja.
- Daniel, z całym szacunkiem, ale nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia. Już postanowiłam.
- Ale Adam ma.
Nie! No tego już było za wiele! Zatrzymałam się gwałtownie na poboczu. Byłam wściekła!
- Wysiadaj!
- Majka, no co ty?! Zwariowałaś?!
- Daniel, jak możesz? Najpierw przysięgasz, że jesteś po mojej stronie, potem oferujesz swoją pomoc, a teraz mnie szantażujesz? To podłe... Proszę bardzo, idź do Adama i wszystko mu powiedz. Mam to gdzieś! Wysiadaj!

cdn.
  • awatar Gość: bardzo mnie ciekawi co dalej z dzidzią
  • awatar Gość: czekam na c.d.! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Maja, co ty wyprawiasz?! – Daniel dorwał mnie w aneksie na godzinę przed końcem pracy.
- Cicho! Nie tutaj! – pewnie połowa biura go słyszała. I oby Adam nie należał do tej połowy. I lepiej żeby nie wyciskał z Daniela żadnych informacji.
- Ok., więc odwiozę cię do domu.
- Mam tu swoje auto.
- Nie ważne, do cholery, jadę z tobą!
- Daniel, ja cię proszę, ty się uspokój natychmiast! Już dość mam swoich problemów!
Zajęliśmy się pracą. A przynajmniej próbowaliśmy. Daniel zachowywał się tak, jakby rozumem zamienił się z siedmioletnim harcerzem. Ciągle robił jakieś wycieczki do naszego gabinetu, jakieś podchody, zabawy w „sto pytań do”. Miałam ochotę wstać i go uderzyć. Ale z całych sił starałam się nie zauważać tych jego wygłupów.
- Daniel, ty dobrze się czujesz dzisiaj? – Adam wyraźnie zaczął coś podejrzewać.
- Jasne, jasne. Za dużo kawy wypiłem...
- Jesteś pewien, że to była tylko kawa?
- Oj daj mi spokój, zajmij się lepiej Majką!... Tzn. swoją pracą, żebyś jej nie denerwował!! – Adam spojrzał na niego zdziwiony, a ja ledwie się powstrzymałam przed zabiciem tego papli.
- Daniel, skopiuj mi, proszę, raporty tygodniowe z ostatnich sześciu miesięcy, ok.? Muszę dzisiaj zabrać trochę pracy do domu. – Patrzył na mnie, jakbym zaczęła mówić w języku hebrajskim. Naprawdę miałam ochotę zrobić mu coś bardzo bolesnego...
Na szczęście w porę się opamiętał i poszedł psuć kserokopiarkę.
- Maja, czy wszystko w porządku? – ha, dobre pytanie, tylko dlaczego skierowane do mnie?
- Ze mną na pewno, a z Danielem... no jak zwykle chyba.
- No tak... czy potrzebujesz ode mnie czegoś? Jakiś dokumentów, raportów, pomocy?
- Nie... dzięki. – A temu co się nagle stało?! Zaczynałam się bać. Ta nagła uprzejmość i chęć pomocy była co najmniej podejrzana. Bo nie wierzyłam, żeby mój prawnik, w najmniejszym choćby stopniu, sprawił, by Adam miał się na baczności. Adam nie należał do osób, które można zastraszyć. O jakiejkolwiek manipulacji można było również zapomnieć. On zawsze robił to, co chciał. Zawsze uparcie dążył do celu. I zawsze do niego docierał. Zawsze też zdobywał to, na czym mu zależało. Człowiek sukcesu...
Najgorsze było to, że w tym momencie zależało mu na mnie...

cdn.
 

 
Dwa dni później przyjechałam do biura w towarzystwie mojego prawnika. Czas było definitywnie zakończyć tą całą farsę, tą zabawę w kotka i myszkę, ten cały pieprzony cyrk. Poprosiłam Monikę, aby zajęła się panem Markiem, a sama skierowałam się do gabinetu Adama. W sumie mojego też, bo to był nasz wspólny gabinet. Na szczęście już niedługo...
- Czy coś się stało? – zapytał niepewnie, gdy dość zdecydowanie zamknęłam drzwi.
- Tak. Za chwilę masz spotkanie.
- Nie przypominam sobie żebym dzisiaj miał jakieś spotkania... – ten jego uszczypliwy ton, miałam nadzieję, że już wkrótce nie będę musiała go wysłuchiwać.
- Oczywiście, że nie, sama się o to postarałam. – Musiałam mu się odgryźć, po prostu musiałam. – Masz dzisiaj spotkanie ze mną i moim prawnikiem, będziemy omawiać moje odejście z firmy, które tak skutecznie utrudniasz.
- Bierzesz mnie z zaskoczenia? – był wyraźnie zdenerwowany.
- Oczywiście, że nie. Przecież ciebie nie można niczym zaskoczyć. Zresztą, z pewnością byłeś na to przygotowany od dawna. Moja cierpliwość, jak się okazało, nie jest bezgraniczna. Jeśli jednak potrzebujesz trochę czasu na przygotowanie to...
- Dawaj go tu!
- Adam, proszę cię, tylko się zachowuj...
- Masz mnie za jaskiniowca?!
- Jesteś pewny, że chcesz usłyszeć moją odpowiedź?
Posłał mi tak nienawistne spojrzenie, że przez ułamek sekundy zastanawiałam się, czy kiedykolwiek widziałam w jego oczach tyle złości, w dodatku skierowanej w moją stronę... Nie widziałam. Nigdy.
Na szczęście rozmowa przebiegła w kulturalnej atmosferze. Bez krzyków, rzucania papierami, fochów, itp. Czyli miałam rację, Adam tylko na mnie wyładowywał swoje frustracje. Ustaliliśmy, że przez najbliższy miesiąc dokończę wszystkie rozpoczęte sprawy, przeszkolę wyznaczoną przez siebie osobę do przejęcia większości moich obowiązków i zajmę się tonami dokumentów. W tym czasie Adam zobowiązał się dopełnić wszelkich formalności, abym bez finansowego szwanku wyszła cało z tej przeklętej spółki. Wszystko wyglądało pięknie i ładnie, tylko gdzie był haczyk??

cdn.
 

 
We wtorek, 16 września lekarz potwierdził dziesiąty tydzień ciąży. Wszystko było w najlepszym porządku, płód rozwijał się prawidłowo. Jedyny problem stanowił mój spadek wagi, ale wkrótce miało się to zmienić. A więc nasz urlop z Adamem okazał się niezwykle owocny...
Przed gabinetem czekał na mnie Daniel.
- I jak? – chwycił mnie mocno za rękę, gdy szliśmy do samochodu.
- Wszystko ok... 10 tydzień...
- Gratuluję, mała. – pocałował mnie w czoło i krótko przytulił. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wsiedliśmy do auta i jechaliśmy do mnie. Dotknęłam swojego brzucha. A więc tam w środku było życie. Jeszcze maleńkie. Niczego nieświadome. Ale biciem serduszka już odmierzało czas do spotkania ze mną. Miałam zostać mamą. W tamtej chwili poczułam się spokojna i szczęśliwa...
Tylko co dalej?

cdn.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @Lenny K.: Ależ nie ma za co. A ciąg dalszy nastąpi ;)
  • awatar Gość: ajjj, to przepraszam za nieuwagę! A dziecko przyszło na świat?
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @Lenny K.: Jak pisałam w komentarzach niżej - to moja historia sprzed trzech lat (mój pamiętnik) stąd czas przeszły ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
- I co teraz? Powiedziałaś Adamowi? Komukolwiek?
Wytłumaczyłam mu spokojnie, że jeszcze nikt nie wie i absolutnie nikt nie może się dowiedzieć. Nie postanowiłam jeszcze, co będzie dalej i nie chciałam, żeby ktokolwiek wpływał na moją decyzję. A już w szczególności Adam. Nie mógł wiedzieć o ciąży, a przynajmniej nie teraz.
W pierwszej kolejności, chciałam iść do lekarza. Potem rozmowa z moim prawnikiem. Musiał być jakiś sposób na to, żeby przyspieszyć moje odejście z firmy. A potem...
Daniel uparcie twierdził, że powinnam od razu powiedzieć Adamowi o ciąży. Że powinien teraz być przy mnie, zająć się mną i dzieckiem, że powinniśmy dojść do porozumienia, pogodzić się, wrócić do siebie itd. Tego się właśnie obawiałam. Musiałam mu przypomnieć, po czyjej był stronie. Mimo wszystko obiecał się nie wygadać. Zaoferował również swoją pomoc. I powiedział, że będzie mnie wspierać w każdej decyzji, jaką podejmę, nawet jeśli będzie sprzeczna z jego zdaniem. Miałam nadzieję, że dotrzyma słowa. Potrzebowałam go bardziej niż kiedykolwiek. Tak naprawdę tylko na niego mogłam teraz liczyć.

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- Spokojnie mała, nie możesz tak płakać. Dasz sobie radę, nie jesteś sama, pomogę ci. Adam już trochę odpuścił.
- Nie...
- Zobaczysz, że da ci spokój.
- To nie o to chodzi...
- Odejść z firmy też ci pozwoli. Nie może przecież zatrzymać cię siłą. Utrudnia wszystko, to fakt, ale on już taki jest, przecież go znasz.
- Daniel! Tu nie chodzi o Adama...
- A o co? Co się stało?
- Nie mogę ci powiedzieć, nie wiem po czyjej stronie jesteś...
- No wiesz?! Teraz to mi dowaliłaś...
- Wybacz. Chciałam powiedzieć, że nie wiem, po czyjej stronie będziesz, gdy ci to powiem.
- No zaraz się obrażę!
- Daniel. To poważna sprawa, nie kpij sobie!
- Maja, Adam to mój przyjaciel, od zawsze. Ale dobrze wiesz, że za każdym razem broniłem ciebie.
- Tak, ale tym razem może być inaczej.
- No weeeeź!! Zabiłaś kogoś czy jak?!
- Yhhh,... wręcz przeciwnie...
Chyba był w szoku. Nic nie rozumiał. I miał coraz głupszą minę. A ja nie potrafiłam mu tego powiedzieć.
- Poczekaj tu chwilę. – wstałam i poszłam do łazienki. Gdy wróciłam, położyłam przed nim trzy testy. Patrzył na nie tępo dobre dwie minuty.
- Maja... czy wy?... Czy ty...?
- Dokładnie tak.
- O kurwa!...

cdn.
 

 
W niedzielny wieczór z łóżka wyciągnęło mnie nerwowe walenie do drzwi. Wystraszona pobiegłam otworzyć. Na szczęście to był tylko Daniel.
- Zwariowałeś?!
- Majka! Wszystko w porządku?! – chwycił mnie w objęcia i długo nie wypuszczał.
- Daniel, dusisz mnie!
- Przepraszam. – poluzował trochę uścisk, ale dalej mnie nie puszczał.
- Yyy, Daniel? Stało się coś? – w końcu udało mi się od niego uciec.
- Próbuję się do ciebie dobić od dwóch godzin. Na necie cie nie ma, telefony wyłączone, domofonu nie raczysz odebrać... Myślałem, że zwariuję z niepokoju o ciebie!!!
- Mam nadzieję, że nie zaalarmowałeś połowy miasta...
- Nie zdążyłem, tak pędziłem do ciebie.
- Ale stało się coś? Bo nadal nie rozumiem, o co tyle szumu...
- W piątek tak nagle wybiegłaś z biura, potem cały weekend nie dałaś znaku życia... A najgorsze jest to, że dopiero teraz się zorientowałem. Tak się bałem, że coś ci się mogło stać!! Nie wybaczyłbym sobie... Maja?... Ej mała, co się stało?!
Rozpłakałam się i ruszyłam do sypialni, nie pozwalając mu się dotknąć. Ale on i tak poszedł za mną. Wziął w ramiona i pozwolił się wypłakać. To było silniejsze ode mnie. Cały weekend jakoś się trzymałam, bo byłam sama. Ale gdy zobaczyłam Daniela, wszystko we mnie pękło. Cała siła, którą budowałam w sobie od piątku, w ciągu sekundy gdzieś zniknęła. Poczułam się samotna, zagubiona i całkowicie bezsilna.

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›