• Wpisów:235
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:28 dni temu
  • Licznik odwiedzin:14 826 / 3379 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przeszywający ból w skroniach wyciągał mnie ze świata snów. Poruszyłam głową, ale to nie był dobry pomysł. Gorący płomień przebiegł od karku, przez całą długość kręgosłupa, zatrzymując się z impetem na moim lewym biodrze, co bardzo skutecznie mnie obudziło. Powoli otworzyłam oczy. Jeszcze przez chwilę widziałam jak przez mgłę, nie wiedziałam gdzie jestem, ale zaczynałam rozpoznawać postać siedzącą na moim łóżku. To był Adam. Przestraszyłam się, ale nie mogłam sobie przypomnieć dlaczego. Chciałam zerwać się z łóżka – nie mogłam, chciałam krzyknąć – nie mogłam.
On chwycił mnie lekko za rękę, coś do mnie mówił, słyszałam go, ale nie rozpoznawałam słów. Wstał i ruszył do drzwi, kogoś zawołał, po czym wrócił do mnie. Usiadł na łóżku, pochylił się nade mną i głaszcząc moje włosy mówił cichutko, żebym spokojnie leżała. Po krótkiej chwili do pokoju weszła kobieta, kazała Adamowi wyjść, a mnie zaświeciła małą lampką w oczy. Aż zabolało. Po czym grzecznie się przedstawiła i powiedziała, że jestem w szpitalu.
- Dlaczego? Co się stało!? – przerażało mnie to, że niczego nie pamiętałam.
- Spokojnie. Miała pani wypadek samochodowy. Ale już wszystko jest pod kontrolą. Ma pani wstrząśnienie mózgu i sporo rozległych potłuczeń. Groźnie to wyglądało, na szczęście nic pani nie będzie. Jest pani teraz w szoku pourazowym, ale spokojnie, to minie.
- Jak długo tu zostanę? Chciałabym pojechać do domu.
- Aż tak się pani spieszy? – uśmiechnęła się ciepło do mnie, ale mnie wcale nie było wesoło. – Musi pani zostać kilka dni na obserwacji. To jednak był dość poważny wypadek.

cdn...
 

 
Śniło mi się, że leżę w łóżku, otulona ciepłym kocem, było mi miękko i wygodnie. Nie miałam ochoty wstawać. Jednak po chwili moją ciszę zaczęły zakłócać hałasy. A raczej czyjeś zdenerwowane i wyraźnie podniesione głosy, dochodzące zza drzwi, których nie potrafiłam zlokalizować. To były dwa męskie głosy i jeden kobiecy. Męskie krzyczały na siebie nawzajem, kobiecy próbował załagodzić kłótnię. Ktoś szarpnął za klamkę, ktoś inny zatrzasnął drzwi z powrotem. Chciałam wstać, żeby zobaczyć kto się tak kłóci, ale moje ciało było zbyt ciężkie, a moja wola zbyt słaba, żeby zmusić je do jakiegokolwiek ruchu.
„Muszę tam wejść natychmiast!”, „Chcę ją zobaczyć!”, „Dlaczego ciągle jest nieprzytomna?”, „Pan jest ranny, proszę pójść ze mną.”, „Nie zbliżysz się więcej do niej, nie pozwolę ci na to!”...
Wyłapywałam pojedyncze słowa i zwroty, ale w sumie były mi zupełnie obojętne...

cdn...
 

 
Dzwoniło mi w uszach tak przeraźliwie, że aż bolało. Chciałam zamknąć oczy – nie mogłam. Chciałam się ruszyć – bolało. I mocniej dzwoniło. Jakbym zbyt głęboko zanurkowała. Chyba się wynurzałam, bo zaczynały docierać do mnie jakieś głosy, krzyki. Głos był dziwnie znajomy. Zaczynałam rozróżniać słowa, ale wzrok wciąż był jakby pod wodą.
- Maja, nie próbuj się ruszać, spokojnie! Zaraz cię stąd wyciągnę!
Ktoś szarpał za klamkę od drzwi. Chciałam mu powiedzieć, żeby je zostawił, żeby nie otwierał, ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu, nie mogłam nawet nabrać powietrza. Bolało...
Świat wokół mnie dziwnie zwalniał, oddalał się. Chciało mi się spać, byłam potwornie zmęczona. Czułam, jak ciepłe powietrze owiewało mi twarz, ale nie wiedziałam skąd się brało. Coś głośno syczało, coś nieustająco dzwoniło, ale nawet mnie to nie irytowało, to nie było już ważne. Padał deszcz. Czułam wiosnę, co było dziwne w połowie października. Byłam nad brzegiem morza, słyszałam mewy, leżałam na miękkim i ciepłym piasku. Zasnęłam...

cdn...
  • awatar knopper: no i śpi .:) Jak wstanie i jak się wyśpi to pewnie będzie cd. No i ??
  • awatar Gość: iii ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po długiej chwili udało mi się spojrzeć przed siebie. Z przerażeniem patrzyłam na gniotącą się lampę, zapalające się wszystkie kontrolki na desce rozdzielczej. Odruchowo sięgnęłam do stacyjki, ale zamiast kluczyka poczułam silny ból w nadgarstku. A potem w barku i na szyi. Cholerne pasy, zatrzymały się równie boleśnie na moim biodrze i brzuchu... Brzuch! Moje dziecko! Byłam przerażona! Chciałam krzyknąć, ale nie zdążyłam. Kierownica uderzyła mnie w czoło. Albo moje czoło uderzyło w coś, co wydało mi się kierownicą... Nie miałam świadomości, że to wszystko działo się kilka sekund...

cdn...
  • awatar Gość: mam nadzieję, że z dzieckiem jest dobrze?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
I wtedy poczułam mocne uderzenie w tył mojego auta. Niestety kierowca jadący przede mną i zapewne widząc w lusterku, że zajechał mi drogę, również przyhamował. Tylko po jaką cholerę to zrobił? Pchana siłą z tyłu uderzyłam przodem w to nieszczęsne auto. Niestety siła napierająca z tyłu nie ustawała... To było dziwne uczucie: słyszałam huk uderzenia, zgrzyt gnącej się blachy, brzęki tłuczonych lamp, a potem dopiero tą pchającą siłę... A może było odwrotnie: najpierw czułam, potem słyszałam? Nie ważne. Jeszcze dziwniejsze było uczucie unoszenia w powietrzu, jak przy starcie samolotu. I dziwny stan bezwładu. I dlaczego to wszystko działo się w zwolnionym tempie? I dlaczego nie chciało się skończyć?!

cdn...
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @Lenny K.: Inaczej się to skończyć nie mogło, niestety...
  • awatar Gość: tak myślałam, że taki będzie ten ciąg dalszy...ach
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Bałam się. Bałam się Adama, bałam się zamiarów Daniela. Nie wiedziałam, dlaczego to wszystko się działo? Dlaczego akurat mnie? I dlaczego właśnie teraz? Czułam, że nagle z niewyjaśnionych przyczyn znalazłam się w innym wymiarze. Że to wszystko nie mogło dziać się naprawdę. Zupełnie nie wiedziałam co robić...
Postanowiłam skupić się na drodze. Tak jak przewidywałam wcześniej, zaczął padać deszcz, było też sporo aut na drodze. Adam jechał cały czas za mną tak blisko, że bałam się ściągnąć nogi z gazu (nie mówiąc już o hamowaniu), bo w sekundę znalazłby się na moim tylnym siedzeniu.
Przez dłuższy czas utrzymywałam stałą prędkość. W pewnym momencie zauważyłam sporą lukę pomiędzy autami przede mną, wiedziałam, że jeśli szybko tam wjadę, wyprzedzając auto przede mną, to przynajmniej na jakiś czas pozbędę się Adama z mojego tyłu. W chwili, kiedy podjęłam decyzję o zmianie pasa z prawego na lewy, auto przede mną zrobiło dokładnie to samo, zajeżdżając mi drogę. Szybkim ruchem odbiłam z powrotem na prawy pas, jednocześnie znacząco przyhamowałam...

cdn.
 

 
Z daleka widziałam już blok, w którym mieszkał Daniel. Jeszcze parę metrów, zjazd na ostatnie rondo i miałam być na miejscu...
I wtedy Adam nagle pojawił się po mojej prawej stronie, akurat w momencie gdy chciałam zmienić pas. W ostatniej chwili odbiłam z powrotem, ale nasze lusterka z cichym zgrzytem zdążyły się złożyć. Adam niemal przykleił się do mojego boku, a ja umierałam z paniki, że jeszcze chwila i zepchnie mnie na sąsiedni pas wprost pod koła innego auta, albo znając mojego pecha – jakiejś ciężarówki. Czułam się tak, jakbym jechała przy krawędzi jakiegoś urwiska. Drań jeden, jechał strasznie blisko, koło w koło, klamka w klamkę, wiedział jak mnie wystraszyć. Niestety nie udało mi się zjechać na rondo. Wybrałam szybko numer do Daniela.
- Gdzie jesteś?
- Daniel, minęłam rondo. Ten drań nie pozwolił mi zjechać.
- Jak to?!
- Nie ważne, jadę do siebie, może uda mi się go zgubić, gdy wyjadę z tego cholernego miasta.
- Majka, ja cię błagam, ty niczego nie próbuj! Jedź spokojnie i zwolnij najbardziej jak tylko możesz! Już jadę za wami!
- Może po prostu bądź pod moim domem zanim my się tam pojawimy, ok.?
- Mam lepszy pomysł. Zatrzymam jakoś Adama, a ty za żadne skarby świata się nie zatrzymuj! Nie ważne, co zobaczysz we wstecznym lusterku, nie zatrzymuj się, tylko jedź do domu.
- Co ty zamierzasz? Nie strasz mnie! Błagam, jedź do mnie i bądź tam pierwszy!
- Nic się nie bój, wszystko będzie dobrze, nie pozwolę cię skrzywdzić.
I się rozłączył!!! Byłam jeszcze bardziej przerażona, choć myślałam, że to raczej niemożliwe...

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Jeszcze chwila, jeszcze parę kilometrów. Jeszcze kilka małych minutek i miałam w końcu dojechać do Daniela, miałam w końcu być bezpieczna. Na parę chwil udało mi się nawet go zgubić. Moja radość jednak nie trwała długo. Do wściekłości doprowadzał mnie dźwięk nieustannie dzwoniącego telefonu. Miałam ochotę wyrzucić go przez okno, ale musiałam skupić się na prowadzeniu. Żałowałam ogromnie, że tego dnia nie przyjechałam do pracy na motorze. Już przy wjeździe na most Adam poczułby tylko moje spaliny. A tak miałam go ciągle na ogonie, chwilami obok siebie i żadnych szans, żeby go zgubić. Po pierwsze było „za ciasno” na drodze, żeby znacząco zwiększyć prędkość, po drugie, nawet gdyby mi się to udało, Adam szybko wyrównałby różnice. Pozostawało mi tylko w miarę spokojnie dotrzeć do celu, gdzie czekał na mnie Daniel. On powinien mnie obronić. Przynajmniej tak sobie ciągle w myślach powtarzałam. A tak naprawdę, im bliżej byłam celu, tym bardziej się bałam. Po przedstawieniu w biurze i na parkingu, nie wiedziałam czego mogłam się spodziewać po Adamie.

cdn.
  • awatar RUDA SUKA: opisywane sceny jak z filmu :P Czasem mamy do czynienia z totalnymi czubami ... :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Cały czas jechał za mną. Nie odpuszczał nawet na chwilę, nawet na metr. Przez miasto jechał grzecznie za mną. Świrować zaczął na moście, gdzie było więcej pasów. Starałam się wymijać każdy samochód, raz z prawej, raz z lewej strony, oby tylko go zgubić, zdobyć większą przewagę. Ale Adam, na moje nieszczęście, był dobrym kierowcą. Cały czas trzymał się blisko mnie, czasami nawet zbyt blisko. Miałam wrażenie, że próbował zepchnąć mnie w stronę zjazdu z mostu. Miałam nadzieję, że to jednak był tylko przypadek. Że po prostu nie chciał mnie zgubić, że chciał jechać blisko mnie, żebym nie miała szans uciec do domu i się przed nim zamknąć. Dobrze wiedział, że z całych sił nie chciałam z nim rozmawiać. Ciekawe czy wiedział, że w tamtym momencie cholernie mocno się go bałam...

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ktoś bezczelnie stuknął mój tylny zderzak! Na szczęście niezbyt mocno.
- Majka, co się stało?!
- Yhh, chyba nic, jakiś debil stuknął mnie z tyłu... – w międzyczasie spojrzałam we wsteczne lusterko. Zamarłam...
- Adam... – wyszeptałam mocno przerażona, widząc jak macha do mnie ręką z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Co takiego?! Majka, nic ci nie jest?!
- Wszystko ok., zaraz będę u ciebie.
- Czy on do reszty oszalał?! Nie wysiadaj, bądź ostrożna, już jadę w twoją stronę!
- Nie, to bez sensu, miniemy się... Zaraz tam będę... - rzuciłam telefon na siedzenie obok, właśnie zapaliło się zielone światło więc ruszyłam. Adam za mną. Trzymał się tak blisko, że prawie wjeżdżał do mojego bagażnika. Starałam skupić się na drodze, ale było to cholernie trudne, mając na ogonie szalonego kierowcę. Mając na ogonie Adama. I jego mordercze zamiary...

cdn.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @knopper: Teraz to i ja wiem, żeby nad nerwami panować. Zamknąć oczy, policzyć do dziesięciu, itp. Czasem może to uratować życie, często nie tylko jedno...
  • awatar knopper: @Dziewczyna Prezesa : no fakt - w końcu byłaś ścigana - normalnie jak w amerykańskim filmie -- kurcze jak ludzie dają się sami sobie nakręcac - jak nad tym panować ? Ostatnio mało gościa nie zatłukłem bo łopatę postawił nie tam gdzie trzeba i me mufi ze on z łotfy i nie rozumie- to po co mufisz po polsku jak nic nie rsumiesz mof po rosyjsku - odpowiedział - No bo ja nie dumał szto prezes goworii pa ruski da prezes gawarii pa ruzki i Vodku torze pijot kak ruski ocaliłe sam sobie życie :) joke ja to mam dzis horror jakis w glowie chyba po tym joincie
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @knopper: patent dobry i sprawdzony ;) Ale w tamtym momencie w głowie raczej miałam dociskanie gazu do dywanika ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Kolejne światła. Tego dnia miałam do nich wyjątkowe szczęście. Włączyłam ogrzewanie w aucie, miałam nadzieję, że w końcu przestanę się trząść. Chociaż i tak wiedziałam, że to nie z zimna tak mną trzęsie. Musiałam się uspokoić, dla dobra mojego Maluszka. Chciałam jak najszybciej dojechać do Daniela, chciałam poczuć się bezpiecznie. Marzyłam o tym, żeby schować się pod ciepłym kocem i zasnąć. Przespać nerwy. Przespać ten cały koszmar. Ponownie wybrałam numer Daniela. Tym razem odebrał w połowie pierwszego sygnału, zupełnie jakby czekał z telefonem w ręku.
- Wszystko ok.?
- Tak, wyjechałam boczną uliczką. Pojadę na Wały i tamtędy dostanę się na most. Tylko niech w końcu zapali się to cholerne zielone światło!
- Majuś, ja cię błagam, nie denerwuj się. Musisz się uspokoić, dla dobra twojego dziecka.
- Wiem, staram się... Chciałabym już być u ciebie. Jestem tym wszystkim wykończona.
- Jeszcze parę minut. Właśnie zaparkowałem pod blokiem, będę tu czekał na ciebie. Tylko proszę, jedź ostrożnie i...
- Nosz kurwa mać! – zaklęłam cicho pod nosem. Poczułam lekkie pchnięcie do przodu, po czym usłyszałam puknięcie. A może na odwrót...

cdn.
 

 
Tak, jasne! Już się nie mogłam doczekać... Musiałam się stamtąd wydostać. Dwa auta dalej, była mała uliczka skręcająca w prawo. Postanowiłam się do niej dostać, choćbym miała wjechać na chodnik! Na szczęście wystarczyło wjechać kołami na krawężnik, jakoś się przecisnęłam. W końcu nie było daleko. Modliłam się tylko, żeby nie zgubić po drodze chłodnicy i żeby mojego manewru nie wypatrzył jakiś bystry policjant. Wolałam nie oglądać się za siebie. Adam musiał być wściekły, nie miał szans żeby pojechać za mną.

cdn.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @knopper: Historia długa i zawiła. A mnie i A. łączyło duuużo więcej niż chęć "przelecenia" ;) Jeśli masz ochotę - poczytaj - zapraszam :)
  • awatar knopper: who is the f. Adam ? On Cię kocha czy chce Cię przelecieć - sory za słownictwo bo nie wczytywałem sie w Twojego bloga itd , tak całkiem przypadkiem tu spadłem - ale wydaje mi się ,że to jakiś mocno chory człowiek musi być - może mu nogi trzeba połamać ? to nie jest droga usługa
  • awatar Gość: haha... no to chłop ma problem:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dlaczego nie mogę się uwolnić od tej nutki??




Heaven is right here
in my arms you see
Baby you're all I need
Comin' now

Heaven is right here
look in front of you
Baby it's a truth
Givin' now

some say it's kinda fall
but I really don't care
'cause for me you are the sun
so the rest can go to hell

Cause I see you
for what you are
the cleared sky
no go nothing on ya'
so rain on me
with your joy
let me feel like angels be

heaven is right here
 

 
Przejechałam kolejne dwa skrzyżowania i jedno rondo. Od wjechania na most, prowadzący poza miasto dzieliło mnie jeszcze jedno duże skrzyżowanie. Niestety przede mną utworzył się mały korek, w którym utknęłam na dobre. Stłuczka na głównej ulicy w godzinach szczytu – tak, tylko tego mi brakowało. W dodatku rozdzwonił się mój telefon. Odebrałabym z rozpędu, na szczęście w ostatniej chwili zobaczyłam, że to Adam. O nie! Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, a już na pewno nie w tym momencie! Odrzuciłam połączenie, ale on w kółko dzwonił i dzwonił. Między połączeniami udało mi się dodzwonić do Daniela.
- Chyba się trochę spóźnię, wiesz? Utknęłam w korku.
- Nie przejmuj się, ja też. Tylko się nie denerwuj, tak? Pamiętaj, że nie powinnaś...
- Wiem, wiem. Postaram się.
Rozłączając się, usłyszałam za sobą znajomo brzmiący klakson. Popatrzyłam dyskretnie w lusterka. No tak... Adam... Stał na sąsiednim pasie, trzy auta za mną. W tym samym momencie dostałam sms'a o treści: „Widzę Cię, nie uciekaj, musimy porozmawiać!”.

cdn.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @blondynka91: Wg życzenia :)
  • awatar Gość: Ulala... Kochana dodaj kolejny wpis bo mnie zżera ciekawość:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Stojąc na światłach zobaczyłam daleko przed sobą wielką i ciemną chmurę. Tam, gdzie wisiała, pewnie nieźle już lało. Super... Uwielbiałam nagłe załamania pogody, gdy akurat nie miałam żadnej kurtki przy sobie. Niby jechałam autem, ale byłam pewna, że będę musiała opuszczać ciepłe schronienie kilka razy. Jak na złość. Zawsze tak było. O ile mnie pamięć nie myliła, to miał być chyba pierwszy deszcz w tym miesiącu. A była dokładnie połowa października...
Co z tymi cholernymi światłami?! Zacięły się?! Starałam się uspokoić, ale prawie szlag mnie trafił, gdy dwieście metrów dalej znowu zapaliło się czerwone światło.
- Tylko spokojnie, za chwilę będziesz na miejscu... – gadałam sama do siebie, ale niewiele to pomagało. Nadal trzęsły mi się nogi, ręce w sumie też. Chciałam już być pod domem Daniela, chciałam żeby mnie przytulił, chciałam się wyżalić i wypłakać, chciałam poczuć się bezpieczna...

cdn.
 

 
Czas się zatrzymał... Co on powiedział? Czy to on powiedział? A może po prostu się przesłyszałam? Przez dłuższą chwilę gapiłam się na niego z szeroko otwartymi oczami. Byłam w szoku, delikatnie mówiąc... Miałam nadzieję, że wypowiedział tą groźbę w nerwach, że nie mówił poważnie... Ale im dłużej patrzyłam mu w oczy, tym mniejsze miałam wątpliwości. Był wściekły, kipiał nienawiścią...
Uderzył otwartą dłonią w moje drzwi.
- Maja, wysiądź, porozmawiajmy... – powiedział to z trudem utrzymując spokojny ton głosu. Bez słowa odpaliłam silnik i gwałtownie ruszyłam z miejsca. Pisk moich opon jeszcze długo unosił się echem po parkingu. Chciałam jak najszybciej stamtąd odjechać, zniknąć, uciec. Zerknęłam jeszcze we wsteczne lusterko – Adam stał na szeroko rozstawionych nogach i wpatrywał się w tył mojego auta. Pomimo tego, że oddalałam się bardzo szybko, to jednak dokładnie widziałam wściekły wyraz jego twarzy. I czułam zimne, przenikliwe spojrzenie. Wzdłuż kręgosłupa przebiegły mi nieprzyjemne ciarki, a żołądek zwinął się w supeł w bolesnym skurczu. Bałam się. Cholernie się bałam...
Cały czas próbowałam dodzwonić się do Daniela. Po chyba setnej próbie w końcu raczył odebrać.
- Daniel?! Gdzie ty jesteś?!!!
- Hej, mała, spokojnie. Nie krzycz. Stało się coś?
- Jeszcze się pytasz? Adam zwariował. Po twoim wyjściu z biura myślałam, że się stamtąd nie wydostanę!!
- Co ty mówisz?! Zrobił ci coś? Gdzie teraz jesteś?
- Gonił mnie, ale mu uciekłam. Jadę do domu.
- Jak to cię gonił?! Gdzie teraz jesteś?
- Jeszcze w mieście, dopiero wyjechałam, stoję na światłach.
- Dobrze, ale nie jedź do domu. Przyjedź do mnie, masz bliżej niż do siebie, a ja zaraz tam będę. Bądź ostrożna, ok.?
- Do zobaczenia... Daniel?
- Tak?
- Proszę, czekaj już tam na mnie...

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Podbiegł do auta i szarpnął za klamkę. W ostatniej chwili zdążyłam zablokować drzwi. Nagle rozległ się niespodziewany huk, aż podskoczyłam ze strachu. To Adam z całych sił uderzył pięściami w dach. Byłam prawie pewna, że zrobił w nim wgniecenia. Byłam przerażona! Co on wyprawiał!? Gdy spojrzałam na niego, usłyszałam wściekłe:
- Wysiadaj!!!
- Ani myślę!! – trafienie kluczykiem do stacyjki sprawiło mi małe trudności, dopiero po chwili zrozumiałam dlaczego. Z nerwów trzęsły mi się ręce. Cała się trzęsłam. I chyba bardziej ze strachu niż z nerwów...
- Majka! Jeśli natychmiast nie wysiądziesz to...!!
Postanowiłam lekko uchylić okno, Adam darł się na całe gardło, a nie chciałam, żeby zleciał się tłum gapiów...
- Adam, zamknij się, do cholery! Opanuj się! Jak ty się zachowujesz?!
Natychmiast ściszył głos, ale widziałam, że nadal był wściekły.
- Majka... nigdy nie pozwolę ci odejść... choćbym miał cię zabić...

cdn.
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @blondynka91: też bym go udusiła gdyby nie miał prawie dwóch metrów wzrostu.. ;)
  • awatar Gość: ja to bym go chyba udusiła za straszenie mnie gdybym była od niego silniejsza... Co za dzban z niego!:*
  • awatar sliweczka: nio cio cio :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam go na parkingu tuż obok mojego samochodu! No tak, zanim ja zeszłam z góry, on w tym czasie skorzystał z windy... Szukałam wzrokiem srebrnej skody, na szczęście była zaparkowana bliżej mnie, może jednak nie wszystko było stracone. Otworzyłam ją pilotem dopiero, gdy byłam przy drzwiach. Zamierzałam szybko wsiąść, zablokować drzwi i odjechać, a w między czasie spróbować zlokalizować Daniela. Gdzie on się, do cholery, podziewał, gdy go potrzebowałam?!
Mojego manewru z autem służbowym Adam najwyraźniej się nie spodziewał. Ale wcale mnie to nie uszczęśliwiło, gdy zobaczyłam jeszcze większą złość na jego twarzy.

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zastraszanie. Kolejny etap jego chorej gry. Tylko po co to wszystko? Przecież doskonale wiedział, jak to się skończy. Znał mój charakter i wiedział, że im mocniej będzie naciskać, tym zacieklej będę z nim walczyć. Zebrałam w sobie wszystkie siły i zdołałam się wyrwać z jego żelaznego uścisku. Odepchnęłam go od siebie.
- Nigdy więcej tak do mnie nie mów... – powiedziałam to takim głosem, że sama przez chwilę się zastanowiłam, czy aby na pewno był mój. Po czym odwróciłam się i wyszłam z aneksu. Zamierzałam jak najszybciej stamtąd wyjść. Bałam się, chciałam uciec, znaleźć Daniela. Szłam po swoją torebkę, ale Adam był szybszy ode mnie. Przechwycił kluczyki do mojego auta leżące nieopodal, zanim zdążyłam na nie spojrzeć. Pięknie! Znowu miał nade mną przewagę. Udałam jednak, że nic mnie to nie obchodzi, wzięłam swoje rzeczy i wyszłam. Nie słyszałam, żeby mnie gonił. Miałam nadzieję, że sobie odpuścił.
Schodząc po schodach przeszukałam swoją torebkę. Byłam niemal pewna, że mam w niej kluczyki od służbowego auta. W końcu je znalazłam. Adam skonfiskował moje auto? Ale tym razem to ja miałam nad nim przewagę.

cdn.
  • awatar Gość: i tak trzymaj Kochana:)! Ale z drugiej strony ileż można wytrzymać z takim natrętem?:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- Nie nabierzesz mnie na swoje łzy, Majka...
Łzy? Jakie łzy? Przecież nie płakałam. Adam chyba na moment stracił czujność, bo zdołałam uwolnić jedną rękę. Sprawdziłam policzek – był mokry. Szybko go wytarłam, zanim Adam ponownie złapał moją rękę. Chwilę ze sobą walczyliśmy, ale ta właśnie chwila obudziła moją wściekłość. Wiedziałam, że Daniel już się nie pojawi. Wiedziałam, że Adam ma nade mną znaczną przewagę. Ale przecież to nie oznaczało, że miałam się poddać bez walki... Tylko co z tego, skoro po kilku chwilach on i tak wygrał? Chwycił mnie mocno, zbliżył swoje wściekłe oczy do moich i cicho powiedział:
- Maja, jesteś tylko moja. I nie oddam cię bez walki. A ty dobrze wiesz, kto wygra, prawda?
- Nie jestem twoją własnością, do cholery!!
- Należysz do mnie, zrozumiałaś? Nie pozwolę ci odejść, nigdy!

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- A ty co?! – nie bardzo rozumiałam, o co mnie pyta, ale miałam to gdzieś. Nie zamierzałam mu odpowiadać. Odruchowo oderwałam się od blatu i zamierzałam ominąć Adama szerokim łukiem. Ale nie zdążyłam. W ułamku sekundy stanął przede mną, zmuszając do tego, abym cofnęła się o krok.
- Puść mnie. – syknęłam z wściekłością, gdy tylko poczułam jego dłonie na moich nadgarstkach, które stanowczo zostały dociśnięte do powierzchni blatu.
- Myślisz, że tak łatwo ci odpuszczę? Że pozwolę wam na te wszystkie gierki tuż pod moim nosem?!
- O czym ty mówisz?
- Majka! Nie pozwolę ci na to! Nie pozwolę ci odejść. Ani z Danielem, ani z nikim innym! Jasne?!
Muszę przyznać, że odrobinę się wystraszyłam. Nie poznawałam go. To nie był Adam, jakiego znałam do tej pory. Był wściekły i zdecydowanie zbyt silny. Przez ułamek sekundy zastanowiłam się, czy już był brutalny? Zaklinałam w myślach Daniela, żeby wrócił do biura. No właśnie, gdzie on poszedł?! Chyba zaczynałam panikować. Spróbowałam uwolnić jedną rękę, ale Adam natychmiast zwiększył uścisk. Zabolało. Widziałam w jego oczach, że się nie kontrolował, że nie zdawał sobie sprawy z tego, że sprawiał mi ból. Niechętnie i z wyraźnym już strachem, spojrzałam w jego oczy. Czarna otchłań przecinana błyskawicami wściekłości... Nic więcej...

cdn.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Możecie się nie obściskiwać w godzinach pracy?! – Adam niespodziewanie pojawił się w aneksie. Daniel momentalnie puścił moje dłonie, a ułamek sekundy później zacisnął je w pięści. Oj, niedobrze, robiło się gorąco.
- Stary, nie przeginaj, bo przestanę w końcu nad sobą panować. – Daniel zawarczał nisko jak wściekły pies. Nigdy w życiu nie słyszałam z jego ust takiego tonu.
- Nie będę tolerować takiego zachowania. Żadnej prywaty w moim biurze, jasne?!
- I kto to mówi... Ja się chyba przesłyszałem - w TWOIM biurze?!
- Nie unoś się Daniel. Po prostu nie życzę sobie takich obrazków. Okazujcie sobie uczucia poza biurem, nie mam zamiaru na to patrzeć.
Przez chwilę byłam pewna, że Daniel go uderzy. Widziałam przez koszulę, jak napina każdy mięsień na plecach, miałam wrażenie, że słyszę wzburzoną krew płynącą w jego żyłach. Chciałam to natychmiast przerwać, ale bałam się ruszyć. Daniel spojrzał na mnie. Musiałam mieć przerażoną minę, bo momentalnie się rozluźnił i wyszedł z biura, głośno trzaskając drzwiami...

cdn.
 

 
- Majka, co wy wyprawiacie? – Daniel dorwał mnie, gdy robiłam sobie herbatę. Było dopiero południe, a ja już byłam wykończona. – To się robi nie do zniesienia! Musicie codziennie się tak wydzierać?
- Nie ja zaczynam.
- Ale i nie odpuszczasz. Dobrze chociaż, że odstawiacie ten teatr, gdy nikogo nie ma. Majka, czy ty musisz być tak uparta? Wyluzuj trochę, odpuść.
- Przecież sam dobrze wiesz, że Adam nie ma racji! Jeśli mu odpuszczę, to tak jakbym przyznała, że wygrał!
Daniel podszedł do mnie, chwycił mnie za dłonie i popatrzył tym swoim surowym, zimnym wzrokiem.
- Maja, i co z tego? Przytaknij mu, skoro tak tego pragnie, odpuść sobie, bo się wykończysz, dziewczyno.
Zatkało mnie. Daniel miał rację. Po jaką cholerę tak zaciekle walczyłam? To nie miało sensu. Przecież i tak za kilka dni miałam odejść, wyjechać, zniknąć.

cdn.
 

 
Niestety to życzenie było na szarym końcu w kolejce tych do spełnienia. O ile w ogóle miało być spełnione. Wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Karma wróciła. Wiedziałam, że wróci, ale że tak szybko? W pracy nawał zleceń. Niewiadomo dlaczego nagle zagraniczni klienci cudownie się rozmnożyli. Brakowało ludzi, godzin, wszystkiego. Musiałam wrócić i zająć się swoim znienawidzonym zajęciem – rekrutacją stażystów. Podczas gdy Adam z Danielem dwoili się i troili, próbując ogarnąć spotkania służbowe, prezentacje, pomiary, zdjęcia, oględziny itp., ja siedziałam za biurkiem zawalona stertami segregatorów, cv, terminarzami spotkań, numerami telefonów i całą pieprzoną dokumentacją. Daniel ciągle mi powtarzał, że powinnam się cieszyć, bo nie musiałam ciągle przebywać z Adamem, (a nawet jeśli, to i tak robiliśmy co innego, więc nie musieliśmy ze sobą rozmawiać), mogłam sobie siedzieć kilka godzin w ciepłym biurze i nigdzie się nie ruszać, nie musiałam się narażać na zgiełk i spaliny... Tak, cały Daniel... Gdyby mu na to pozwolić, to napisałby dla mnie dwutomową książkę opisującą zalety mojego siedzenia za biurkiem. Tyle, że dla mnie to była kara. Ja kochałam swoją pracę, ten cały harmider, terminy, pośpiech. To było moje życie. No ale coś za coś. Przynajmniej mój maluszek miał święty spokój. Nie licząc momentów, kiedy pomiędzy mną a Adamem wybuchała kłótnia. Za każdym razem bardziej ostra. Godziny milczenia kumulowały w nas złość i frustrację, które w końcu musiały się wydostać. A wtedy nie było przyjemnie. Daniel twierdził, że każda kłótnia była gorsza od poprzedniej. Że przechodziliśmy samych siebie. I że powinniśmy się leczyć...

cdn.