• Wpisów:235
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:29 dni temu
  • Licznik odwiedzin:14 827 / 3380 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Adam wstał z fotela, powiedział mi /Dzień dobry/, wyszedł zza biurka i poprosił, żebyśmy wszyscy usiedli na kanapach.
- Jak się czujesz? – zapytał dość niepewnie jak na niego.
- Bez zmian. – Zmieszał się.
- … Nie spodziewałem się, że przyjedziecie dzisiaj.
- Przeszkadzamy ci? – spytałam szybko. Znowu się zmieszał.
- Nie, skądże…
- To dobrze, nie zabiorę ci dużo czasu. – Podałam mu teczkę z pismem, wziął ją niechętnie. – To jest moja pisemna prośba o zmianę warunków naszej współpracy. Niektóre punkty dotyczą zmian stałych. Pozostałe są tymczasowe ze względu na przebyty wypadek i mój obecny stan zdrowia. Każdą zmianę opisałam najbardziej szczegółowo, jak tylko się dało, uwzględniając nasze dotychczasowe warunki współpracy, jak również dobro spółki. Uważam, że żadna zmiana nie wpłynie negatywnie na firmę. Ale oczywiście chciałabym poznać twoje zdanie na ten temat. Również na piśmie i z uzasadnieniem.
- Mam to przeczytać teraz i podjąć decyzję na poczekaniu?? – chyba moja mowa wytrąciła go z równowagi, ale widziałam, ile wysiłku wkłada w to, żeby się opanować. Zaczynało być gorąco…
- Oczywiście, że nie. Zdaję sobie sprawę, że potrzebujesz na to czasu. Poczekam. Do tego czasu, aby nie zaniedbywać obowiązków, część pracy zabiorę ze sobą. Muszę nadrobić zaległości i na ich podstawie stworzyć plan dalszego działania, zakładając, że nie będziesz miał większych zastrzeżeń do mojej propozycji.
- Słucham?! – zaczynał się unosić więc musiałam szybko odwrócić jego uwagę.
- Czy masz coś przeciwko, abym zabrała ze sobą trochę kopii dokumentów? Długo mnie nie było, ale nadal tu pracuję.
- Oczywiście… nie mam nic przeciwko… - zaczynało mu brakować argumentów. Kątem oka widziałam, jak Daniel powstrzymuje uśmiech. No tak, on się dobrze bawił, a ja umierałam ze stresu.
- …myślałem po prostu, że nadal jesteś na zwolnieniu lekarskim.
- Tak, jestem. I muszę być przynajmniej do czasu zakończenia rehabilitacji. Ale w między czasie mogę czytać i pisać, nic mi się nie stanie. – zdobyłam się na pierwszy lekki uśmiech. Tylko po to, żeby nie wybuchnąć śmiechem przez Daniela.

cdn...
 

 
Weszliśmy do biura. Standardowo gabinet Adama był otwarty, on sam siedział za biurkiem i spojrzeniem odnotował nasze przybycie. Przywitałam się z Moniką, która była bardzo zaskoczona naszą wizytą.
- Maja!!! Ty tutaj?! Jeju jak się cieszę! – uściskała mnie lekko – Jak się czujesz?
- Dziękuję, już trochę lepiej.
- Ale chyba nie przyjechałaś do pracy? Rany rany! Nic nie jest gotowe, bałagan w papierach, brak grafiku, a do działu ze stażystami ktoś wrzucił granat, hahaha.
- Nie, spokojnie, przyjechałam tylko na chwilę z papierami… - otworzyła szeroko oczy, jakby się czegoś wystraszyła, więc szybko dodałam: - i po papiery. Przecież wiesz, że nie mogę bez nich żyć, hehe. A miałam długą przerwę więc się stęskniłam.
- Wariatka!!! – znowu mnie uściskała. Daniel w tym czasie poszedł do Adama, a ja poprosiłam Monikę o przygotowanie dokumentów dla mnie. Zamierzałam odrobinkę zabrać ze sobą. Zakładałam, że Adam jednak się zgodzi na moje warunki. Zakładałam też, że wydanie zgody zajmie mu trochę czasu, a nie chciałam mieć większych zaległości niż te, które już miałam.
- Maja, możesz przyjść do nas? – usłyszałam głos Daniela więc powoli weszłam do jaskini lwa.

cdn...
 

 
Resztka nocy była wykańczająca. Budziłam się z krzykiem chyba trzy razy. Potem stwierdziłam, że nie ma sensu już zasypiać. Do biura pojechaliśmy z samego rana. W windzie ogarniała mnie mała panika.
- Hej, nie denerwuj się tak. Będę cały czas przy tobie. Zostawimy dokumenty i już nas nie ma, tak? – Daniel próbował dodać mi otuchy słowami i uśmiechem i chyba mu się to udawało. Obrońca był obok, co mogło mi się stać?
- Nie chcę kolejnego przedstawienia, krzyków i straszenia…
- W biurze się nie odważy. Pewnie już ktoś jest w pracy, Monika z pewnością.
- Obyś miał rację. – obawiałam się, że przy samej Monice Adam może się jednak nie opanować. Wiele razy była świadkiem, kiedy w różnych sytuacjach stresowych Adamowi puszczały nerwy, więc istniało niebezpieczeństwo, że Adam przy niej wybuchnie.

cdn...
 

 
Niezwykle optymistyczne… Siedzieliśmy nad tym przeklętym pismem do czwartej nad ranem. Było skończone i dopracowane pod każdym względem. Musiałam zaryzykować. Teraz, gdy już nie miałam kogo chronić przed agresją Adama, nie musiałam odchodzić całkowicie z firmy, a tym bardziej znikać z powierzchni ziemi. A jeżeli istniała możliwość zarabiania pieniędzy niejako z ukrycia, z bezpiecznego miejsca, to zamierzałam spróbować.
Postanowiliśmy z Danielem, że pojedziemy do biura jednak z samego rana następnego dnia. Po co zwlekać jeden dzień i żyć w stresie? Chciałam mieć to już za sobą. Daniel kazał mi spakować trochę rzeczy i obiecał, że po zawiezieniu dokumentów gdzieś mnie zabierze, żebym mogła odpocząć i naładować baterie. Obstawiałam, że będzie to morze, ale oczywiście wyciągnąć z niego jakiekolwiek szczegóły graniczyło z cudem. Nie byłam pewna czy mam na to siły i ochotę, w końcu dopiero wyszłam ze szpitala. Ale może z drugiej strony to jednak był dobry pomysł…

cdn...
 

 
Sprawa zaczynała wyglądać poważnie. Daniel uparł się, że odchodzi razem ze mną. Nie mogłam na to pozwolić. Był zdenerwowany i wiedziałam, że działa pod wpływem emocji. Musiałam jakoś odwrócić jego uwagę. Zaczęliśmy omawiać moje warunki postawione Adamowi, w międzyczasie robiłam notatki, a na koniec stworzyliśmy razem oficjalny dokument. Następnie sprawdzaliśmy jego spójność ze statutem spółki. Nie mogłam popełnić żadnego błędu. Adam z pewnością przekaże to pismo do prawnika, a jeśli ten znajdzie haczyk, Adam z pewnością wykorzysta go przeciwko mnie.
- Ale skoro tak bardzo mnie kocha, jak twierdzi, to chyba nie będzie wykorzystywał wszystkich haczyków przeciwko mnie, nie sądzisz?
Daniel podniósł wzrok na mnie znad statutu i spojrzał jak na głupią.
- Żartujesz sobie prawda?
- Dlaczego?
- Maja, jeżeli kocha tak, jak twierdzi, to uwierz mi, że wykorzysta wszystko. To jest Adam. Zwycięzca. Pies ogrodnika. Egoista. Albo wszystko albo nic. I w tym momencie tym „wszystkim” jesteś ty…

cdn...
 

 
Ciąg dalszy nastąpi...

gdy Pinger przestanie szaleć...

Ciekawa jestem ile osób w ogóle ten wpis zobaczy..

hmmm
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Słyszałam jeszcze, jak Adam prosił Daniela, żeby ten ze mną porozmawiał, żeby mnie przekonał, ale Daniel mu odmówił. Powiedział, że poprze moją decyzję i zdania nie zmieni.
Po chwili Daniel zajrzał do sypialni.
- Mogę?
- Jasne...
Usiadł obok mnie, mocno przytulił, a ja oczywiście się rozryczałam.
- Przepraszam, że na to pozwoliłem. Nie powinienem był go tu w ogóle wpuszczać.
- Zawieziesz mu jutro to pismo do biura?
- Nie. Jutrzejszy dzień spędzimy razem, z dala od wszystkich spraw. A dokumenty dostanie pojutrze. Nie sądzę, żeby się spieszył je oglądać.
- Myślisz, że wyda zgodę?
- Jeśli tego nie zrobi, to zostanie jedynym właścicielem firmy.
- Daniel! Nie możesz i ty odejść!
- Oczywiście, że mogę. I zrobię to.

cdn...
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @*klaudia*: W końcu chyba pinger zaczyna normalnie działać to i ciąg dalszy się pojawi :*
  • awatar *klaudia*: ja również czekam na ciąg dalszy!!
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @C`est la vie: :) Wszystko chyba ok, czekam aż pinger przestanie wariować ;) i wrócę ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po bardzo długiej chwili w końcu się odezwał tym swoim wściekłym półszeptem.
- Nie. Nie zgadzam się.
- Nie masz podstaw do odmowy. W żaden sposób te zmiany nie wpłyną negatywnie na naszą firmę, a w wielu punktach wręcz jej pomogą. Mam poparcie Daniela i...
- Nie macie większości głosów.
- Jutro dostaniesz na piśmie to, co ci właśnie powiedziałam. Oczekuję pisemnej odpowiedzi. Jeśli będzie negatywna – odchodzę ze spółki. – postanowiłam zagrać vabank. Nie miałam nic do stracenia. Musiałam go przycisnąć. Zresztą była moja kolej...
- Tak to sobie wykombinowałaś, co?
- To nie kombinacje. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich.
- Nie zgadzam się.
- Masz oczywiście takie prawo. Ale ja już postanowiłam.
- Nie pozwolę ci na to! – był coraz bardziej wściekły, ale raczej tym, że zupełnie nie robiło to na mnie wrażenia, ja byłam wręcz stoicko spokojna.
- Już to słyszałam...
- Powiedziałem nie!! – wrzasnął, a jednocześnie z całej siły, z otwartej dłoni, uderzył w szafkę, tuż przy moim uchu. Tego się nie spodziewałam, aż podskoczyłam, takie to było niespodziewane. Ale nie odsunęłam się. Twardo patrzyłam mu w oczy, w duchu powtarzając sobie, że wytrzymam, że dam radę, że tym razem wygram. Zresztą w ułamku sekundy Daniel pojawił się tuż obok, odciągając Adama na bezpieczną odległość.
- Co ty wyprawiasz, do cholery?!
Adam nie spuszczał ze mnie wzroku. Był wściekły, ale widać było, że właśnie dotarło do niego to, co zrobił.
- Maja... przepraszam, ja...
- Chyba już czas na ciebie. – powiedziałam głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji. A przynajmniej bardzo się starałam, żeby tak zabrzmiał. Przeszłam obok niego i poszłam do sypialni. Nie chciałam już go widzieć. Miałam dość.

cdn...
  • awatar Dziewczyna Prezesa: @Zagubiona we mgle: I ok, sprawa wyjaśniona. ;) I dobrze wyczułaś - w tamtym okresie Daniel był w czymś w rodzaju separacji, nie mieszkał w domu tylko w mniejszym mieszkaniu blisko firmy ;) Nie wiem, czy przepisując dalszą część mojej historii zamieszczę więcej szczegółów o nim, może, jeszcze nie zdecydowałam ;) Pozdrawiam :)
  • awatar Zagubiona we mgle: @Dziewczyna Prezesa: Tak to prawda. Każdy ma do tego prawo. Tak, rzeczywiście dla mnie Pan Bóg był bardzo łaskawy. Nie straciłam dziecka. Mamy ślicznego prawie 8 miesięcznego synka. Nie oceniam Cię. Napisałam pytania, które pojawiły się po przeczytaniu twojej opowieści i refleksje które pojawiły się... . Nie, nie musisz oczywiście wszystkiego opisywać ze szczegółami lecz pewne rzeczy/osoby trudno pominąć w kontekście, jeśli się opisuje pobyt u kogoś. Szczerze mówiąc, obraz Daniela, który wyłania się z twoich notek, to singiel lub ew. rozwodnik/ w separacji. Ale to moje własne wrażenie. :)
  • awatar Dziewczyna Prezesa: To jest moja historia, mój pamiętnik, nie muszę opisywać wszystkich szczególików, poza tym to jeszcze nie koniec, więc... Co do Harlequinów - obserwujesz mój blog, lubisz to, więc miłego czytania :D I taka mała uwaga na koniec - nie znasz mnie - nie oceniaj ;) (to odnośnie moich wrażeń po stracie dziecka; mam nadzieję, że nie przeżyłaś tego i nie przeżyjesz i nigdy nie przekonasz się, jak wtedy czuje się kobieta, jak reaguje na taką sytuację... Jedna rzuca się z płaczem na łóżko, druga zamyka się w sobie. Każdy ma prawo przeżywać swoje życie po swojemu, prawda?) ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Daniel przeniósł się do sypialni, żeby nam „nie przeszkadzać” w rozmowie, a my przeszliśmy na stronę kuchni, o co poprosił Adam. Byłam pewna, że Daniel wytęża słuch, zresztą nie bez powodu nie domknął drzwi.
- Gdybyś czegoś potrzebowała to...
- Nie, Adam. Niczego od Ciebie nie chcę. A jeśli chodzi o pracę to...
- O to się nie martw. Wrócisz, gdy całkowicie wyzdrowiejesz.
- Wrócę niedługo, Daniel ma moje zwolnienie...
- Mówiłem już, że o to martwić się nie musisz.
Wkurzył mnie. I to bardzo. Jednak jakaś emocja do mnie powróciła. Co to miała być za szopka? Teraz odgrywał pana troskliwego i współczującego? I myślał sobie, że się na to nabiorę?!
- Czy mogę dokończyć to, co chciałam powiedzieć?!
- Tylko się nie denerwuj..., proszę.
No wtedy już miałam ochotę go trzasnąć. Postanowiłam mimo wszystko dokończyć, nie zwracając uwagi na jego próby ponownego przerywania mi.
- Nie wiem, jak długo jeszcze będę na zwolnieniu, ale do pracy chcę wrócić jak najszybciej...
- Najpierw wyzdrowiej porządnie.
- ...jak najszybciej! – powtórzyłam dobitniej. – Większość moich zajęć mogę robić w domu i przesyłać je e-mailem do Moniki. W między czasie chciałabym, żeby przyjechała do mnie kilka razy, wtedy przekażę jej obowiązki, które wymagają czyjejś obecności. Chcę też, żeby została moim zastępcą w firmie. Ja się odsuwam. Będę przyjeżdżać do firmy tylko na nadęte imprezy, na których obecność uśmiechniętych członków zarządu jest raczej obowiązkowa i „dobrze widziana”. Dodając oczywiście spotkania wymagające mojego podpisu.
- A rekrutacje? Szkolenia? Dobrze wiesz, że...
- Nie muszą odbywać się w naszym biurze. – Tym razem to ja mu przerwałam, widziałam po jego oczach, że jest zaskoczony i wcale mu się to nie podoba. – Firmę stać na to, aby rekrutacje odbywały się poza firmą, a na porządne szkolenia tak naprawdę miejsca w naszym biurze nie mamy. I ty dobrze o tym wiesz. Więc wszystkie zmiany przyniosą same korzyści.
Czekałam na jego reakcję, ale najwyraźniej przetrawienie moich słów sprawiało mu spore trudności... Widziałam jak nerwowo zaciska szczęki i wbija we mnie swój wzrok...

cdn...
 

 
Nie byłam zachwycona, ale przecież wiedziałam, że prędzej czy później to nastąpi. Więc chyba lepiej, że prędzej. Ogarnęłam się szybko, zjadłam małe coś, nawet zdążyłam rozłożyć swoje rzeczy, odpalić komputer i zacząć przeglądać pozapychane skrzynki e-mailowe. Czułam lekki niepokój, ale przecież był tutaj Daniel. Parę minut po dwudziestej pierwszej zadzwonił dzwonek do drzwi. To był Adam. Zamienili przy drzwiach kilka zdań ściszonym głosem, ale słyszałam, że Daniel sugeruje mu wizytę w innym terminie. Nie poskutkowało, co było zresztą do przewidzenia.
- Cześć Maju...
- Hej.
- Jak się czujesz?
- Jak zgnieciona przed dwa auta... w miarę ok.
Adam zrobił kwaśną minę, ale przecież taka była prawda. Przecież to on spowodował wypadek. Zaskoczyło mnie, że w tamtym momencie nie czułam już do niego złości. Był tylko żal przepleciony z bezsilnością, była rezygnacja, była... pustka.

cdn...
 

 
Obudził mnie dzwonek telefonu. Odruchowo sięgnęłam ręką w poszukiwaniu słuchawki, ale po chwili zorientowałam się, ze to nie mój telefon dzwonił. Była godzina dwudziesta z minutami, spałam niecałe trzy godziny, ale wystarczyły w zupełności. Czułam się o niebo lepiej. I w końcu poczułam głód.
- ...tak, zabrałem ją ze szpitala... raczej średnio... oczywiście, że nie zostawiłem jej samej! Jest u mnie... raczej nie... wiesz co? To chyba nie jest najlepszy pomysł... nie wiem, teraz śpi... ale ja się nie zgadzam! A już na pewno nie dzisiaj! Adam...
Po chwili usłyszałam jak Daniel rzucił telefonem na kanapę...
- Co za palant!
- Daniel?
- Heeeej, obudziłem cię? Przepraszam...
- Nie, nie obudziłeś. Kogo od palantów wyzywasz? Co się stało?
- Eh, nikogo, nieważne.
- Adam dzwonił?
Daniel usiadł na łóżku i sprawdził czy nie mam gorączki.
- Tak, Adam... pytał o ciebie, chciał tu przyjechać, ale mu nie pozwoliłem.
- I myślisz, że cię posłuchał?
- Raczej wątpię...
- A więc będziemy mieli gościa...

cdn...
 

 
W końcu dojechaliśmy do mieszkania Daniela. Nie sądziłam, że ta krótka wyprawa po moje rzeczy tak mnie wykończy. Niby nie musiałam nic robić, bo Daniel wszystko za mnie spakował, jednak kilkugodzinna wycieczka od razu po wyjściu ze szpitala to jednak nie był najlepszy pomysł. Marzyłam tylko o tym, żeby wziąć prysznic, położyć się i zasnąć.
- Jesteś pewien, że nie będzie nam ciasno? W sumie masz niewiele większe mieszkanie od mojego.
- Pomieścimy się. Sypialnia jest cała twoja, a kuchnią i łazienką raczej się podzielimy, co? Jeśli nie to ułożymy grafik i po kłopocie.
- Wariat...
Chciałam się rozpakować, ale opadłam z sił, zakręciło mi się w głowie, podłoga pod nogami dziwnie zawirowała... Szybko oparłam się o łóżko, żeby nie upaść.
- Ej, mała, co się dzieje? – w ciągu sekundy już był przy mnie. – Natychmiast kładziesz się do łóżka! I nawet nie próbuj protestować.
Nie miałam zamiaru, czułam, że jeśli się natychmiast nie położę to zasnę na stojąco. Pragnęłam poczuć poduszkę pod głową zaraz, natychmiast... Daniel jeszcze chwilę do mnie mówił, widziałam, że rozpakował moje rzeczy, chyba zapytał czy nie jestem głodna. Nie pamiętam, zasnęłam...

cdn...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Poddałam się, nie było sensu z nim walczyć. A miał trochę racji. Nie czułam się jeszcze najlepiej i szczerze mówiąc, bezpieczniej było się zgodzić.
- A czy możemy chociaż na chwilę pojechać do mojego mieszkania? Skoro mam zatrzymać się na jakiś czas u ciebie, to będę potrzebować kilku rzeczy.
- Oczywiście, mała. Chcesz jechać od razu?
- Tak, poproszę.
- Mówisz i masz.
- Dzięki... I naprawdę nie musisz nadrabiać stu kilometrów, żeby ominąć miejsce wypadku. – powiedziałam, gdy zobaczyłam, że zaczyna kombinować z wyborem trasy.
- Jesteś pewna?
- Tak, spokojnie. Nic mi nie będzie.
Po tak długim czasie nie spodziewałam się zobaczyć tam czegokolwiek. I miałam rację. Nie było nawet najmniejszego śladu. Pozostało jedynie dziwne uczucie i bolesny ucisk gdzieś w zakamarkach umysłu...

cdn...
 

 
- Cześć... A ty już gotowa? Tak szybko??
A w sumie po co miałabym zwlekać? Tego dnia wypisywano mnie ze szpitala. Chciałam być gotowa do wyjścia najszybciej, jak to było możliwe. Nie chciałam spędzać tu ani minuty dłużej niż było to konieczne. Chociaż z drugiej strony bardzo się bałam. Powrotu do świata codziennego, do życia, do pracy... Bałam się, że nie dam rady. A skoro nie dam rady, to do czego miałam wracać? W którą stronę miałabym pójść? Czułam się jak totalny życiowy bankrut, który nie ma dokąd iść...
Daniel. Całkowite przeciwieństwo moich myśli i nastawienia do dalszego życia. Przy mnie ciągle się uśmiechał, czułam, że nie zostawi mnie teraz samej, że będzie moim aniołem stróżem, że będę mogła na niego liczyć... Byłam mu za to wdzięczna, ale jednocześnie nie byłam do końca przekonana, czy tego chcę. Nie wiedziałam też, czy chcę być zupełnie sama...
- Kiedy dostaniesz wypis?
- Nie wiem, chyba powinien już być gotowy...
- Idę sprawdzić, ok.?
Po jakiejś chwili wrócił razem z panią doktor, podpisałam co trzeba, wysłuchałam nakazów i zakazów, obiecałam zgłosić się na badania...
- Chodź mała, zabieram cię w końcu do domu. – chwycił moją torbę, kazał się wziąć pod rękę i powoli wyszliśmy z tego przeklętego szpitala. Muszę przyznać, że poczułam lekką ulgę, gdy znalazłam się na zewnątrz. Jakbym wyszła z więzienia.
- Pojedziemy coś zjeść? Masz ochotę?
- Nie Daniel, nie jestem głodna. Zawieź mnie proszę do domu, dobrze?
- Mowy nie ma! Zabieram cię do siebie.
- Słucham?!
- Majka, chyba nie myślałaś, że odstawię cię do domu?! Nie możesz być teraz sama! Jeszcze nie doszłaś do siebie. U ciebie jest za mało miejsca dla nas, więc zabieram cię do siebie... I bez dyskusji, jasne?!

cdn...
 

 
Minęło wiele długich dni, zanim doszłam do siebie. Fizycznie. Psychicznie nadal nie było ze mną najlepiej. Znalazłam jednak sposób na to, aby nie cierpieć jeszcze bardziej, niż cierpiałam. I choć doskonale wiedziałam, że jest to niemożliwe, na co dzień udawało mi się oszukiwać innych, a czasami nawet samą siebie. Zamknęłam się w sobie, wyrzuciłam wszelkie emocje, odepchnęłam wszystkie uczucia. Byłam zimna jak głaz. Oczywiście pozornie, dla otoczenia. Bo wewnątrz... Tak naprawdę tylko ja wiedziałam, co tam się działo. Ale tak miało pozostać, nie chciałam się już z nikim więcej dzielić swoimi uczuciami i przeżyciami. Kto i co miał wiedzieć to wiedział. To była przeszłość i nikt poza mną nie miał prawa do niej wracać...

cdn...
 

mwk
 
dziewczynaprezesa
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Obudziłam się okropnie zmęczona. I zapłakana. Bałam się poruszyć, bałam się odezwać. Tylko płakać się nie bałam. Byłam w innej sali, całkowicie sama...
Po długiej chwili odważyłam się dotknąć swojego brzucha. Podświadomie wiedziałam, że nie ma już w nim mojego Maleństwa...
Płakałam cicho, ale z każdą chwilą coraz mocniej. Czułam ogromny, rozrywający, wewnętrzny ból.
Nie czułam już potłuczonego ciała, siniaków i otarć. Tylko moje serce rozrywane przez żal. Chciałam krzyczeć z całych sił. I nie mogłam... Łzy skutecznie tłumiły mój głos...

cdn...
 

 
Byłam na jakiejś polanie, a dookoła rósł gęsty las. Na polanie rosło mnóstwo białych kwiatków, świeciło słońce, było ciepło. A ja się bałam. Z każdą chwilą coraz bardziej. Czułam, że zbliża się zło. Rozejrzałam się dookoła. Niedaleko mnie na kocyku siedziało małe dziecko. Ruszyłam w jego kierunku. Chciałam szybko wziąć je w ramiona, przytulić i jak najszybciej opuścić polanę. W tym samym momencie spośród drzew wyszedł Adam i również ruszył w kierunku dziecka. Z tą różnicą, że poruszał się trzy razy szybciej niż ja. Próbowałam przyspieszyć, udało się. Ale to samo działo się z Adamem. Byłam przerażona, już wiedziałam, że nie zdążę przed nim. Dotarł pierwszy do kocyka, wziął dziecko na ręce, spojrzał na mnie ostatni raz, po czym odwrócił się i odszedł w kierunku drzew. Krzyczałam za nim, próbowałam dogonić – bezskutecznie. Gdy wbiegłam do lasu przestałam słyszeć, po chwili przestawałam widzieć, aż w końcu poczułam, że nie mogę oddychać...

cdn...
 

 
Wiele godzin później obudziły mnie potężne mdłości i ból, którego od razu nie potrafiłam zlokalizować. Obstawiałam moje potłuczone biodro, ale w sumie nie byłam pewna. Chciałam wstać i pójść do toalety. Wiedziałam, że to może być cholernie bolesne, że nie powinnam nawet próbować, ale potrzeba była silniejsza. Gdy udało mi się usiąść poczułam, że moje łóżko jest mokre... Odrzuciłam koc na bok i przerażona zaczęłam głośno wołać Daniela. Nie pomyślałam nawet o tym, żeby wezwać pielęgniarkę... Na szczęście Daniel był tuż obok, bo niemal od razu pojawił się w mojej sali.
- Co się dzieje?!
- Daniel... wezwij lekarza i to szybko, ja krwawię... – było mi coraz słabiej i czułam, że zaraz zemdleję. Nienawidziłam widoku krwi. Już jak przez mgłę słyszałam słowa lekarki, która mówiła, że wszystko będzie dobrze. Czułam, że kłamała... Już nic nie miało być dobrze... Nigdy więcej...

cdn...
 

 
Po krótkiej chwili oboje usłyszeliśmy pukanie do drzwi, po czym ktoś od razu wszedł do sali. Daniel od razu się odwrócił, a po chwili dostrzegłam, jak nerwowo zacisnął pięść...
- Yyy, cześć. – to był Adam.
Nie miałam zamiaru odpowiadać, już wcześniej mu powiedziałam, żeby tu nie przychodził. Jak zwykle mnie nie posłuchał. Zdziwiłabym się, gdyby było inaczej...
- Co ty tu robisz? – Daniel nie ukrywał swojego zdenerwowania. Choć „zdenerwowanie” to zbyt delikatne słowo.
- Nie chciałem wam przeszkadzać, przyszedłem zobaczyć jak Majka się czuje. I przekazać ci... wam, że wyjeżdżam służbowo do Poznania na kilka dni.
- Jesteś pewien, że dasz teraz radę?
- Jasne, będzie lepiej, gdy będę nieobecny przez jakiś czas.
- W sumie racja. Jeśli chodzi o firmę to jesteśmy na telefonie. Szerokiej drogi i udanego wypoczynku. – przyznam, że trochę mnie zaskoczył ton Daniela. Adam też najwyraźniej się oburzył. Nawet chciał coś odpowiedzieć, ale ugryzł się w język, powiedział mi /do widzenia/ i wyszedł.
Dłuższą chwilę oboje z Danielem milczeliśmy. On uspokajał nerwy, a ja zastanawiałam się czy wcześniej widziałam opatrunek na łuku brwiowym Adama. Przed chwilą widziałam bardzo wyraźnie, ale czy wcześniej też go miał?
- Daniel...
- Tak?
- Co mu się stało? Rozwalił sobie brew w wypadku?
- Oj tam, daj spokój. Zaciął się przy goleniu i tyle... – prychnął pogardliwie. - To ty najbardziej ucierpiałaś, a powinno być odwrotnie!

cdn...
 

 
- Przecież to nie twoja wina.
- Moja... Mogłem coś zrobić, dogonić was, zatrzymać Adama... To nie – stałem jak głupek pod blokiem i czekałem, aż przyjedziesz. Jestem na siebie wściekły!
- Daniel, uspokój się, proszę. Nic nie mogłeś zrobić i przestań się obwiniać. Dobrze, że to nic poważnego.
Aż się zapowietrzył, zrobił tą swoją zszokowaną minę i chwilę wpatrywał się we mnie tak, jakbym spadła z innej planety.
- Żartujesz sobie, prawda? Co oni ci tu wstrzykują?! Majka, przecież mogłaś tam zginąć!
- Nie przesadzaj...
- Yhhh, no ok, mówisz tak, bo nie widziałaś całego zdarzenia... – urwał nagle. Dłonie zaczęły mu drżeć, co mało skutecznie próbował ukryć. Łzy w oczach również...
- Nie przeżyłbym, gdyby coś ci się stało... – po czym bardzo mocno mnie przytulił.
- Przecież nic się nie stało...

cdn...
 

 
Tak naprawdę jedyną osobą, którą chciałam jak najszybciej zobaczyć, był Daniel. Poprosiłam pielęgniarkę, żeby do niego zadzwoniła. A potem czekałam i czekałam. I zasnęłam.
Obudził mnie mały rumor za drzwiami. Chyba ktoś potrącił stojące krzesła. Po chwili rozpoznałam głos Daniela, który tłumaczył się pielęgniarce, dlaczego hałasuje. Spróbowałam usiąść na łóżku, co nie było łatwe, a na pewno cholernie bolesne. Miałam wrażenie, że moje biodro rozprysło się w drobny mak. Musiałam mieć kwaśną minę, bo Daniel wchodząc do pokoju, nagle wyhamował i patrzył na mnie z niepokojem. Ale już po chwili był obok. Usiadł na łóżku i bardzo delikatnie przytulił mnie do siebie. Gdy tylko poczułam go przy sobie, jego obecność i ciepło, popłakałam się. Poczułam ulgę, że w końcu mogłam to zrobić. Bez obawy, że znowu dostanę zastrzyk uspokajający czy inne usypiające świństwo. Już nie byłam sama. I nie musiałam nic mówić. Czułam, że Daniel rozumie mnie bez słów. Pozwalał mi płakać, o nic nie pytał i cały czas przytulał.
Po bardzo długiej chwili cicho powiedział:
- Maja... przepraszam, że nie zdążyłem...

cdn...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Spałam chyba całą wieczność. A może tylko mi się wydawało. W każdym razie ścierpnięty kark skutecznie wyrwał mnie z objęć Morfeusza. Palce mojej lewej ręki były dziwnie sztywne i czymś przygniecione. Gdy w końcu otworzyłam oczy, zobaczyłam Adama, który siedział przy moim łóżku, trzymał mnie za rękę i jednocześnie opierał o nią swoją głowę. Gdy się poruszyłam, on od razu na mnie spojrzał.
- Co ty tu robisz?
- Obudziłem cię? Maja, jak się czujesz?
- Pytałam, co ty tu robisz?! – powtórzyłam pytanie dobitniej, jednocześnie wysuwając swoją dłoń z jego uścisku. Nie chciałam, żeby mnie dotykał, żeby był tak blisko.
- Maja, nie denerwuj się, proszę. Musisz teraz odpoczywać i wracać do zdrowia...
- Taaaaaa – przerwałam ten dziwny potok słów. – To wszystko, co masz mi do powiedzenia?
- Nie. Jest mi strasznie przykro... Majka, przepraszam. Nigdy sobie tego nie wybaczę...
- Adam, skończ. Nie chcę tego słuchać. I nie chcę cię tu widzieć. Nie masz prawa tu być. Proszę cię, wyjdź stąd.
Patrzył na mnie zaskoczony. I z tak wielkim wyrzutem w oczach, że musiałam odwrócić wzrok. Nie mogłam tego znieść. Ale nie mogłam również znieść jego obecności. Jak on w ogóle śmiał siedzieć przy moim łóżku, gdy jeszcze przed chwilą prawie mnie zabił? Dobrze, że nie próbował mi wmówić, że to był wypadek, bo chyba bym go zadźgała własnym wenflonem...

cdn...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dostałam jakieś środki przeciwbólowe, które raczej działały usypiająco, bo i tak wszystko mnie bolało. Byłam potwornie zmęczona i całkowicie obojętna na wszystko, co działo się wokoło mnie. Pragnęłam tylko jednego – przestać czuć. Bo w tamtej chwili czułam zbyt wiele. Chciałam zapomnieć, chciałam zostać sama, zasnąć i obudzić się dopiero, gdy o wszystkim zapomnę. Niestety, udało mi się tylko zasnąć.

cdn...